Propozycje zmian wciąż budzą liczne wątpliwości

Rząd nie powinien wprowadzać zmian w systemie emerytalnym tak pospiesznie. Chyba że grozi nam zapaść

Publikacja: 13.01.2011 03:42

W debacie „Rz” prowadzonej przez Katarzynę Ostrowską wzięli udział: minister Michał Boni (szef dorad

W debacie „Rz” prowadzonej przez Katarzynę Ostrowską wzięli udział: minister Michał Boni (szef doradców ekonomicznych premiera), Ewa Lewicka (szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych), prof. Andrzej Wernik (Akademia Finansów) i prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński

Największym zagrożeniem dla szybko wprowadzanych zmian w systemie emerytalnym jest zburzenie społecznego zaufania – przekonywali ministra Michała Boniego, szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów, uczestnicy debaty „Zmiany w OFE: niezbędna korekta czy demontaż systemu” zorganizowanej wczoraj w redakcji „Rz”. Obawiają się, że zmiany za bardzo obciążą przyszłe pokolenia, bo znowu zacznie narastać publiczny dług ukryty. Szef doradców strategicznych premiera tłumaczył zaś, że zmiany są konieczne ze względu na sytuację finansów publicznych, konieczność poprawienia efektywności OFE, ale też ze względu na potencjalne kryzysowe zagrożenia w Unii Europejskiej.

Ekonomiści, naukowcy i przedstawiciele funduszy emerytalnych zgodzili się, że zmiany w systemie emerytalnym nie powinny być jedynym elementem reformy, w dodatku poprawiającym tylko „na papierze” sytuację w finansach publicznych. Ocenili, że rząd byłby znacznie bardziej wiarygodny, gdyby przedstawił „pakiet różnych zmian”.

W przedostatnim dniu minionego roku premier Donald Tusk poinformował o zmianach w systemie emerytalnym. Chciałby, aby już od kwietnia niższa była składka przekazywana do otwartych funduszy emerytalnych. Zamiast 7,3 proc. wynagrodzenia, do OFE miałoby trafiać 2,3 proc. Docelowo od 2017 r. miałoby to być więcej, bo 3,5 proc. Różnica – 5 proc., a docelowo 3,8 proc. – szłaby na specjalne, nowe konto emerytalne w ZUS. W tej instytucji ubezpieczeni mają już jedno konto emerytalne w ramach I filara, na które idzie 12,22 proc. wynagrodzenia.

[srodtytul]Poważny problem [/srodtytul]

Michał Boni ostrzegał przed upraszczaniem problemu i zamykaniem go w zdaniu: „rząd wprowadza zmiany, by załatać dziurę budżetową”. Podkreślał, że kryzys uwypuklił, jak mocno reforma emerytalna (a dokładniej pokrywanie z budżetu ubytków spowodowanych transferem składek do OFE) przyczynia się do narastania jawnego długu publicznego.

Boni przyznał jednak, że reforma emerytalna z 1999 r. była dobra. – Była awangardowa i powrót do starego systemu byłby największym błędem – dodał. – Ale teraz musimy znaleźć takie rozwiązanie, w którym w najbliższych latach nie będzie gwałtownie przyrastał jawny dług publiczny, a w długiej perspektywie nadmiernie nie będzie rósł ukryty dług publiczny – podkreślał minister.

[wyimek]2,3 proc. ma wynieść składka do OFE. Dziś to 7,3 proc. pensji brutto[/wyimek]

Jego zdaniem działania rządu nie burzą integralności filara kapitałowego. – Ale to nie zwalnia nas z dyskusji na temat innych potrzebnych zmian w finansach publicznych. To kwestia wiarygodności państwa – dodał Boni. Podkreślił, że „rząd nic nikomu nie zabiera, a jeśli coś zawiesza, to tylko po to, by oddać w odpowiedniej wysokości”.

[srodtytul]Stracą ubezpieczeni[/srodtytul]

Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, zauważyła, że minister Boni mówi o makroekonomii i potrzebach kraju, ale mniej uwagi zwraca na skutki dla uczestników systemu emerytalnego. – Nie widzę innego uzasadnienia dla proponowanych zmian, niż właśnie łatanie dziury budżetowej – mówiła Lewicka. – Dotychczasowe dyskusje z rządem dotyczyły poprawy efektywności, obniżenia kosztów funkcjonowania systemu, zmiany sposobu jego oceny i polityki inwestowania – dodała.

Według Lewickiej po obniżce składki do OFE nie uda się uzyskać podobnych wyników z inwestowania w akcje jak dotąd. – By fundusze mogły kupować tyle samo akcji, składka powinna wynieść 3 proc. i to przy założeniu, że OFE będą inwestowały tylko na giełdzie – mówiła. Ze wstępnych szacunków Izby wynika, że młodzi ludzie na zmianach proponowanych przez rząd mogą stracić nawet do 100 tys. zł kapitału emerytalnego.

Według szefowej IGTE, jeśli państwo chce znaleźć środki na rozwój, powinno poszukać ich wszędzie, a nie tylko w OFE. – Trzeba przyjrzeć się funkcjonowaniu FUS, zlikwidować nieracjonalne wydatki, których w budżecie jest mnóstwo. Jeśli państwo tego nie robi, to mamy wrażenie, że OFE stały się łatwym łupem politycznym – mówiła Lewicka.

[wyimek]220 mld zł przekraczają aktywa funduszy emerytalnych [/wyimek]

Minister Boni zapewnił, że rząd szykuje zmiany portfela inwestycyjnego dla OFE. Ale nie wiadomo, czy zdąży w najbliższym czasie przedstawić zmiany dotyczące efektywności II filara.

Nie zgodził się z tym, że rząd koncentruje się tylko na zmianach w OFE, by zmniejszyć dług publiczny. – W tym roku wprowadzamy zmiany, które dadzą ponad 40 mld zł oszczędności, w tym 11 mld z OFE – powiedział. Boni nie zgadza się też z opinią, że rząd prowadzi przetarg polityczny. – Gdyby tak było, to bylibyśmy w momencie likwidacji OFE – dodał.

[srodtytul]Chybiona reforma?[/srodtytul]

Prof. Andrzej Wernik z Akademii Finansów przekornie stwierdził, że reforma emerytalna z 1999 r. była oparta na słusznym założeniu, iż utrzymanie wysokiej stopy zastąpienia nie jest możliwe w dłuższej perspektywie i konieczne było jej obniżenie. Tyle że nikt nie miał odwagi powiedzieć wprost tego społeczeństwu. – Wobec tego zmiany opakowano w reformę opartą na systemie kapitałowym. Atmosfery i wizji bogatego emeryta, jaka powstała w reklamach, nikt z polityków nie miał odwagi dementować – dodał Wernik.

Oczekiwanie, że finanse publiczne mają udźwignąć przekazywanie do OFE 7,3 proc. podstawy wymiaru składki, było szaleństwem. – Ubytki miały pokrywać przychody z prywatyzacji – przypominał.

Z jego wyliczeń wynika, że w ostatnim pięcioleciu wartość jednostek rozrachunkowych OFE wzrosła w mniejszym stopniu, niż wyniosły zyski z obligacji skarbowych. – Reforma w części kapitałowej była chybiona – stwierdził Wernik. Jego zdaniem najlepsze byłoby zamknięcie OFE, choć ze względów na spodziewane duże roszczenia nie rekomenduje takiego rozwiązania.

Podkreślił, że działania zmniejszające zadłużenie państwa trzeba prowadzić na wielu frontach. „Zabawą” nazwał rozmowy z Komisją Europejską i Eurostatem na temat redefiniowania długu publicznego. – Od samej zmiany nazwy dług się nie zmienia – przypominał.

[srodtytul]Groźny dług ukryty[/srodtytul]

Prof. Marek Góra, ekonomista z SGH, twórca reformy emerytalnej, zżymał się na myślenie o długu ukrytym jako o czymś nieistniejącym. – Społeczeństwo musi za ten dług tak czy owak zapłacić, istotne jest jak następne pokolenia pracujących będą obciążone przez ten dług – przekonywał Góra. Przypomniał, że przy wprowadzeniu reformy emerytalnej ważne były trzy cele: przejście ze zdefiniowanych świadczeń na zdefiniowane składki, dywersyfikacja ryzyka związanego z niepewnością wydarzeń w przyszłości oraz zwiększenie przejrzystości finansów publicznych.

– Obie części systemu – FUS i OFE – miały wspierać się wzajemnie. I to założenie się sprawdzało, raz jedna część systemu miała się lepiej, raz druga – zauważył Góra. Dodał, że system musi być zrównoważony. – Gdyby ktoś zaproponował zwiększenie składki do OFE, też bym protestował – tłumaczył.

Jego zdaniem rządowy pomysł zaburzył zaufanie Polaków do systemu emerytalnego. Zyskali oni potwierdzenie, że wszystko można zmienić, że politycy mogą ręcznie sterować praktycznie każdą dziedziną życia. – A my chcieliśmy, by ten system był w pewnym sensie autonomiczny, by nie można było przy nim prosto manipulować, coś zwiększać czy zmniejszać – wytykał Góra. Odniósł się także do potrzeb rozwojowych kraju, na które uwagę zwrócił minister Boni. Zdaniem prof. Góry, można je przecież finansować za pośrednictwem naszych pieniędzy przepływających przez OFE. – Można stworzyć odpowiednie narzędzia, choć to trudniejsze, niż proste przejęcie pieniędzy do budżetu. Zdaniem ekonomisty można rozwijać rynek obligacji infrastrukturalnych.

[srodtytul]Obietnice na przyszłość[/srodtytul]

Prof. Maciej Żukowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu podkreślił, że propozycje rządu mogą skutkować tym, że zabraknie już presji na inne niezbędne zmiany, jak podnoszenie wieku emerytalnego. – A to fundamentalna kwestia – mówił Żukowski. Także on uważa, że proponowane zmiany zburzą zaufanie, przerzucą koszty reformy na przyszłe pokolenia i zamiast dywersyfikacji ryzyka inwestycyjnego spowodują jego koncentrację.

Paweł Pelc, przedstawiciel Stowarzyszenia Rynku Kapitałowego UNFE, pytał ministra Boniego, w jaki sposób obniżenie składki do OFE wpłynie na popyt na instrumenty finansowe. – Mamy przykłady krajów, gdzie takie zobowiązania, również zapisane w ustawie, nie zostały wypełnione. Na przykład na Węgrzech po wyborach składka pozostała jednak na niskim poziomie, a w konsekwencji system został w praktyce zlikwidowany – mówi Paweł Pelc.

Jego, podobnie jak Cezarego Mecha, niepokoi wpływ zmian na obciążenia przyszłych pokoleń. – Liczba Polaków pracujących znacznie zmaleje, a 80-latków wzrośnie. Za 10 lat znów się spotkamy i będziemy mówić o kolejnych problemach, demograficznych – stwierdził Mech.

– Absolutnym minimum przyzwoitości ze strony rządu byłoby dzisiaj dać więcej czasu na dyskusję o swobodzie inwestowania, o tym, czy zarządzanie powinno być aktywne czy pasywne. Skoro reformę szykowano dwa lata, to teraz nie powinno się w dwa miesiące w pośpiechu jej zmieniać – przekonywał Mirosław Panek, niezależny członek rad nadzorczych.

Podobne zastrzeżenia miała Irena Topińska z Fundacji Case. – Nie rozumiem, dlaczego trzeba teraz reformę przeprowadzić do 1 kwietnia, a nie np. do 1 października. Jeżeli w gospodarce nie dzieje się nic szczególnie groźnego, to takie przesunięcie w czasie jest do udźwignięcia – komentowała.

Zaś prof. Wojciech Otto z UW stwierdził: – Gospodarka ma się dobrze, państwo ma się bardzo źle. Jego zdaniem świadczy o tym tak drastyczna redukcja składki przekazywanej do OFE przy równoczesnej niechęci do innych działań. Ekonomistę nie przekonało gwałtowne zapewnienie ministra Boniego, że prace nad innymi zmianami będą realizowane. – Nie widzę symptomów, że coś jest robione – dodał. Prof. Otto niepokoi „duża nieokreśloność” sposobu indeksacji składek przeniesionych do ZUS oraz nieprzemyślana koncepcja dziedziczenia. – To świadczy o gorączkowości, z jaką rząd chce wprowadzić zmiany.

[ramka][b]Powiedzieli dla "Rzeczpospolitej"[/b]

[link=http://www.rp.pl/artykul/19419,593191_Michal-Boni.html]Michał Boni szef doradców ekonomicznych premiera[/link]

[link=http://www.rp.pl/artykul/19419,593192_Agnieszka-Chlon-Dominczak.html]Agnieszka Chłoń-Domińczak była wiceminister pracy i polityki społecznej[/link]

[link=http://www.rp.pl/artykul/19419,593193_Pawel-Pelc.html]Paweł Pelc Stowarzyszenie Rynku Kapitałowego UNFE[/link]

[link=http://www.rp.pl/artykul/19419,593194_Marcin-Mrowiec.html]Marcin Mrowiec główny ekonomista Pekao[/link]

[link=http://www.rp.pl/artykul/19419,593195_Andrzej-Mikosz.html]Andrzej Mikosz były minister skarbu[/link]

[link=http://www.rp.pl/artykul/19419,593196_Wieslaw-Rozlucki.html]Wiesław Rozłucki były prezes Giełdy Papierów Wartościowych[/link][/ramka]

Materiał Partnera
Zainwestuj w przyszłość – bez podatku
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Materiał Partnera
Tak możesz zadbać o swoją przyszłość
Emerytura
Wypłata pieniędzy z PPK po 2 latach oszczędzania. Ile zwrotu dostaniemy
Emerytura
Autozapis PPK 2023. Rezygnacja to dobry pomysł? Eksperci odpowiadają
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Emerytura
Emeryci ograniczają wydatki. Mają jednak problemy z długami