OFE zwiększały bezpieczeństwo systemu emerytalnego

Zmiany w polskim systemie emerytalnym stały się faktem. Pierwszą fazę materializowania się tych zmian mamy już za sobą.

Publikacja: 08.05.2014 07:09

OFE zwiększały bezpieczeństwo systemu emerytalnego

Foto: Fotorzepa, Robert gardziński RG Robert gardziński

Było to przeniesienie części obligacyjnej z OFE do ZUS. Teraz materializuje się druga faza zmian – dobrowolność, przy czym jest ona trochę pozorna, ponieważ sprowadza się do wyboru pomiędzy dwiema dość podobnymi opcjami: opcją „prawie tylko ZUS" oraz opcją „tylko ZUS". Są zwolennicy pierwszej opcji, są też zwolennicy drugiej opcji. Co zastanawiające, w czasie, kiedy tyle mówi się o potrzebie dywersyfikacji ryzyka dostaw gazu do Polski, nie dostrzega się również potrzeby dywersyfikacji w zakresie finansowania świadczeń emerytalnych w przyszłości. Ale o tym już pisałem wcześniej w felietonie pt. „Emerytura z dwóch źródeł jest bezpieczniejsza", stąd tutaj ten wątek pominę poprzestając na odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie emerytura z dwóch źródeł jest lepsza? A no dlatego, że nie wiemy, co nas czeka w tak odległym horyzoncie czasowym, jakim jest starość. Dlatego „podziwiam" tych, którzy już dzisiaj są w stanie przewidzieć, że stopa waloryzacji w ZUS będzie wyższa niż stopa zwrotu w OFE, ale także tych, którzy twierdzą, że będzie odwrotnie. Ja tego nie wiem i właśnie dlatego uważam, że warto tę niepewność zdywersyfikować.

Niemniej przy okazji debaty nad zmianami w systemie emerytalnym padały argumenty, które trudno zrozumieć. Ten koronny brzmiał - OFE generują dług publiczny poprzez konieczność emitowania obligacji, służących finansowaniu deficytu FUS, spowodowanego zmianami wprowadzonymi w 1999 roku i koniecznością przekazywania części składki do OFE. I ten argument, jak mu się bliżej przyjrzeć, jest mocno nietrafiony. Przede wszystkim dlatego, że gdyby te składki nie były przekazane do OFE, to trafiałyby do ZUS, gdzie byłyby waloryzowane, a tym samym zobowiązanie państwa względem przyszłych emerytów również by rosło, z tym że stanowiłoby element długu ukrytego (o czym za chwilę). Różnica ma więc bardziej charakter księgowy, aniżeli ekonomiczny.

W świetle powyższego, kolejny argument za zmianami w systemie emerytalnym (którego prawdziwość zależy od okresu, za który liczona jest stopa zwrotu/waloryzacji) – ZUS generuje wyższą stopę zwrotu niż OFE - jest nielogiczny, ponieważ uderza w tych, którzy go używają. Oznacza bowiem, że zobowiązanie państwa wynikające z waloryzacji składek na koncie/subkoncie w ZUS mogłoby rosnąć szybciej aniżeli zobowiązanie wynikające z zadłużenia względem OFE (a tym samym jego członków), czyli z obligacji. Z tym, że to drugie zobowiązanie jest jawne, pierwsze ukryte. Przy czym są opinie, wśród nich np. opinia profesor Leokadii Oręziak, zgodnie z którymi dług ukryty jest mniej istotny od jawnego. Przytoczę wypowiedź profesor Oręziak (L. Oręziak, „Obrońcy OFE - bronią długu jawnego i straszą ZUS-em, wyborcza.biz, 05.10.2013):

„Dług ukryty obejmuje przyszłe zobowiązania państwa z tytułu emerytur, wynikające z praw już nabytych, jak i będących w trakcie nabywania przez kolejne pokolenia. Zobowiązania te staną się wymagalne stopniowo, wraz z przechodzeniem kolejnych roczników na emeryturę, są więc rozłożone na kolejne dziesięciolecia. Państwo będzie je spłacać z przyszłych wpływów do budżetu (składek

emerytalnych i podatków). Zdolność do tej spłaty będzie zależeć od tego, jak będzie rozwijać się polska gospodarka i jak liczne będą pokolenia, które wtedy będą pracować. W odróżnieniu od tych zobowiązań, które dopiero powstaną za 10, 20 czy 50 lat, dług publiczny, wynikający z istnienia OFE, już powstał i dalej lawinowo narasta, zagrażając bezpieczeństwu finansów publicznych, o ile nie zatrzyma się tego procesu. Mechanizm zadłużania Polski z powodu OFE jest w istocie bardzo prosty. W 1999 r. przeprowadzono w naszym kraju prywatyzację dużej

części systemu emerytalnego, gdyż niemal 40 proc. składki emerytalnej pobieranej od wynagrodzeń milionów pracowników zabrano z ZUS i skierowano do OFE w celu inwestowania na rynku finansowym. Gdyby nie było OFE, cała składka poszłaby na wypłatę bieżących emerytur."

Trudno się z profesor Oręziak nie zgodzić co do tego, że dług ukryty tym różni się od jawnego, że jest ukryty „pod osłoną czasu". To ukrycie sprawia, że pokolenie obecnych emerytów może mieć lepsze samopoczucie, ponieważ tego długu nie widzi i prawdopodobnie już nie zobaczy. Gorzej z samopoczuciem młodszego pokolenia - dzieci i wnuków obecnych emerytów. Oni już ten dług zobaczą, a nawet poczują na własnej skórze wynikające z niego zobowiązania, ponieważ dług ten zostanie „odkryty".

Zatem prawda jest taka, że mamy dług, tyle że ukryty. Jego deprecjonowanie stanowi próbę zaklinania rzeczywistości (nie ma długu, demografia hula, szkoły są przepełnione, młodzi nie wyjeżdżają z kraju, starsi nie żyją coraz dłużej). I jest tylko jednym z przejawów „wojny międzypokoleniowej", którą póki co młodzi ewidentnie przegrywają, czego miarą jest ich emigracja w poszukiwaniu pracy i lepszych perspektyw. Rząd Premiera Donalda Tuska jest nie pierwszym, któremu brakuje determinacji w reformowaniu finansów publicznych, w podejmowaniu niepopularnych decyzji. Dlatego przywileje emerytalne w Polsce dla wybranych grup zawodowych (rolników, górników, prokuratorów, sędziów, służb mundurowych) kosztują nas ok. 35 mld PLN (dla porównania, nie wiele więcej wynoszą dochody budżetu z tytułu PIT, bo ponad 40 mld PLN). To tak, jakby każdy obywatel – pracujący ze swoich oszczędności, starszy ze swojej emerytury (za dzieci płacą rodzice) – przekazywał co roku 1000 PLN na emerytury „wybranych członków społeczeństwa", przy czym często nie wiadomo, dlaczego i jak wybranych. Gdyby zapytać Kowalskiego, czy odkłada dobrowolnie na emeryturę, to odpowie, że nie i od razu doda – z czego? Faktycznie, przecież 1000 PLN, który mógł wpłacić na IKE, IKZE, PPE lub ulokować w inny sposób, przekazał darowizną, nakazaną przez państwo, i to nie zawsze najbardziej potrzebującym. Gdyby przyjąć, że te przywileje są finansowane wyłącznie przez podatników PIT, każdy z nich zostałby obciążony kwotą ok. 1,4 tys. PLN rocznie.

A na koniec, co do tego mają OFE? Otóż mimo, że działały mniej efektywnie, aniżeli byśmy sobie tego życzyli (o czym wiele razy pisano i wskazywano kierunki zmian, w tym utworzenie subfunduszy), stanowiły istotny filar systemu emerytalnego zwiększając jego bezpieczeństwo. Jednocześnie miały stanowić „katalizator" reformy finansów publicznych, w tym redukcji przywilejów emerytalnych. Gdyby udało się zreformować finanse publiczne, prawdopodobnie nie dyskutowalibyśmy dzisiaj o długu jawnym i ukrytym, ponieważ dług publiczny nie oscylowałby w okolicach progów ostrożnościowych. Natomiast wprowadzono by zmiany (zresztą proponowane przez ten rząd, jak i przez wielu ekonomistów)  w zakresie funkcjonowania OFE, które służyłyby podniesieniu ich efektywności i bezpieczeństwa. Tych zmian zaniechano. Dług ukryto, a faktycznie „podarowano" młodszym pokoleniom, przy czym nie wiadomo, czy pracującym, czy ich dzieciom. Bo przecież dzisiaj nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy za zbyt hojną formułę waloryzacyjną w ZUS zapłacą obecnie pracujący, czy ich dzieci. Ci pierwsi poprzez otrzymanie niższych emerytur, niż wynika to z obecnego mechanizmu waloryzacji, ci drudzy w formie wyższych składek emerytalnych lub podatków. No i, co najciekawsze, ponoć ograniczono ryzyko w systemie emerytalnym poprzez dalszą redukcję roli OFE. Tylko uczyniono to w dziwny sposób – poprzez wprowadzenie zakazu inwestowania w obligacje rządowe (także innych krajów) oraz minimalnego zaangażowania w akcje (w 2014 roku na poziomie 75proc.).

Palm na starość za emeryturę z systemu obowiązkowego, bez względu na to, czy z samego ZUS, czy z ZUS i OFE, raczej nie będziemy oglądać. Dzisiaj nic na to nie wskazuje. Te palmy to była tylko reklama, jak każda inna, tyle, że dotycząca emerytury. Powiedzmy, takie „palm fiction". Dzisiaj już każdy wie, że jeśli palma, to co najwyżej ta warszawska. Zresztą wiara w te palmy w 1999 roku to był skrajnie niepoprawny optymizm. Na starość palma nam nie odbije, a na pewno nie na skutek dobrobytu.

Filip ?Chybalski - prof. w Katedrze Zarządzania Politechniki Łódzkiej

Było to przeniesienie części obligacyjnej z OFE do ZUS. Teraz materializuje się druga faza zmian – dobrowolność, przy czym jest ona trochę pozorna, ponieważ sprowadza się do wyboru pomiędzy dwiema dość podobnymi opcjami: opcją „prawie tylko ZUS" oraz opcją „tylko ZUS". Są zwolennicy pierwszej opcji, są też zwolennicy drugiej opcji. Co zastanawiające, w czasie, kiedy tyle mówi się o potrzebie dywersyfikacji ryzyka dostaw gazu do Polski, nie dostrzega się również potrzeby dywersyfikacji w zakresie finansowania świadczeń emerytalnych w przyszłości. Ale o tym już pisałem wcześniej w felietonie pt. „Emerytura z dwóch źródeł jest bezpieczniejsza", stąd tutaj ten wątek pominę poprzestając na odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie emerytura z dwóch źródeł jest lepsza? A no dlatego, że nie wiemy, co nas czeka w tak odległym horyzoncie czasowym, jakim jest starość. Dlatego „podziwiam" tych, którzy już dzisiaj są w stanie przewidzieć, że stopa waloryzacji w ZUS będzie wyższa niż stopa zwrotu w OFE, ale także tych, którzy twierdzą, że będzie odwrotnie. Ja tego nie wiem i właśnie dlatego uważam, że warto tę niepewność zdywersyfikować.

Pozostało 86% artykułu
Materiał Partnera
Zainwestuj w przyszłość – bez podatku
Materiał Partnera
Tak możesz zadbać o swoją przyszłość
Emerytura
Wypłata pieniędzy z PPK po 2 latach oszczędzania. Ile zwrotu dostaniemy
Emerytura
Autozapis PPK 2023. Rezygnacja to dobry pomysł? Eksperci odpowiadają
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Emerytura
Emeryci ograniczają wydatki. Mają jednak problemy z długami