Liczenie na państwową emeryturę, jest jak wiara w św. Mikołaja

Za 20-30 lat emeryci będą największą siłą wyborczą i wrócą po pieniądze do państwa – mówi Maciej Jankowski, szef grupy Avivy w Polsce

Publikacja: 29.03.2012 02:26

Maciej Jankowski, szef grupy Aviva w Polsce

Maciej Jankowski, szef grupy Aviva w Polsce

Foto: Fotorzepa, Szymon Laszewski Szymon Laszewski

Czy sugestie że OFE nie było najlepszym rozwiązaniem może doprowadzić do końca II filaru? Co należałoby zaproponować w zamian?

Maciej Jankowski:

Sięgnięcie po 235 mld zł zgromadzonych w OFE może być kuszące dla polityków patrzących na finanse publiczne w perspektywie krótkoterminowej. Liczę jednak, że zwycięży spojrzenie długoterminowe, że politycy oprą się tej pokusie w oparciu o wiedzę, jak ogromny wpływ na system emerytalny mają zmiany demograficzne.

 

Jeśli jednak pomysł na rozmontowanie systemu nie upadnie, co w zamian?

Dla większości Polaków pieniądze w OFE to jedyne realne oszczędności na emeryturę. Utrzymanie i tak już okrojonego drugiego filaru i rozwój dobrowolnych oszczędności w trzecim filarze ogranicza ryzyko, że jedynym źródłem wypłaty emerytur będzie ZUS – czyli podatnicy. Zobowiązania, jakie ciążą na ZUS, i tak są ogromne. Czy ludziom ma wystarczyć obietnica, że państwo wypłaci pieniądze w przyszłości? To trochę jak dziecięca wiara w świętego Mikołaja. A nawet jeśli państwo temu podoła i będzie wypłacać wszystkim uprawnionym emerytury, będą one bardzo niskie, nie wystarczą na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nie wierzę też w proponowaną przez niektórych minimalną emeryturę dla wszystkich, bo za 20-30 lat emeryci będą największą siłą wyborczą i wrócą po pieniądze do państwa.

 

Może to moment, w którym trzeba zwrócić oczy ku pracowniczym programom emerytalnym (PPE)? Wówczas każdy musiałby liczyć na siebie lub na pracodawcę. W Avivie był w tym segmencie w zeszłym roku 12-proc. wzrost. Czy to trwała tendencja?

Widzę szansę dalszego rozwoju grupowych programów ubezpieczeniowych i emerytalnych. Składkę w nich jednak często płacą pracownicy, a nie pracodawca. Wiele zależy od wzrostu gospodarczego i zatrudnienia, a więc od tego, kto będzie dyktował warunki na rynku pracy. Jednak masowość tego typu programów w krótkim czasie wydaje się wątpliwa. Pytanie brzmi: czy i w jakim tempie dotrze do ludzi informacja, że będą mieli ciężkie czasy, jeśli przejdą na emeryturę bez zgromadzenia dodatkowych pieniędzy.

 

Jakie są zatem szanse rozwoju PPE? Czy inwestują w nie głównie międzynarodowe korporacje, które takie wzorce przynoszą z zachodu?

Nie tylko, zainteresowanie widać też w polskich firmach. Głównym kryterium jest sytuacja w spółce i w jej branży. Na zachodzie jeszcze kilka-kilkanaście lat temu standardem były programy emerytalne ze zdefiniowaną kwotą przyszłego świadczenia. W ostatnich latach prawie wszystkie tego rodzaju plany zostały zmienione na programy ze zdefiniowaną składką, w której uczestnik ponosi w całości lub istotnej części ryzyko inwestycyjne. Czyli podobnie jak w naszych OFE lub PPE. Stało się tak, bo koszty utrzymywania gwarantowanej wysokości przyszłych emerytur dla pracowników okazały się ogromne – w dużych korporacjach obciążenia z tytułu deficytów istniejących programów emerytalnych potrafiły sięgać 10 mld funtów.

 

Czy w tej niewielkiej liczbie dbających o przyszłość na emeryturze Polaków kwoty jakie ludzie odkładają są znaczące i wystarczą na pokrycie potrzeb?

Niestety nie. W bankach znajduje się 500 mld zł depozytów, ale to bardzo krótkoterminowe pieniądze. Przyjmijmy w uproszczeniu, że wszystkie aktywa finansowe gospodarstw domowych w Polsce wynoszą 700 mld zł. Przy populacji 20 mln ludzi aktywnych zawodowo (nie uwzględniając emerytów i dzieci) daje to 35 tys. zł oszczędności na osobę. Byłaby to niezła kwota jak na nasze warunki, ale są ludzie, którzy mają kilkanaście, kilkadziesiąt mln zł, więc patrząc na medianę, a nie średnią, mówimy już zapewne o połowę niższych kwotach. W nich zawarta jest też spłata zobowiązań, w tym kredytów, więc nasz punkt startu jeśli chodzi o zgromadzony kapitał na przyszłość nijak się ma do pozycji Francuzów czy Anglików. A dodatkowo mamy aspiracje zaspokojenia apetytów w zakresie dóbr konsumpcyjnych.

 

Dzięki temu jednak gospodarka się kręci!

Tak, ale równie dobrze może się kręcić w wyniku inwestycji. I wolałbym żeby to był motor gospodarki, a nie zatrudnianie kolejnych urzędników.

 

Ilu zatem znalazło się rozsądnych, którzy zapisali się do waszego IKZE?

Na razie nie jest to duża liczba, ale też na to szczególnie nie liczyliśmy. W większości krajów, gdzie podobne programy opierają się na bodźcach podatkowych, największe wpłaty odnotowuje się w IV kwartale. Zobaczymy, jak będzie u nas. Po przykładzie IKE, które również nie było sukcesem, nadzieje nie są duże. IKZE ma szereg utrudnień, które są pochodną myślenia urzędniczego, np. że można odpisać procent dochodów, i to z zeszłego roku. Ludzie muszą odnajdywać PIT-y, a przecież często nie wiedzą, gdzie je mają, i jaka jest tak naprawdę kwota, którą mogą wpłacić, żeby skorzystać z ulgi za IKZE. Z reguły każdy wie, ile mu wpływa na konto, a nie ile zarabia brutto. To zniechęca. Potem jeszcze zdarzy się, że urząd skarbowy kogoś zacznie ścigać, bo wpłacił 421 zł, a mógł 419,40 zł, media to nagłośnią i już raczej nikt pieniędzy na IKZE nie będzie chciał wpłacać.

 

PZU ostatnio chwaliło się liczbą klientów.

Otwarcie rachunków nie jest problemem, kluczem jest, żeby ludzie przez wiele lat wpłacali na nie pieniądze. O tym już raczej nikt nie mówi. Podobnie jak IKE, to trudny, mało elastyczny produkt. Czasem ktoś wpłaci jednorazowo 100 zł, a potem zapomni o swoim koncie. Instytucja ma z kolei jego rachunek prowadzić przez najbliższych 20 lat i jeszcze ponosić koszty corocznej wysyłki listu z informacją o stanie rachunku. Przy jednorazowo wpływających pieniądzach ten produkt staje się bardzo drogi. W teorii mogę rozwiązać taką umowę, ale wówczas klient będzie musiał zapłacić podatek dochodowy, a winnym z jego punktu widzenia będzie firma, która sprzedała mu ten produkt. To słaba dla nas perspektywa.

 

Czy Aviva będzie wprowadzać IKZE także do oferty innych swoich spółek?

Nie potwierdzam, ale też nie zaprzeczam. Przyglądamy się, także regulacjom, możliwościom naszych systemów informatycznych.

Czy sugestie że OFE nie było najlepszym rozwiązaniem może doprowadzić do końca II filaru? Co należałoby zaproponować w zamian?

Maciej Jankowski:

Pozostało 98% artykułu
Materiał Partnera
Zainwestuj w przyszłość – bez podatku
Materiał Partnera
Tak możesz zadbać o swoją przyszłość
Emerytura
Wypłata pieniędzy z PPK po 2 latach oszczędzania. Ile zwrotu dostaniemy
Emerytura
Autozapis PPK 2023. Rezygnacja to dobry pomysł? Eksperci odpowiadają
Emerytura
Emeryci ograniczają wydatki. Mają jednak problemy z długami
Emerytura
Emeryci zadłużeni średnio na 12,5 tys. zł. Jak poprawić portfel seniora