Część brakujących środków prawdopodobnie ZUS otrzyma z budżetu, część będzie musiał pożyczyć – poinformowała wiceprezes ZUS Maria Szczur w wywiadzie dla „Gazety Prawnej”.
Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, członka rady nadzorczej ZUS, to najbardziej pesymistyczny wariant, ale trzeba się przygotować na różne scenariusze. – Jeśli zatrudnienie spadnie o 2 – 3 punkty procentowe i wyhamują wynagrodzenia, można się spodziewać właśnie takiego ubytku – podkreśla Mordasewicz.
[wyimek]3 pkt proc. o tyle niższe od zakładanego w budżecie może być w tym roku zatrudnienie[/wyimek]
Szczur wyliczyła, że zmiana wskaźnika wynagrodzeń lub zatrudnienia w gospodarce o 1 pkt proc. w stosunku do planowanych może skutkować mniejszymi wpływami do FUS rzędu 1 – 1,1 mld zł. – Jeśli więc zakładamy, że wzrost płac będzie niższy np. o 2 pkt proc., a zatrudnienie o 3 pkt proc., daje to ok. 5 mld zł – powiedziała wiceprezes.
Trudno jednak przewidzieć, czy część z tej kwoty pokryje budżet, tym bardziej że minister finansów nie zamierza zwiększać deficytu, a wolnych środków w kasie państwa na dodatkową dotację nie ma.
Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, nie wyklucza też, że zakład będzie zmuszony zaciągnąć na rynku kredyt na pokrycie niedoborów.
– Nawet jeśli tak się stanie, to ostatecznie i tak będzie musiał spłacić je budżet państwa – uważa Mordasewicz.
– Na razie dotacje są realizowane zgodnie z harmonogramem, nie ma zakłóceń w wypłatach świadczeń – uspokajają pracownicy biura prasowego MF. Gomułka wylicza tymczasem, że z budżetu przekazano w I kwartale do FUS o 3 mld zł mniej w porównaniu z podobnym okresem 2008 r. – W kolejnych kwartałach dotacja do FUS będzie musiała być znacznie zwiększona – mówi ekonomista. Podkreśla, że także ZUS szuka oszczędności.