Osoby inwestujące w fundusze nie pierwszy raz nie nadążają za rynkiem. Ponad trzy lata temu, od połowy lutego do końca sierpnia 2009 r., indeks WIG wzrósł o 84 proc. Polski rynek nadrabiał krach z jesieni 2008 r., spowodowany bankructwem amerykańskiego banku Lehman Brothers. Mimo to przez pierwsze trzy miesiące zwyżek na GPW klienci wypłacili ponad 2 mld zł z funduszy akcji polskich. Wzmożone zainteresowanie funduszami nastąpiło dopiero w sierpniu w 2009 r., czyli po pięciu miesiącach dobrej koniunktury na GPW.
Większe zainteresowanie rynkiem dopiero u szczytu hossy to nie tylko domena polskich inwestorów. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku Wall Street. W czasie bessy z jesieni 2008 r. miesięczne odpływy z amerykańskich funduszy przekraczały nawet 50 mld dol. W marcu 2009 r. indeks S&P500 rozpoczął rajd w gorę i w 9 miesięcy zyskał 52 proc., natomiast napływ środków do funduszy nie przekraczał kilkunastu mld dol. w skali miesiąca, i potrwał zaledwie kilka miesięcy.
Do inwestowania na rynku akcji w tym roku nie zachęcały informacje o problemach państw peryferyjnych strefy euro: Grecji, Hiszpanii i Włoch a także rosnące ryzyko recesji w Stanach Zjednoczonych na skutek klifu fiskalnego. Ponadto klienci TFI nadal mają w pamięci załamanie rynku akcji w sierpniu zeszłego roku, na skutek którego WIG stracił prawie 20 proc. w dziesięć dni, co pogrążyło notowania większości spółek GPW oraz funduszy inwestujących w tego typu aktywa. W zeszłym roku średnia stopa zwrotu funduszy akcji polskich uniwersalnych wyniosła -19 proc., a funduszy akcji małych i średnich spółek -21 proc. Najlepszy okres do kupna akcji, czy też nabycia jednostek funduszu akcyjnego, w tym roku przypadł na początek czerwca. Od tego momentu indeks WIG zyskał blisko 30 proc. Coraz więcej analityków i zarządzających przekonuje, że to dopiero początek hossy. Jeśli tak, szkoda by było, gdyby znów klienci TFI przegapili czas największych zysków.