– Wciąż pracujemy nad mechanizmem zachęcającym do dłuższej pracy, nie mamy jeszcze konkretów, ale powiązanie wieku ze stażem składkowym warto rozważyć – mówił w piątek szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk.

W lipcu rząd przyjął najdroższy wariant obniżenia wieku emerytalnego, nie wprowadzając w prezydenckim projekcie żadnych dodatkowych kryteriów. Za rozwiązaniami, które ograniczałyby ryzyko potężnej fali nowych emerytów, optowali minister finansów Paweł Szałamacha oraz wicepremier Mateusz Morawiecki.

We wrześniu projekt ma trafić pod obrady posłów i dopiero wówczas okaże się, w którą stronę pójdą finalne rozwiązania.

Niewykluczone, że rząd będzie się kierował bieżącą sytuacją finansów publicznych. Jeśli ściągalność podatków będzie rosła, a wraz z nią szansa na niższy deficyt, to trudno oczekiwać, że zostanie wprowadzony wariant oszczędnościowy. Powrót do wieku emerytalnego 60/65 lat w „gołej" formie oznacza koszt nawet 15 mld zł rocznie.

Znaczną oszczędnością, a równocześnie spełnieniem wyborczej obietnicy, byłoby wprowadzenie kryterium stażu składkowego. Część rządu zabiega, by wynosił on 35 lat dla kobiet, a dla mężczyzn 40.

Niższy wiek emerytalny ma wejść w życie z początkiem października przyszłego roku. Tyle czasu zdaniem rządu potrzeba, aby ZUS dostosował system informatyczny do nowych przepisów.