500 zł dla Jasia pozwoli odłożyć dla Jana

Poradnik dla rodziców, którzy chcą ulokować część gotówki.

Publikacja: 10.02.2016 21:00

500 zł dla Jasia pozwoli odłożyć dla Jana

Foto: 123RF

Jedna czwarta rodziców, którzy dostaną 500 zł na drugie i kolejne dziecko, deklaruje, że dzięki temu zastrzykowi gotówki będą mogli odłożyć 100–250 zł miesięcznie – wynika z badania ARC Rynek i Opinia. Przyjmijmy, że będzie to 150 zł miesięcznie przez 15 lat. Wkładając te pieniądze do skarpety, uzbieralibyśmy 27 tys. zł (niestety, trochę zjadłaby inflacja). To całkiem niezły prezent urodzinowy.

Jeżeli zainwestujemy oszczędności w sposób przynoszący 2 proc. zysku rocznie, po 15 latach będziemy mieli prawie 32 tys. zł. Zarobimy więc 5 tys. zł (od tego trzeba odliczyć 19-proc. podatek Belki; powinniśmy też uwzględnić przyszłą inflację). Żeby podatku nie płacić tak długo, jak długo oszczędności pracują, należałoby wybrać np. fundusz parasolowy.

W co lokować

Obecnie średnie oprocentowanie rocznej lokaty bankowej, niestety, nie przekracza 1,5 proc. Inwestując bardziej ryzykownie, nie możemy liczyć na dużo więcej.

– Przez dekady średnia roczna stopa zwrotu z inwestycji w akcje wynosiła ok. 10 proc. Ale w najbliższych dziesięcioleciach, ze względu m.in. na niskie stopy procentowe i problemy demograficzne, może wynosić raczej ok. 5–7 proc. – ocenia Paweł Homiński, członek zarządu Noble Funds TFI.

Przy rocznej stopie zwrotu na poziomie 5 proc., odkładając 150 zł miesięcznie przez 15 lat, zgromadzilibyśmy 41 tys. zł. Zainwestowanie wszystkich pieniędzy w akcje lub fundusze akcji z myślą o przyszłości dzieci byłoby jednak nieroztropne.

– Ważne są koszty inwestycji – podkreśla dr hab. Krzysztof Borowski z SGH. – Osobom nieobytym z instrumentami finansowymi radziłbym odkładać te 100–200 zł na lokatę bankową, która jest bezkosztowa. Trzeba tylko wybrać najlepiej oprocentowaną. Niewykluczone, że program 500+ zmotywuje banki do uruchomienia takich „kroczących” lokat, np. z miesięczną kapitalizacją odsetek. Można też kupować oszczędnościowe obligacje skarbowe (w PKO BP) lub inwestować w obligacje korporacyjne dużych, stabilnych polskich firm (trzeba mieć rachunek maklerski).

Na bardziej ryzykowne inwestycje, np. w akcje, mogą sobie pozwolić osoby, którym rynek kapitałowy nie jest całkiem obcy. Ale również one powinny wybierać produkty jak najprostsze, zrozumiałe i tanie.

Jak zmniejszyć koszty

Dobrym rozwiązaniem mogą być fundusze inwestycyjne. Najlepiej znaleźć sposób na kupowanie ich jednostek bez opłat manipulacyjnych (wynoszących nawet 5 proc.). Opłat nierzadko można uniknąć, korzystając ze stron internetowych TFI czy z bankowych lub maklerskich supermarketów funduszy (oferty banków w tym zakresie przedstawiliśmy tydzień temu, 4 lutego).

Jak wcześniej wspomnieliśmy, ze względów podatkowych warto zainteresować się funduszami parasolowymi (wiele subfunduszy w ramach jednego funduszu). Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy przenosić oszczędności np. z funduszu akcji do funduszu obligacji (lub na odwrót) bez podatku od zysków kapitałowych; zapłacimy go dopiero po zakończeniu inwestycji.

W ostatnich latach w rankingach „Rzeczpospolitej” najwyższe notowania miały m.in. takie TFI, jak: KBC, Noble Funds, PKO, Union Investment. Ważne, żeby oceniać fundusze w długim terminie i nie sugerować się jednorazowymi sukcesami.

Fundusze akcyjne są droższe niż bezpośrednie inwestycje na giełdzie. Opłata za zarządzanie takim funduszem wynosi 4–5 proc. rocznie, podczas gdy standardowa prowizja maklerska to 0,38–0,39 proc. od wartości transakcji.

– Dlatego proponowałbym notowane na GPW fundusze indeksowe ETF odwzorowujące notowania indeksów giełdowych: amerykańskiego S&P500, niemieckiego DAX i polskiego WIG20. Opłaty są tu symboliczne, kilka punktów bazowych rocznie – przekonuje Krzysztof Borowski.

Akcji nie za dużo

Portfel prowadzony przez rodzica, nawet takiego, który zna się na finansach, nie może się składać wyłącznie z ryzykownych inwestycji.

– Osoby śledzące to, co się dzieje na rynkach, mogą przyjąć stałe proporcje w składzie portfela, np. 15 proc. mogą stanowić ETF na DAX, 15 proc. – ETF na S&P500, a 70 proc. – lokaty bankowe. Ci, którzy na bieżąco nie interesują się koniunkturą, mogą z czasem coraz mniej pieniędzy inwestować ryzykownie. Na przykład na początku okresu oszczędzania 50 zł miesięcznie można wpłacać na lokatę bankową, a 150 zł inwestować w różne ETF. Po kilku latach (w połowie okresu) proporcja ta może wynosić 100 zł do 100 zł, a na trzy–pięć lat przed końcem gromadzenia pieniędzy aż 150 zł powinniśmy przekazywać na lokatę i tylko 50 zł do ETF – radzi Krzysztof Borowski.

Zasada ta dotyczy nie tylko ETF, ale i tradycyjnych funduszy akcji oraz innych ryzykownych inwestycji.

Programy z dzieckiem w nazwie? Niekoniecznie

– Argumentem za wyborem programu systematycznego oszczędzania z oferty TFI (kiedyś TFI oferowały takie programy specjalnie z myślą o dzieciach, dziś od tego odchodzą) mogłyby być zniżki w opłatach manipulacyjnych w zamian za zobowiązanie do regularnych wpłat. Ale obecnie wiele funduszy można kupić bez ponoszenia kosztów dystrybucji (np. przez internet, za pośrednictwem platform prowadzonych przez banki lub same TFI). Po co więc wiązać się długą umową i ograniczać do produktów jednego TFI?

– Wadą polis inwestycyjnych oferowanych przez ubezpieczycieli są z kolei wysokie koszty wynikające z pobierania przez towarzystwa wielu różnych opłat, w tym dotkliwych opłat za wycofanie się z umowy w pierwszych latach po jej zawarciu.

Jedna czwarta rodziców, którzy dostaną 500 zł na drugie i kolejne dziecko, deklaruje, że dzięki temu zastrzykowi gotówki będą mogli odłożyć 100–250 zł miesięcznie – wynika z badania ARC Rynek i Opinia. Przyjmijmy, że będzie to 150 zł miesięcznie przez 15 lat. Wkładając te pieniądze do skarpety, uzbieralibyśmy 27 tys. zł (niestety, trochę zjadłaby inflacja). To całkiem niezły prezent urodzinowy.

Jeżeli zainwestujemy oszczędności w sposób przynoszący 2 proc. zysku rocznie, po 15 latach będziemy mieli prawie 32 tys. zł. Zarobimy więc 5 tys. zł (od tego trzeba odliczyć 19-proc. podatek Belki; powinniśmy też uwzględnić przyszłą inflację). Żeby podatku nie płacić tak długo, jak długo oszczędności pracują, należałoby wybrać np. fundusz parasolowy.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Bezpieczna przystań, czyli po co oszczędzać w złocie
Portfel inwestycyjny
Inflacja uderzyła w oprocentowanie obligacji skarbowych. Jak nie stracić?
Rynki finansowe
Jak Chiny zarzynają kurę znoszącą złote jaja
Portfel inwestycyjny
Centra usług: szlifujący się diament
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Portfel inwestycyjny
Inwestorzy w oczekiwaniu na obniżki stóp procentowych
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?