Wszystkie ręce na pokład - tak jednym zdaniem można określić nastroje w Platformie Obywatelskiej, która właśnie rozpoczyna bój o reformę emerytalną. W efekcie zmian kobiety i mężczyźni mieliby przechodzić na emeryturę w wieku 67 lat.
Batalia nie będzie łatwa, bo reformie niechętny jest koalicjant i większość opozycji. Jedynie Ruch Palikota deklaruje, że poprze reformę Tuska, ale pod warunkiem opracowania zasad tworzenia nowych miejsc pracy i dobrej opieki zdrowotnej.
Kwestia emerytur zjednoczyła nawet tak odległe od siebie siły: "Solidarności" i SLD. Związkowcy i Sojusz zbierają podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie emerytur.
Do optymizmu PO nie skłaniają też sondaże mówiące, że 80 proc. (według TNS OBOP) Polaków jest przeciwnych podnoszeniu wieku emerytalnego.
W partii zarządzono wielką mobilizację. Posłowie PO nieoficjalnie przyznają, że to okazja, aby zewrzeć szeregi w partii, która po ostatnich wpadkach rządu pozostaje zdezorientowana. - Nie możemy sobie pozwolić na kolejne zarzuty, że nie rozmawiamy z ludźmi, jak było w przypadku ACTA. Dlatego teraz jest duży nacisk na spotkania, konsultacje i nieuchylanie się od odpowiedzi i wyjaśnień - mówi "Rz" jeden z nich.
Przykład daje premier, który spotkał się z szefem Klubu SLD Leszkiem Millerem i Januszem Palikotem. Na przyszły tydzień zaplanował spotkania z klubami PiS i Solidarnej Polski.
Jednocześnie posłowie przyznają, że przed nimi zadanie przekonania ludzi i wytłumaczenia, dlaczego reforma jest niezbędna, na czym będzie polegać i jakie będą jej konsekwencje. Każdy poseł ma w tej sprawie przekonywać wyborców we własnym okręgu, korzystając z materiałów dostępnych na stronie internetowej rządu.
- Konsultacje społeczne muszą się odbywać na różnych szczeblach, ze wszystkimi środowiskami - zapewnia Paweł Olszewski, poseł PO.
- Na pewno będzie wielka mobilizacja ze strony rządu, ale i ze strony partyjnej. To także ogromne wyzwanie dla samorządów i działania w regionach, bo trzeba wykorzystać wszystkie możliwości, aby wytłumaczyć ludziom, dlaczego ta reforma jest niezbędna - mówi Robert Tyszkiewicz (PO).
Jednak Jan Rulewski, senator PO, który ma za sobą jedno z pierwszych spotkań w ramach konsultacji społecznych przyznaje, że wyszło "umiarkowanie". Uczestniczyli w nim m.in. członkowie Senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej, Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, Instytutu Medycyny Pracy, związkowcy oraz gość specjalny dr Tomi Ville Juhani Hussi z Fińskiego Instytutu Zdrowia Zawodowego. - Zabrakło rozmowy o rzeczach ważnych, czyli o tym, co jest wątpliwe w projekcie proponowanym przez premiera, była obstrukcja ze strony związkowców, kobiety milczały - mówi "Rz".
A jego zdaniem największą słabością propozycji PO jest to, że nikt nie wziął pod uwagę, czy w zakresie właściwości psychofizycznych wszystkie 67-latki będą w stanie sprostać wymaganiom pracodawców. - Mam wrażenie, że premier rzucił pomysł, który ubrano w ustawę, a pod uwagę trzeba wziąć dużo więcej wątków. I o tym powinno się dyskutować, o tym powinni mówić np. związkowcy, a tak nie jest, bo wszyscy okopali się na swoich pozycjach - mówi "Rz" Rulewski.
Dr Jarosław Flis, politolog z UJ, zwraca uwagę, że nawet jeśli Tusk tuż po wyborach uwierzył w swoją wszechwładzę, to teraz zrozumiał, że bez zaplecza we własnej partii nie uda mu się przeprowadzić reformy. - Premier wie, że nie ma dla tej reformy łatwej większości w Sejmie i że w sytuacji, gdy PO jest osłabiona, opozycja nie ma interesu, żeby rzucać jej koło ratunkowe - mówi Flis. - Tusk musi odzyskać inicjatywę, a do tego potrzebny jest sukces w jakiejś sprawie, a nie kolejne zapowiedzi czy sztuczki piarowskie, jest więc zdeterminowany.
Projekt reformy emerytalnej PO zakłada wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat. Oznacza to, że po zmianach kobiety będą pracowały dłużej o siedem lat, a mężczyźni o dwa. Wydłużanie okresu aktywności zawodowej odbywałoby się stopniowo. Kobiety do 67. roku życia zaczęłyby pracować od 2040 r. Szybciej, bo już w 2020 r., pełny wiek emerytalny osiągnęliby mężczyźni.