Czy Polacy chcieliby mieć wyższe świadczenie w przyszłości kosztem dłuższej pracy? Co do tego zdania są podzielone. Jak wynika z internetowego sondażu serwisu MojaEmerytura.rp.pl 51 proc. badanych odpowiedziało nie. W tym tylko nieco ponad 11 proc. uważa, że raczej nie. Najbardziej dominująca grupa – prawie 40 proc. jest zdecydowanie na nie.
Z sondażu wynika, że choć przeważają głosy na nie, to jest też spora grupa Polaków, która akceptuje zmiany. 45,3 proc. jest na tak, w tym jedna trzecia zdecydowanie na tak.
Tylko mniej niż 4 proc. Polaków nie ma zdania na ten temat.
Jak wynika z wyliczeń Instytutu Badań Strukturalnych każdy dodatkowy rok pracy podnosi wysokość przyszłego świadczenia. Na zaplanowanej przez rząd reformie emerytalnej zyskuje zatem każdy rocznik, który będzie dłużej pracował. I tak dla przykładu średnia wysokość emerytury dla pań urodzonych w 1963 r. wzrasta do 1870 zł i jest wyższe o 500 zł niż gdyby zakończyła aktywność zawodową w 2023 r., czyli o trzy lata wcześniej.
- Ponad 45 proc. badanych, którzy chcą dłużej pracować za wyższą emeryturę to i tak niezły wynik – przekonuje Piotr Lewandowski, główny ekonomista Instytutu Badań Strukturalnych.
W mediach dużo mówi się o planie podniesienia wieku emerytalnego. Pomysł budzi spore opory społeczne.
- Istnieje pewna prawidłowość w postrzeganiu zabezpieczenia społecznego. Lepiej wcześniej skorzystać z pewnego świadczenia, niż później, ale mniej pewnego. Widać to było choćby w przypadku wcześniejszych emerytury, z których Polacy chętnie korzystali – tłumaczy Piotr Lewandowski.
Jak przekonuje, choć ludzie wiedzą, że żyje się dłużej, to i tak mają awersję do odwlekania decyzji o przejściu na emeryturę.
- Inaczej niż w przypadku prywatnych inwestycji, w tym przypadku wiedzą, że w dłuższym okresie bardziej się im opłacają. W przypadku zabezpieczenia społecznego mają przekonanie, że państwo coś im daje. A to my sami przecież finansujemy nasze emerytury – ocenia Piotr Lewandowski.
Zdaniem socjologa prof. Juliusza Gardawskiego, bardzo trudno interpretować sondaże internetowe, w których bierze udział specyficzna grupa.
- Można przyjąć hipotezę, że biorą w niej udział głównie osoby młode, lubiące brać udział w takich sondach. Przyjmując takie założenie, wynik jest zaskakujący. Być może odpowiedzi negatywne wynikają z tego, że takie osoby liczą, że zapewnią sobie dochody poza systemem emerytalnym – mówi Juliusz Gardawski.
Jak dodaje, może to być efekt zmęczenia rządem i braku jego komunikacji ze społeczeństwem.
- Przychodzi taki moment, gdy dobrze jest mówić niedobrze o rządzie – mówi socjolog.
Rząd pracuje nad na wyrównanie i wydłużeniem wieku emerytalnego. Miałby on być podnoszony stopniowo i ostatecznie wynieść 67 lat zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Obecnie panie przechodzą na emeryturę w wieku 60 lat, a panowie – 65 lat.
Projekt zakłada, że od 2013 r. wiek przechodzenia na emeryturę kobiet i mężczyzn co cztery miesiące będzie podwyższany o kolejny miesiąc, co oznacza, że z każdym rokiem trzeba będzie pracować dłużej o trzy miesiące. W ten sposób docelowy poziom 67 lat w przypadku mężczyzn ma zostać osiągnięty w roku 2020, natomiast kobiet - w 2040. Nowe regulacje objęłyby kobiety urodzone po 31 grudnia 1952 r. i mężczyzn urodzonych po 31 grudnia 1947 r.
- Przedłużenie wieku emerytalnego zostało przez rząd w bardzo przemyślany sposób zaprojektowane, jako coś, co będzie się działo - szczególnie, jeśli chodzi o zrównanie wieku kobiet i mężczyzn - w okresie 28 lat. Pierwsza kobieta, która przejdzie w wieku 67 lat na emeryturę, nie przejdzie na nią ani w przyszłym roku, ani w następnym, (...) tylko w 2040 – mówił niedawno Jacek Rostowski, minister finansów.
Sonda została przeprowadzona w okresie od 24 lutego do19 marca. Wzięło w niej udział 245 osób.