Mateusz Pawlak
Rząd, likwidując część obligacyjną w portfelach OFE, zamienił 153 mld zł (51,5 proc. aktywów) na księgowy zapis na subkoncie w ZUS. Jednym z koronnych argumentów za tym posunięciem była troska o stan finansów publicznych. Tłumaczono, że nie stać nas na utrzymywanie długu w aktywach funduszy emerytalnych. Tymczasem waloryzacja kwot zapisanych na subkoncie w ZUS jest znacznie większym obciążeniem dla finansów publicznych niż obsługa długu o tej samej wartości.
Pieniądze zapisywane na subkontach w ZUS są inaczej waloryzowane niż te na koncie podstawowym. Ich waloryzacja zależy bowiem od nominalnego wzrostu PKB w ostatnich pięciu latach i nie może być ujemna. W ubiegłym roku subkonta zwaloryzowano o 6,3 proc. W tym roku wskaźnik wyniesie 5,1 proc. To bardzo dużo. Według naszych wyliczeń, gdybyśmy cofnęli się w czasie i stworzyli ten hojny mechanizm w 2002 r., to taki sposób waloryzacji subkonta obciążyłby do końca 2013 r. finanse publiczne kwotą o blisko ?15 mld zł większą, niż wyniosły koszty obsługi długu tej samej wartości. Policzyliśmy hipotetyczną waloryzację kwoty odpowiadającej wartości obligacji w portfelach OFE. Tę samą kwotę pomnożyliśmy przez wskaźnik średniej pięcioletniej rentowności obligacji pięcioletnich (średnia zapadalność długu wynosi pięć lat). Umarzając więc obligacje, które kupiły OFE, i zamieniając ich wartość na zapis księgowy na subkoncie w ZUS, państwo de facto znacznie zwiększyło swoje koszty. Trudno oczywiście przewidzieć, jak ta różnica będzie się kształtowała w przyszłości, lecz historia pokazuje, że koszt obsługi obligacji jest znacznie niższy i tym samym dla finansów publicznych tańszy.
Ponadto środki zapisane na subkoncie podlegają dziedziczeniu na takich samych zasadach jak pieniądze zgromadzone w OFE. To dodatkowo obciąży system, który i bez szczodrego subkonta jest ze względów demograficznych nie do utrzymania.
Oczywiście obligacje są realnym długiem, który trzeba spłacać na bieżąco, natomiast zapis na subkoncie tylko pewną obietnicą, o której realizację będą się martwić już inne rządy.
Obecnie na subkontach zapisano już blisko ?200 mld zł. Tylko w tym roku waloryzacja tej kwoty zwiększy przyszłe zobowiązania państwa o kolejne 10 mld zł. Od sierpnia ta kwota będzie rosła jeszcze szybciej, ponieważ większość obecnych członków OFE prawdopodobnie przejdzie do ZUS. Pytanie, w jaki sposób sfinansujemy dużo droższe subkonto ZUS, skoro mamy problem z tańszym w obsłudze długiem. Odpowiedź jest dość oczywista. Albo hojne zasady funkcjonowania subkonta zostaną zlikwidowane, gdy szum wokół ostatnich zmian w OFE ucichnie, albo państwo, żeby sprostać tej obietnicy, będzie się zadłużać po uszy. W pierwszym wariancie trzeba będzie szybko zejść na ziemię i zapomnieć o gruszkach na wierzbie. W wariancie drugim wytrwamy może kilka lat, aż dalsze zadłużenie wywinduje rentowność obligacji do poziomów uniemożliwiających wypłacalność. Wtedy nie będzie już wyjścia i świadczenia, jeśli w ogóle jakieś będą – to głodowe. Obie te perspektywy dla przyszłych emerytów nie są pocieszające. Oczywiście zawsze możemy się stać światową potęgą w produkcji grafenu. Ratunkiem mogą być także pokłady gazu łupkowego. ?I nie ma w tym cienia sarkazmu. Trudno jednak na takim scenariuszu opierać emerytalne być albo nie być.