Emerytury: jak to działa w Polsce

Tylko wyjątkowe powody mogą usprawiedliwić posunięcia systemowe zwiększające długoterminowe ryzyko systemu emerytalnego. Czy takim wyjątkowym powodem jest zbliżanie się poziomu długu publicznego do ustawowych progów?

Publikacja: 22.01.2010 03:20

MIROSŁAW PANEK

MIROSŁAW PANEK

Foto: Fotorzepa, Adam Jagielak Ada Adam Jagielak

Podstawowe ryzyko w systemie emerytalnym z kilkoma filarami polega na tym, że nie wiadomo, który filar na koniec wypadnie lepiej. Takiego ryzyka nie można wyeliminować, ale można je ograniczyć, dzieląc składkę między kilka filarów. Z tego punktu widzenia zmiany polegające na ograniczeniu tego wyboru podnoszą ryzyko systemu, przy czym ich wpływ na końcową wysokość emerytury jest niemożliwy do przewidzenia. Czy OFE są jakimś niepotrzebnym lub szkodliwym ciężarem dla budżetu? Czytając niektóre wypowiedzi w dyskusjach o II filarze emerytur, mam wrażenie, że warto byłoby przypomnieć, w jakim celu go powołano.

Podstawowy sposób zabezpieczenia emerytalnego reprezentuje u nas ZUS. Składki opłacane przez obecnych pracowników są w całości i natychmiast przeznaczane na wypłaty emerytur byłym pracownikom. ZUS działa tu jak wielka pompa, nie gromadząc po drodze środków i nie zarządzając nimi. Zakład odnotowuje jedynie wartość wpłacanych przez każdego składek i przyszła emerytura będzie miała związek z ich sumą. Związek ten nie jest określany przez stopy zwrotu z inwestycji, ale przez ustalane odgórnie wskaźniki indeksacji. Na dłuższą metę można oczekiwać, że średnia wysokość emerytury będzie pozostawała w stabilnej relacji do średniej płacy.

[wyimek]Błędem było tworzenie miraży o emeryturze z OFE pod palmami i błędem jest straszenie niedawnym kryzysem na rynku akcji[/wyimek]

Rzeczywiste oszczędzanie na emeryturę umożliwiają OFE. Trafiające do nich składki pracowników są inwestowane w obligacje i akcje, a wypłacana z tego źródła emerytura będzie pozostawała w bezpośredniej relacji do uzyskanych przez OFE w okresie oszczędzania stóp zwrotu z inwestycji. Można oczekiwać, że w długim okresie stopy zwrotu będą związane ze stopą wzrostu gospodarczego. Najbardziej w ostatecznym wyniku ważą jednak stopy zwrotu uzyskane najpóźniej, gdy środki zgromadzone przez członka funduszu są największe.

Główne ryzyko związane z ZUS polega na tym, że przy niekorzystnych tendencjach demograficznych pracowników w przyszłości może być za mało w stosunku do emerytów i nie będą oni w stanie udźwignąć składek zapewniających satysfakcjonującą relację emerytur w stosunku do płac. Z kolei stopa zwrotu z inwestycji w OFE może się okazać za niska, zwłaszcza gdy tuż przed wyjściem z funduszu trafimy na rynkowy kryzys.

Porównywanie indeksacji w ZUS ze stopami zwrotu w OFE nie ma większego sensu, bo nikt nie wie, co kryje przyszłość. Błędem było tworzenie miraży o emeryturze z OFE pod palmami i błędem jest straszenie niedawnym kryzysem na rynku akcji. Na dłuższą metę racjonalne jest uczestniczenie w obu systemach, gdyż oznacza to obniżenie ryzyka otrzymania emerytury wyłącznie z gorszego źródła. Ochronę przed najbardziej przewidywalnym zagrożeniem, jakim jest starzenie się społeczeństwa, zapewniają przyszłym emerytom właśnie OFE. Ochronę przed skutkami gwałtownych kryzysów na rynku kapitałowym daje ZUS. Dwa źródła emerytury przyniosą korzyść i obecnym pracownikom, i dadzą ulgę przyszłym pokoleniom, zdejmując z nich częściowo ciężar utrzymywania przyszłych emerytów.

Propozycje zreformowania OFE zakładające przesunięcie części składki z OFE do ZUS wspierane są argumentami o wysokich kosztach OFE i obietnicą korzystnej waloryzacji w ZUS. O kosztach zawsze można i warto rozmawiać, a waloryzacja w przyszłości to jedna wielka niewiadoma. Gdy na ewentualne przesunięcie składki spojrzeć z punktu widzenia ryzyka, to oczywiste jest, że w wyniku takiej operacji ryzyko wzrośnie. Jasne jest też, że tego typu reformy mają na uwadze nie tyle dobro ubezpieczonych, ile raczej specyficznie rozumiane dobro budżetu.

Tylko wyjątkowe powody mogą usprawiedliwić posunięcia systemowe zwiększające długoterminowe ryzyko systemu emerytalnego. Czy takim wyjątkowym powodem jest zbliżanie się poziomu długu publicznego do ustawowych progów? Nie, zwłaszcza że są argumenty za zmianą sposobu klasyfikowania pozycji związanych z OFE. Gdyby udało się pójść tą drogą, to II filar uniknąłby niepotrzebnej rewolucji, choć mogłoby się pojawić nieuzasadnione przekonanie, że jednym posunięciem w obszarze definicji długu publicznego dokonano jakiejś reformy finansowej.

Ograniczoną w czasie, a nie trwałą, redukcję składki do OFE można pozostawić jako narzędzie do wykorzystania w sytuacji naprawdę głębokiego kryzysu finansowego. Podobnie ma się rzecz z prywatyzacją – oba te narzędzia to chyba już jedyne sposoby bezpodatkowego zwiększenia dochodów budżetu. Warto je zachować na prawdziwy kryzys lub na sfinansowanie istotnych reform, a nie zużywać na bieżące łatanie dochodów.

Innym tematem wartym poruszenia jest wizja konkurencyjności OFE. Mamy 14 OFE (kiedyś było ich więcej), ale czy wynikające z tej liczby możliwości są wykorzystywane? Niezależny ośrodek Analizy Online publikuje ranking OFE według wartości hipotetycznego konta uwzględniającej wyniki inwestycyjne OFE i potrącane przez nie opłaty od wpłacanych składek. Według ostatniego rankingu na koniec grudnia 2009 wartości hipotetycznych kont wszystkich funduszy zawierają się w przedziale +/- 3 proc. od średniej. Jak na ponad dziesięć lat działania konkurencyjnych funduszy jest to zdumiewająco mała rozbieżność.

System II filara posiada skuteczny mechanizm synchronizacji zarządzania funduszami. Czy o to chodziło? Jedynym polem ostrej konkurencji między OFE było do niedawna przeciąganie klientów od jednego funduszu do drugiego, efektywnie na ich koszt, więc raczej z negatywnym wpływem na wartość ich konta.

A może należałoby utrudnić funduszom grę na średnią, poczynając od likwidacji publikowania alokacji portfeli OFE w akcje wkrótce po zakończeniu każdego miesiąca? Może pójść dalej: zwiększyć katalog dozwolonych inwestycji i rozluźnić limity, by w ten sposób zapewnić większą konkurencję w inwestowaniu? Można także obniżyć bariery i umożliwić wejście na rynek OFE nowym podmiotom.

Można też rozumować w przeciwnym kierunku: skoro do uzyskiwania wyników blisko średniej wystarcza mieć trzy, a nie 13 funduszy, to czy rozważyć dopuszczenie silniejszej ich konsolidacji? Tak czy inaczej brakuje dyskusji o tym, czy w sektorze funduszy emerytalnych potrzebna jest konkurencja, a jeżeli tak, to do czego?

Czasy kryzysu na rynku kapitałowym i problemy budżetowe nie sprzyjają spokojnej dyskusji o dokończeniu reformy emerytalnej i o jej modyfikacjach. Starajmy się chociaż, by problemy chwili bieżącej nie wpłynęły decydująco i nieodwracalnie na system mierzony na o wiele dłużej niż dziesięć lat jego dotychczasowej historii.

[i]Autor jest byłym prezesem ING TFI i członkiem zarządu PZU. Obecnie członkiem kilku rad nadzorczych spółek publicznych wybranym z rekomendacji OFE jako członek niezależny[/i]

Materiał Partnera
Zainwestuj w przyszłość – bez podatku
Materiał Partnera
Tak możesz zadbać o swoją przyszłość
Emerytura
Wypłata pieniędzy z PPK po 2 latach oszczędzania. Ile zwrotu dostaniemy
Emerytura
Autozapis PPK 2023. Rezygnacja to dobry pomysł? Eksperci odpowiadają
Emerytura
Emeryci ograniczają wydatki. Mają jednak problemy z długami