Ostrożnie z giełdowymi maksymami

Fotorzepa/Grzegorz Psujek

Sprzedaj w maju i odejdź? Niekoniecznie.

Giełdowi inwestorzy mają trzy ulubione „efekty kalendarza”, czyli potencjalne zjawiska brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o zakupie lub sprzedaży akcji. Bardzo popularny jest „rajd św. Mikołaja” – w grudniu często występują zauważalne wzrosty indeksów. Jest to zjawisko wielokrotnie potwierdzane statystycznie. Inwestorzy, którzy założyli, że ta prawidłowość wystąpi na GPW w grudniu ubiegłego roku, dziś z pewnością nie żałują. W ostatnim miesiącu 2016 r. WIG20 zyskał ponad 9 proc., a WIG około 7 proc.

Inną znaną giełdową maksymą jest tzw. „efekt stycznia”; wtedy również dość regularnie kursy akcji na giełdzie rosną. Najczęściej jest to wywołane większą aktywnością inwestorów instytucjonalnych (instytucji finansowych zajmujących się inwestowaniem), zaczynających realizować nowe strategie. W styczniu 2017 r. główne indeksy także zanotowały wzrost: WIG20 – ponad 5 proc, a WIG – ponad 6 proc.

Inwestorzy przywiązują również dużą wagę do zjawiska określanego: „sell in May and go away” (sprzedaj w maju i odejdź). Według tej maksymy, w maju można spodziewać się spadku cen akcji, a w późniejszych miesiącach – gorszej sytuacji na giełdzie. Dlatego często zalecana jest sprzedaż posiadanych papierów i powrót na GPW dopiero na początku listopada.

Skoro inne giełdowe maksymy („rajd św. Mikołaja” i „efekt stycznia”) ostatnio się sprawdziły, część inwestorów się zastanawia, czy w tym roku sprawdzi się też „sell in May and go away”.

Doradca radzi: postaw na akcje

W przypadku „sell in May and go away” nie chodzi o to, że w okresie wiosenno–wakacyjnym ceny akcji zawsze spadają. Tak oczywiście nie jest. Można w tym czasie również solidnie zarobić, co pokazują ostatnie lata na GPW. Jednak statystycznie wyższe stopy zwrotu przynosi inwestowanie w okresie listopad–kwiecień niż maj–październik.

Czy faktycznie na okres wiosenno–wakacyjny lepiej poszukać innych niż giełda form inwestowania?

Jerzy Nikorowski, doradca inwestycyjny i zastępca dyrektora BM BGŻ BNP Paribas, jest przekonany, że decyzje inwestycyjne należy podejmować na podstawie konkretnej strategii inwestycyjnej i racjonalnych przesłanek. Jak twierdzi, trudno strategią nazwać zestaw starych giełdowych porzekadeł. Większe prawdopodobieństwo zarobku wiąże się z wybraniem tradycyjnej strategii na każdy okres, zarówno przed, jak i po okresie wiosenno–wakacyjnym.

Za strategie tradycyjne Jerzy Nikorowski uznaje te oparte na analizie fundamentalnej. Ważne są zatem: dynamika zysków w spółce, wiarygodność zarządu, zmiana prognoz, wycena względem porównywalnych spółek, wartość wewnętrzna spółki, itp.

– Wzrosty na rynkach akcji od wyborów w Stanach Zjednoczonych opierały się na optymistycznych założeniach odnośnie zmian w polityce gospodarczej USA. Jesteśmy teraz świadkami realizacji zysków na wielu rynkach akcji, czemu sprzyja kalendarz wyborczy w największych krajach UE oraz podwyższone ryzyko geopolityczne – dodaje Jerzy Nikorowski.

Na polskim rynku od końca lutego przekłada się to m.in. na krótkoterminowy trend boczny (brak większych wahań) dotyczący WIG. Jerzy Nikorowski pozostaje jednak optymistą, jeśli chodzi o sytuację na polskiej giełdzie w dłuższym terminie.

– Polskie akcje mimo dynamicznego wzrostu indeksów są wyceniane atrakcyjnie, a moment cyklu makroekonomicznego, w którym się znajdujemy, jest korzystny dla giełdy. Mamy obecnie do czynienia z przyspieszeniem gospodarczym, rosnącą inflacją, a to sprzyja poprawie nominalnych zysków spółek – podkreśla przedstawiciel BM BGŻ BNP Paribas. – Co więcej, ewentualne podniesienie stóp procentowych przez RPP w drugiej połowie roku może bardzo pomóc kursom akcji spółek bankowych. Od dłuższego czasu są one notowane z wyraźnym dyskontem.

Bardzo ważnym elementem bieżącej sytuacji jest to, że ożywienie gospodarcze widać także w krajach Europy zachodniej, a polski rynek akcji ma szansę podążyć za wzrostami na głównych rynkach europejskich. Dlatego dokonując zmian w portfelu akcji warto przeznaczyć część środków na inwestycje na rynkach europejskich.

Gdy nerwowo sprawdzamy kursy

Załóżmy jednak, że nie jesteśmy inwestorem długoterminowym, czyli takim, który postanowił kupić akcje danej spółki na lata, ponieważ mocno wierzy w jej biznes i jest przekonany, że dane przedsiębiorstwo będzie dużo więcej warte w przyszłości. Podchodzimy do inwestycji w sposób dość zachowawczy, ale np. codziennie nerwowo sprawdzamy notowania giełdowe.

Może ktoś taki, żeby spać spokojnie, na okres wiosenno–letni powinien ulokować oszczędności w inny sposób?

Jeżeli nie akcje, to co

Łukasz Zembik, specjalista ds. strategii rynkowych w TMS Brokers, zaleca takim inwestorom wybór rynków, które wyróżniają się mniejszą dynamiką zmian notowań.

– Jeśli chcemy zabezpieczyć nasz kapitał, rozsądną alternatywą wydaje się rynek obligacji rządowych. W maju w 2015 r. i 2016 r. dobrze radziły sobie m.in. 10-letnie obligacje rządowe, których oprocentowanie rosło. W 2015 r. zwyżki na rynku obligacji trwały do końca czerwca. W ubiegłym roku było podobnie, choć maj nie przyniósł tak dużych wzrostów oprocentowania 10-latek. Zdecydowanie większy wzrost odnotowaliśmy dopiero w czwartym kwartale – mówi Łukasz Zembik.

Osoby, które są skłonne zaakceptować wyższe ryzyko i spodziewają się spadku kursów akcji od maja, mogą wykorzystać instrumenty, które umożliwiają krótką sprzedaż, czyli zarabianie na spadkach (np. kontrakty terminowe czy CFD).

Nie trzeba wierzyć, ale warto znać

Efekty kalendarza to nie tylko „rajd św. Mikołaja”, „efekt stycznia” oraz „sell in May and go away”. Jednak inne nie pobudzają aż tak bardzo wyobraźni inwestorów.

„Efekt października”

Określenie to można znaleźć w poradnikach inwestycyjnych, ale jest traktowane z przymrużeniem oka. Niekiedy mówi się o „efekcie Marka Twaina”, ponieważ w jego powieści „Pudd’nhead Wilson” jest sarkastyczne zdanie: „Październik jest szczególnie niebezpiecznym miesiącem do spekulowania na giełdzie. Innymi takimi miesiącami są: lipiec, styczeń, wrzesień, kwiecień, listopad, maj, marzec, czerwiec, grudzień, sierpień i luty”.

„Efekt weekendu”

Wspomina o nim Piotr Zielonka w swojej książce „Giełda i psychologia. Behawioralne aspekty inwestowania na rynku papierów wartościowych”. W niektórych badaniach dotyczących amerykańskiej giełdy zaobserwowano, że kursy akcji częściej rosną w piątek, a w poniedziałek spadają znacznie silniej. Zjawisko to zostało potwierdzone m.in. przez Lakonishoka i Maberly’ego w 1990 r. Jednak do tej prawidłowości inwestorzy podchodzą ze znaczną rezerwą.

Inne popularne giełdowe sentencje

„Kupuj, gdy krew się leje”

Gdy mamy okres długoterminowych spadków na giełdzie, warto rozważyć zakup akcji solidnych firm (np. nadal przynoszących zyski), które zostały przecenione głównie z powodu ogólnie negatywnych nastrojów wśród inwestorów. Takie „promocyjne” zakupy są przede wszystkim dla inwestorów, którzy są gotowi kupić akcje na dłuższy czas. Jednak, gdy kursy akcji faktycznie mocno spadają, wielu inwestorów odczuwa strach i obawy przed decyzją o zakupie akcji.

„Kupuj plotki, sprzedawaj fakty”.

Powiedzenie to zakłada, że warto kupować akcje spółki w momencie pojawienia się (np. w mediach) pozytywnych informacji na jej temat. Takie informacje mogą dotyczyć np. prognozowanych pozytywnych wyników finansowych, przejęć innych podmiotów czy interesujących zmian kadrowych. Gdy uznamy, że te informacje są wiarygodne, kupujemy akcje i czekamy aż dojdzie do potwierdzenia „plotek”. Wtedy kurs akcji rośnie, a my sprzedajemy walory z zyskiem. —sał

Mogą Ci się również spodobać

Kamienie szlachetne: przedmiot pożądania i lokaty kapitału

Wartość brylantu zależy bardziej od jego indywidualnych cech, a mniej od sytuacji na rynku ...

Zamiast deponować w banku, można pożyczyć ministrowi finansów

Odsetki od 2,1 do 3,2 proc. w skali roku. Oprocentowanie papierów oszczędnościowych sprzedawanych w ...

Zyski spadły, straty wzrosły

Średnio inwestorzy zarobili 1,3 proc. w skali roku Podsumowanie wyników produktów strukturyzowanych, które zakończyły ...