Wzrośnie czy spadnie? Zdania są podzielone

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Sztabki, monety, fundusze, certyfikaty – jest wiele form lokowania w złoto.

Tak rozbieżnych prognoz dawno nie było. Jedni eksperci twierdzą, że cena złota wzrośnie do 1400 dolarów za uncję, inni, że spadnie do 1000 dolarów. Szansa na zysk zatem istnieje, ale ryzyko również jest duże.

W połowie grudnia ubiegłego roku, kiedy za uncję złota płacono 1060 dolarów, stratedzy BoA Merrill Lynch prognozowali, że kruszec stanieje do 950 dolarów. Ostatnio zmienili jednak zdanie. Dzisiaj obstawiają, że do grudnia tego roku cena metalu wzrośnie do 1250 dolarów. Na tak zasadniczą zmianę stanowiska wpłynęło przede wszystkim oddalenie perspektywy zaostrzenia polityki pieniężnej prowadzonej przez Fed i prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych w USA.

W drugiej dekadzie lutego notowania złota po wzroście ceny do 1247 dolarów wyhamowały. Cena spadła, ale nadal utrzymuje się powyżej 1200 dolarów.

Analitycy podzielili się na zwolenników inwestycji w złoty kruszec i sceptyków. Ci drudzy (m.in. z JP Morgan AM i z Goldman Sachs) uważają, że na złocie zarobić się nie da. Goldman Sachs sądzi nawet (podobnie jak dwa miesiące temu BoA Merrill Lynch), że cena złota za 12 miesięcy ponownie spadnie do 1000 dolarów.

Na przeciwległym biegunie znajduje się opinia Jeffreya Gundlach, zarządzającego w towarzystwie DoubleLine. Jego zdaniem złoto zdrożeje do 1400 dolarów za uncję.

Uncja lepsza od akcji

Kupców na złoto w obecnych warunkach nie brakuje. Chętni są zarówno inwestorzy, jak i banki centralne, które już w 2015 r. zwiększyły swoje rezerwy o prawie 590 ton.

– Według World Gold Council Państwo Środka miało na koniec ubiegłego roku 1762,3 tony złota, co dawało mu szóste miejsce na świecie. Niemal 104 tony Ludowy Bank Chin kupił w drugim półroczu 2015 r. To o tonę więcej, niż wynoszą całe rezerwy złota Polski – zwraca uwagę Paweł Żuk, główny analityk Mennicy Złota.

Informacje te, w połączeniu z obecną sytuacją makroekonomiczną i słabością giełd, rozbudziły nadzieje. Inwestorzy nieraz przekonali się już, że kurs złota jest znacznie stabilniejszy niż kurs akcji i jednostek funduszy inwestycyjnych. A jednocześnie niekoniecznie zależny od notowań papierów wartościowych, a także innych rynków, np. nieruchomości. Należy także do nielicznych towarów, których cena jest w równym stopniu uzależniona od zapotrzebowania na sam kruszec, jak i od braku zaufania do rynków finansowych.

– Obecna zwyżka notowań złota stanowi najsilniejszy tego typu ruch od początku bessy na rynku kruszcu. Jeszcze za wcześnie, by mówić o trwałym przełamaniu negatywnej tendencji, ale niewątpliwie mamy do czynienia z istotnym wydarzeniem. Warto więc uważnie obserwować rozwój sytuacji – podkreśla Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

Zdaniem eksperta za dalszym wzrostem notowań złota przemawia nie tylko niechęć do ryzyka i zniżki na rynkach akcji, ale również polityka pieniężna głównych banków centralnych świata, niepewność związana z działaniami Fedu oraz obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki.

Jak złom to z próbą

Inwestować w złoto można na wiele sposobów. Najpopularniejszym jest kupowanie monet, sztabek, złotego złomu lub biżuterii. Zainteresowani mogą też ulokować pieniądze w produkty lub certyfikaty strukturyzowane, kontrakty terminowe, kontrakty na różnice kursowe i jednostki funduszy złota. Nie na wszystkich inwestycjach pewnie zarobimy, choć na razie cena kruszcu rośnie.

Najprostszym sposobem inwestowania w złoto jest zakup sztabek lub monet bulionowych. Zaletą takiej inwestycji jest zwolnienie z podatku VAT. Sztabki można kupić w mennicy, banku lub w specjalistycznym sklepie. Ich sprzedaż prowadzi m.in. Raiffeisen Polbank, BOŚ i PKO BP.

W sprzedaży są sztabki małe i lekkie o wadze 1 grama, które kosztują stosunkowo niewiele, ale również cięższe o wadze nawet do 1000 gramów. Im cięższa sztabka, tym cena za gram złota niższa, ponieważ płaci się nie tylko za sam metal, ale również za wykonanie, wyprodukowanie i magazynowanie sztabek. Kosztem jest też marża producenta.

Nie oznacza to jednak, że warto kupować tylko sztabki największe. Małe, choć drożej kosztuje w nich gram złota, mają również zalety. Łatwiej je sprzedać; najchętniej kupowane są te od 5 gramów do 1 uncji (31,1 grama).

Trzeba też pamiętać, że ceny mogą się różnić u poszczególnych sprzedawców, a rozpiętości bywają spore. Porównywać trzeba sztabki z tych samych mennic, bo miejsce bicia sztabek ma znaczenie (koszty mennic są po prostu różne).

Dobrym wyjściem jest też kupowanie złotego złomu. W tym przypadku trzeba zwracać uwagę na to, czy złom ma wybitą próbę, ponieważ w nagłej potrzebie mogą być kłopoty z jego sprzedażą. Gdy nie ma próby, trzeba będzie udać się do cechu probierczego, który oceni złoto i oznaczy odpowiednimi cechami probierczymi. Może też wydać ekspertyzę, ale jedno i drugie po pierwsze trwa, a po drugie – dodatkowo kosztuje.

W przypadku monet różnice w wycenach również zależą od miejsca ich bicia. Problemów takich nie ma tylko w przypadku złotych monet obiegowych, ponieważ płaci się za sam kruszec. Marża sprzedawcy na ogół nie przekracza 5 proc. wartości. To tyle, ile wynosi opłata za zarządzanie w większości polskich funduszy akcyjnych.

Co jest w portfelach funduszy

Najgorszą złotą inwestycją jest biżuteria, zwłaszcza współczesna, ponieważ jej płynność jest ograniczona. Trzeba znaleźć amatora o podobnym guście lub sprzedać na złom, który jest zawsze wielokrotnie tańszy niż artystyczny wyrób jubilerski.

Podobna sytuacja jest z biżuterią antykwaryczną. Wprawdzie w jej przypadku można liczyć na wzrost ceny niezależny od rynku kruszców, ale możliwość sprzedaży jest ograniczona. Wystawienie na aukcji nie zawsze zakończy się powodzeniem, a w sklepie antykwarycznym na chętnego można czekać wiele miesięcy i się nie doczekać.

Na rynku dostępne są również fundusze złota. Kupno ich jednostek nie zawsze jest jednak równoważne z inwestycją w ten kruszec. W większości funduszowych portfeli znajdują się inne instrumenty. W Merrill Lynch World Gold Fund są to np. akcje spółek specjalizujących się w wydobyciu metali szlachetnych, a te mogą się zachowywać zupełnie inaczej niż sam metal.

Do najstarszych na naszym rynku funduszy złota należy Investor Gold FIZ. Ale nie inwestuje w sam kruszec, tylko w kontrakty terminowe (notowane głównie na giełdach w USA) na wszystkie metale szlachetne z przewagą złota. W portfelu ma też akcje spółek wydobywających kruszce (przede wszystkim z giełd w Londynie i Toronto).

W tytuły uczestnictwa Class Gold, którego portfel jest również bogaty w wiele instrumentów, inwestuje z kolei Superfund Goldfuture. Natomiast PKO Akcji Rynku Złota nastawiony jest głównie na akcje spółek związanych z wydobyciem, produkcją, przetwarzaniem, dystrybucją lub handlem metalami szlachetnymi (m.in.: złoto i platyna).

Zakup jednostek funduszy nie jest więc równoważny z zainwestowaniem w kruszec. Warto na to zwrócić uwagę. Za fundusz najbardziej powiązany z notowaniami złota można uznać Quercus Gold.

Papier cenny jak metal

Pośrednio w złoto można też zainwestować na warszawskiej giełdzie. Są tam notowane certyfikaty strukturyzowane odzwierciedlające kurs tego kruszcu. Wycena certyfikatów może się jednak różnić od notowań metalu. Inwestycja wiąże się bowiem z ryzykiem walutowym; złoto jest wyceniane w dolarach, a certyfikaty w złotych.

Najbardziej ryzykownym sposobem inwestowania są kontrakty terminowe na złoto. To rodzaj zakładu o przyszłą cenę metalu. Na kontraktach można więc zarabiać również wtedy, gdy kurs kruszcu spada.

Jednym z oferowanych walorów są futures notowane na giełdzie Chicago Board of Trade. Wartość jednego kontraktu równa jest cenie jednej uncji razy 100. Zmiana ceny uncji złota o 1 dolara powoduje, że mamy 100 dolarów zysku albo straty na rachunku. Gra jest więc niebezpieczna.

Kontrakty terminowe na złoto oraz kontrakty na różnice kursowe (czyli CFD) ma w swojej ofercie większość brokerów dających dostęp do rynku surowcowego. Na rynku można znaleźć również fundusze ETF, które odwzorowują zmiany cen kontraktów terminowych na złoto, ale minimalne wpłaty są dość wysokie. Podobnie jak do funduszy hedgingowych.

Produkty powiązane z cenami złota czasami oferują też banki. Ostatnio straciły na popularności, ale przy obecnym zainteresowaniu złotem mogą znów się pojawić. Najczęściej były to lokaty lub polisy powiązane z cenami kruszcu. W trakcie złotej hossy przynosiły nawet po kilkanaście procent zysku rocznie, ale nie jest to żadna gwarancja, że tak będzie w przyszłości.

Bardziej optymistyczne nastroje

Od początku 2016 r. do 9 lutego wycena złota w dolarach amerykańskich zwiększyła się o ponad 11 proc., a w euro o ponad 7 proc. Zwyżce cen kruszcu sprzyjają czynniki fundamentalne, w tym przede wszystkim spadek cen akcji i obligacji korporacyjnych oraz polityka najważniejszych banków centralnych, której efektem jest bliska zera lub wręcz ujemna rentowność obligacji skarbowych wielu krajów rozwiniętych. Utrzymanie się zwiększonego popytu na kruszec może oznaczać wybicie jego kursu z trzyletniego trendu spadkowego – twierdzą analitycy Investors TFI. Notowania złota w dolarach już kilkakrotnie w ciągu ostatnich lat próbowały się wyrwać z trendu spadkowego. To, co obecnie może napawać nieco większym optymizmem, to większe zaangażowanie inwestorów na rynku złota fizycznego (wzrost w funduszach typu ETF aż o 110 ton) oraz struktura rynku kontraktów terminowych futures. Może to sugerować napływ świeżej krwi na ten rynek.

Mogą Ci się również spodobać

sprzedaż obligacji skarbowych 2018

Dług państwa jak świeże bułeczki

Chętnie inwestujemy w obligacje. Kupiliśmy ich w zeszłym roku za rekordową kwotę niemal 13 ...

Dobre stopy zwrotu, ale jednocześnie wysokie ryzyko

Arka Prestiż Akcji Polskich to fundusz dla raczej zamożnych klientów BZ WBK TFI, gotowych ...

Małe spółki to nadal dobra inwestycja

Akcje niewielkich firm mogą być zyskowne, ale też mocno ryzykowne. Inwestorzy, którzy w ostatnich ...