— Nie wiadomo jakie korzyści w długim okresie da nowy system emerytalny. Prognozy mogą się nie sprawdzić. Przekazywanie składki w obecnej wysokości do funduszy emerytalnych jest zabójcze dla rozwoju gospodarczego. Rośnie dług publiczny i rosną koszty jego obsługi — przekonywała Jolanta Fedak, minister pracy, w piątek na Forum Zarządzania Aktywami organizowanym przez Gdańską Akademię Bankową. Tym motywowała zmiany, które proponuje. A te to m.in. obniżenie składki, która trafia do funduszy emerytalnych z 7,3 do 3 proc., powrót do ZUS osób w wieku przedemerytalnym, dobrowolność uczestnictwa w II filarze i możliwość wycofania pieniędzy z OFE po przejściu na emeryturę.

— Z mojego punktu widzenia bezpieczeństwo systemu jest najważniejsze. Proponuję najprostsze rozwiązanie, by klient mógł zagłosować nogami. Z punktu widzenia finansów publicznych system musi być zaś jak najtańszy. Obniżanie kosztów obsługi zadłużenia to podstawa nie tylko w Polsce, ale i innych krajach Unii Europejskiej. Pokazuje to przykład Grecji. Dbałość o pieniądze podatnika to patriotyczny obowiązek. Zaproponowana niewielka korekta odpowiada na wszystkie wyzwania zewnętrzne — przekonywała Jolanta Fedak.

Składkę do funduszy emerytalnych obniżyły lub zamroziły na jakiś czas już inne kraje, które wprowadziły taki jak Polskę system emerytalny (m.in. Estonia, Łotwa czy Litwa). Jej zdaniem zmiana klasyfikacji długu jeśli nawet zostanie zmieniona, to nie spowoduje, że koszty obsługi spadną.

O walce Polski o zmianę sposobu klasyfikacji długu mówił we wtorek szef doradców premiera Michał Boni. Podobnie jak o tym, że powstaną konkurencyjne propozycje zmian w działalności OFE, których celem będzie podniesienie ich efektywności. To zaś oznacza m.in. wprowadzenie subfunduszy dostosowanych profilem inwestowania do wieku klientów, zewnętrznych punktów odniesienia do inwestycji OFE czy rozszerzenie dostępnych instrumentów inwestycyjnych dla OFE. Minister powtórzyła, że trzeba bardziej wierzyć w mądrość Polaków i to, że będą podejmować racjonalne decyzje. — Nie każda osoba musi chcieć uczestniczyć w rynku kapitałowym i ponosić ryzyko. Mogliby mieć emeryturę bezpieczniejszą i pewniejszą z systemu repartycyjnego. Obniżka składki nie będzie zaś mieć wpływu na giełdę — zapewniała minister.

Dodała, że benchmarki wewnętrzne nie są wcale złym rozwiązaniem. Z kolei akwizycja nie jest potrzebna z punktu widzenia klientów OFE, bo nie zwiększa ich przyszłych świadczeń, a jest za dużym kosztem. — Są fundusze, które nie prowadzą akwizycji i osiągają dużo lepsze rezultaty inwestycyjne. Te, które są agresywne w akwizycji być może są skoncentrowane na innych celach — mówiła minister. Dodała, że nowe założenia do zmian w prawie dotyczącym II filara są już gotowe. Nie powiedziała jednak, kiedy zajmie się nimi Komitet Stały Rady Ministrów. Zdaniem naszych rozmówców nie stanie się to raczej przed II turą wyborów prezydenckich.

Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH, była wiceminister pracy, przypomniała, że powodem wprowadzenia reformy systemu w 1999 r. były także zmiany demograficzne, których stary system nie byłby w stanie udźwignąć. Ewa Lewicka, szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, twierdziła zaś, że system emerytalny nie generuje długu publicznego, a jedynie ujawnia tzw. ukryty, przez co gorzej wypadamy w statystykach. — Propozycje ministerstwa pracy to nie jest korekta. To podważenie fundamentów systemu, który opierał się na dywersyfikacji ryzyk — mówiła Lewicka. Powoływała się na wyliczenia Delloite, które wskazują że ich wprowadzenie zmniejszy przyszłe emerytury Polaków, które w nowym systemie i tak są już niższe niż w starym. A do tego zwiększają się przyszłe zobowiązania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w ZUS. Już w niedługim czasie, nawet kilku lat, trzeba będzie zaciągnąć pożyczkę by sfinansować emerytury po przesunięciu składki z OFE do ZUS. Przykład Węgier powinien zaś przestrzec przed przenoszeniem przez osoby w wieku przedemerytalnym pieniędzy emerytalnych z OFE do ZUS. Zamiast tworzenia subfunduszu bezpiecznego, chroniącego kapitał. Taką możliwość wprowadzono na Węgrzech w 2009 r. Osoby powyżej 52 lat (10 lat przed wiekiem emerytalnym) mogły przenieść oszczędności z kapitałowej do repartycyjnej części systemu emerytalnego. Zdecydowało się na to 60 proc. uprawnionych i straciło ok. 25 proc. aktywów. Zrobiły to bowiem w czasie bessy i nie miały szansy na odrobienie strat.

— Decyzje należy podejmować na podstawie badań, a nie przekonań — skomentowała Lewicka. Andrzej Sołdek, prezes PTE PZU, przekonywał zaś do tego jak ważne jest stworzenie dodatkowych typów funduszy. Dziś udział akcji w łącznych oszczędnościach Polaków w I i II filarze zamiast maleć wraz ze zbliżaniem się do wieku emerytalnego rośnie z 10 do 14-15 proc. Powinno być na odwrót. W pierwszym okresie oszczędzania udział bardziej ryzykownych instrumentów powinien być największy i potem się zmniejszać.

Cezary Burzyński, prezes PKO BP Bankowy PTE mówił zaś, że akwizycja nie jest kosztem dla klientów, a dla akcjonariuszy towarzystw. A co istotne sieć sprzedaży pełni też dużą rolę edukacyjną w społeczeństwie i będzie potrzebna gdyby została wprowadzona wielofunduszowość.