ZUS uszczelni ściąganie składek

Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nie radzi sobie ze ściąganiem zaległych składek – tak twierdzi Najwyższa Izba Kontroli. Pomóc w uszczelnieniu systemu ma centralny rejestr dłużników.

Publikacja: 30.08.2014 14:55

ZUS uszczelni ściąganie składek

Foto: Fotorzepa, Mateusz Pawlak matp Mateusz Pawlak

Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli zaległości płatników wobec ZUS-u wynoszą już 55 mld złotych. Tej kwoty w całości Zakład już pewnie nigdy nie odzyska, bo wiele firm-dłużników, już po prostu nie ma. Dla porównania – właśnie tyle wynosi deficyt całego sektora finansów publicznych. Suma ta stanowi 3,5 proc. naszego Produktu Krajowego Brutto. NIK chce, żeby ZUS lepiej ściągał należne mu składki, ale też podkreśla, że na świadczenia dla emerytów i rencistów wydajemy rocznie 194 mld zł, a ze składek ZUS dostaje 158 mld zł, reszta to są to dotacje z budżetu państwa, czy też pieniądze z Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Skąd się wzięło to zadłużenie

– To co powiem, będzie gorzkie. Po pierwsze, my Polacy mamy niską moralność, niską dyscyplinę płatniczą. Nie wywiązujemy się z obowiązków, które na nas ciążą, państwo traktujemy jako coś wrogiego, a instytucje takie jak ZUS, bardzo negatywnie oceniamy. W takiej sytuacji, nawet jeśli Zakład usprawnia z roku na rok ściąganie należności, to okazuje się, że części nie jest w stanie wyegzekwować. Trzeba zwrócić uwagę, ze ZUS ściąga należności nie tylko do funduszu emerytalnego i rentowego, ale są jeszcze fundusze chorobowe, wypadkowe, Fundusz Pracy, zbiera również składkę na NFZ – komentował na antenie Polskiego Radia 24 Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

– Te 55 mld zł dotyczy wszystkich funduszy, na rzecz których ściąga ZUS. Często jest to utożsamiane z Funduszem Ubezpieczeń Społecznych (FUS), który ma zadłużenia na 21 mld zł z tytułu składek. Za te lata (a dotyczy to 15–16 lat), za które powstało to zobowiązanie, składki które powinny i wpływają do ZUS, wynosiły ponad 1,5 bln zł. Dlatego skuteczność ściągania należności wynosi ok. 99 proc., czyli tylko 1,5 proc. należnych składek jest jeszcze niewyegzekwowanych. Wśród nich są tzw. należności trudnościągalne, których odzyskiwanie zakończyło się postępowaniem upadłościowym, a wobec których nie ma już żadnych prawnych możliwości dochodzenia – tłumaczy Agata Wiśniewska, dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów ZUS, gość Radiowej Jedynki.

Czyli po prostu nie ma już tych firm, które zalegały ze składkami. Niejednokrotnie sam ZUS też wnioskował o ogłoszenie upadłości, gdy inne sposoby odzyskiwania należności zawodziły, i niestety, i tak nie udało się odzyskać tych należności.

– Części zaległości już się nie odzyska, od firm które upadły, od bankrutów, którzy się pożegnali z rynkiem. Natomiast od tych, którzy się znaleźli w przejściowych kłopotach, należy egzekwować, jednocześnie nakreślając pewien horyzont czasowy i pomagając wyjść z tych przejściowych kłopotów – dodaje ekspert z Lewiatana .

Różne firmy i różne traktowanie

ZUS próbuje odzyskiwać zaległe składki na różne sposoby, ale jednych płatników traktuje lepiej, innych gorzej. Krytycznie ocenia tę sytuację na antenie Radiowej Jedynki Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego:

– Tak jak wielkie przedsiębiorstwa zalegające z ZUS-em są w stanie wymusić na regulatorach polskiego życia gospodarczego rozwiązanie, np. kopalnie, tak mały przedsiębiorca jest pozostawiony sam sobie – uważa.

Właśnie – dlaczego niektóre podmioty mają łatwiejsze życie z ZUS-em, np. szpitale czy też duże, kontrolowane przez państwo firmy, jak kopalnie, które są traktowane inaczej niż MSP?

– Kopalnie mają rozwiązania ustawowe, restrukturyzujące ich zobowiązania, więc ZUS tylko realizuje zapisy ustawy. Jeżeli chodzi o małych przedsiębiorców, to takie rozwiązania też się pojawiły, i w 2013 roku była ustawa abolicyjna dla małych przedsiębiorców, która umożliwia im oddłużenie i restrukturyzację zobowiązań. I zgodnie z tą ustawą złożono ok. 99 tys. wniosków o abolicję – wyjaśnia dyrektor Agata Wiśniewska. Wnioski o postępowanie abolicyjne można jeszcze składać do 2015 roku.

Równi i równiejsi

Szpitale są traktowane inaczej. Zapewne gdyby musiały zapłacić składki zaległe, to trzeba by je zamknąć.

– Nie tylko szpitale są inaczej traktowane. Każdy płatnik składek, który podejmuje wolę spłat należności, który rozmawia z nami i próbuje znaleźć środki na spłatę, ma szansę na dobrowolne spłaty – podkreśla ekspertka z ZUS.

Natomiast NIK wypowiedział się o dwóch szpitalach: o Instytucie Reumatologii i o Szpitalu Czerniakowskim. Obydwa dążą do tego, żeby podpisać z ZUS-em układ ratalny, a barierą jest część składek płacona przez ubezpieczonych. Jednak szpitale spłacają sukcesywnie tę część po to, żeby w ostateczności zawrzeć układ ratalny. Oczywiście, ZUS mógłby nie rozmawiać z nimi, tylko po prostu zablokować im rachunki bankowe, ale wówczas np. jedyny w Polsce Instytut Reumatologii przestałby w jednej chwili istnieć.

– Dlatego wydaje mi się, że wszystko jedno, czy to jest szpital, czy to jest płatnik, który popadł w problemy finansowe – każdy ma możliwość przyjść do ZUS-u, i jeżeli przedstawi realny program spłaty tych zobowiązań, ma szansę na korzystne rozwiązanie. Dzięki takim działaniom, na przestrzeni ostatnich 3–4 lat, zadłużenie służby zdrowia spadło o 40 proc. – dodaje.

Spóźniony system

NIK zarzuca też, że ZUS nieskutecznie ściąga należności, że długo nie miał systemu informatycznego, który ułatwiał ustalanie kto, na jaką kwotę i od kiedy zalega z płaceniem składek, nie było rzetelnej informacji o zaległościach.

Z tym zarzutem nie zgadza się dyrektor Agata Wiśniewska, i jak wyjaśnia, do 2014 roku ZUS miał taki system, ale był to system rozproszony. – Był w terenowych jednostkach, oddziały miały informacje na temat zadłużenia poszczególnych klientów, a musiały to mieć, ponieważ inaczej nie mogłyby wydawać zaświadczeń o niezaleganiu. Natomiast w czerwcu 2013 roku przenieśliśmy i wdrożyliśmy centralne rozliczenia składek. Jest to system dający większe możliwości i dziękujemy, że NIK docenił to – podkreśla gość Radiowej Jedynki.

Do akcji wkracza resort finansów

Specjalny rejestr dłużników wobec państwa chce stworzyć resort finansów. Trafialiby tam także ci, którzy zalegają ze składkami ZUS.

– Rejestr dłużników, jaki planujemy stworzyć, będzie miał na celu przede wszystkim zdyscyplinowanie tych, którzy zalegają z opłatami, ponieważ ktoś, kto poważnie myśli o prowadzeniu działalności gospodarczej, czy też o swojej wiarygodności, nie pozwoli sobie na to, żeby trafić do takiego rejestru – uważa gość Radiowej Jedynki Wiesława Dróżdż, rzecznik Ministerstwa Finansów.

– Jestem gorącym zwolennikiem rejestru dłużników. Ponieważ mamy niską dyscyplinę płatniczą, pozycja wierzyciela wobec dłużnika jest w Polsce słaba, bardzo trudno jest wyegzekwować należności. Zazwyczaj pochylamy się nad tym, który nie płaci, a nie nad tym, który egzekwuje. Powinniśmy mieć rejestry dłużników, żeby te osoby, które wyłudzają pieniądze, nie płacą należności, nie mogły tego zrobić w innym miejscu – zachęca Jeremi Mordasewicz.

Inicjatywę popiera też Marcin Ledworowski, wiceprezes zarządu BIG InfoMonitor, który stwierdził na antenie Radiowej Jedynki, że to bardzo dobrze, że w końcu po wielu latach państwo polskie zdecydowało się ujawnić te dane, które dla przedsiębiorców są bardzo istotne do współpracy z bankami, z innymi podmiotami, bo legendarne są wręcz perypetie z aktualnością zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami i w podatkach.

Bezpłatna informacja w cenie

Zaległości wobec ZUS czy urzędu skarbowego uniemożliwiają np. uczestniczenie w przetargach publicznych. Jednak może te dane powinny trafiać do już istniejących biur informacji gospodarczej , a tworzenie nowego państwowego biura to dodatkowe niepotrzebne koszty.

– Jeżeli chodzi o biura informacji gospodarczej, to tam informacja jest odpłatna, natomiast ten państwowy rejestr będzie dostępny dla wszystkich i każdy będzie mógł sprawdzić te dane, a jednocześnie będą one chronione i zabezpieczone w sposób odpowiedni. Dzisiaj jest już możliwość zgłaszania wniosków o zadłużeniach płatników składek do Rejestru Dłużników Niewypłacalnych w KRS-ie, i ZUS korzysta z tych instrumentów. W 2013 roku skierowano ok. 18 tys. takich wniosków – przypomina dyrektor Agata Wiśniewska.

Trzeba sprawdzać, ale i egzekwować

Teraz ściąganiem należności wobec państwa zajmuje się kilka instytucji, np. właśnie ZUS, urzędy skarbowe. A może powinna to robić jedna instytucja? – Nie ma sensu, żeby kilku kontrolerów, z różnych instytucji, przeprowadzało egzekwowanie. To jest droższe, i jeden podmiot by wystarczył – mówi ekspert z Konfederacji Lewiatan.

Ten pomysł co jakiś czas wraca, postuluje się, by była jedna instytucja, która będzie egzekwowała wszelkie należności publiczno-prawne. Warto to rozważyć, ale trzeba pamiętać, że aby taka instytucja zaistniała, to pobór tych należności musi być podobny, muszą one być zsynchronizowane, pobierane w tym samym terminie, i wtedy ten system jest prostszy. – W momencie, gdyby ta instytucja dostała do ściągnięcia różne należności, egzekwowane w różnych terminach, byłoby to dosyć trudne – uważa dyrektor Agata Wiśniewska z ZUS.

Jeżeli jednak będzie poczucie bezkarności u osób niepłacących, to ono będzie się rozlewało na wszystkich. – Ponieważ ludzie, którzy uczciwie płacą zorientują się, że inni nie płaca, a to znaczy, że stanowią dla nich nieuczciwą konkurencję. Pamiętajmy, że my wszyscy za to płacimy. Jeżeli ktoś nie płaci należności lub bierze lipne zwolnienia lekarskie, to wszyscy pozostali pracujący płacą na to składki. Gdybyśmy uczciwie wywiązywali się z należności, to nasze składki byłyby o 1/3 niższe – uważa ekspert z Lewiatana.

Czyli powinna być zasada, że wszyscy płacą na tych samych zasadach, a jeśli już zalegają, to tak samo są traktowani przy ściąganiu tych należności. Można rozłożyć zaległości na raty, ale zawsze wyegzekwować.

Ściągnięte składki z poprzednich lat to za mało

Nawet jeśli ZUS wszystkie zaległości ściągnie, to i tak nie rozwiąże to problemu niedoboru środków na świadczenia.

– Nie rozwiąże z dwóch powodów. Po pierwsze stary system emerytalny, którego konsekwencje będziemy ponosić jeszcze przez 20 lat, był bardzo hojny. Składki pokrywały tylko połowę wypłacanych emerytur. Nasze życie się wydłużyło, a wiek emerytalny pozostawał niski. Były tam takie różne przeliczniki, które powodowały, że ta emerytura była większa niż wpłacone składki. Po drugie zachowano przywileje emerytalne, kosztujące nas prawie 20 mld zł rocznie, dotyczące górników, rolników, pracowników służb mundurowych, sędziów, prokuratorów – tłumaczy gość Polskiego Radia 24, Jeremi Mordasewicz.

Nowy system emerytalny, gdyby został oczyszczony z tych pozostałości i gdyby zostały zlikwidowane przywileje emerytalne, będzie stopniowo dążył do równowagi. To nie znaczy, że wkrótce ją uzyska, lecz będzie dążył do stabilności. – Ale system jest coraz bardziej naruszany, ponieważ nasza emerytura powinna ściśle zależeć od tego, ile składek wpłaciliśmy i jaki będzie oczekiwany okres życia oraz pobierania emerytury w momencie, kiedy na nią przechodzimy – dodaje Mordasewicz.

A niestety, politycy cały czas majstrują przy systemie emerytalnym, i naruszają tę, jakby się wydawało – fundamentalną zasadę.

Materiał Partnera
Zainwestuj w przyszłość – bez podatku
Materiał Partnera
Tak możesz zadbać o swoją przyszłość
Emerytura
Wypłata pieniędzy z PPK po 2 latach oszczędzania. Ile zwrotu dostaniemy
Emerytura
Autozapis PPK 2023. Rezygnacja to dobry pomysł? Eksperci odpowiadają
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Emerytura
Emeryci ograniczają wydatki. Mają jednak problemy z długami