Rosnący popyt na mieszkania przełożył się na duży wzrost zainteresowania ofertą kredytową banków. Tylko osiem największych banków w Polsce, notowanych na giełdzie, w samym III kw. br. sprzedało nowe hipoteki o wartości 15,3 mld zł, co oznacza wzrost o niemal 100 proc. rok do roku.
Ale jak wynika z naszej analizy, nie cały sektor korzysta na tej poprawie. Największymi wygranymi są te banki, które jako pierwsze, już od 3 lipca br., zaczęły udzielać tzw. bezpiecznego kredytu 2 proc. w ramach rządowego programu „Pierwsze mieszkanie”.
Nakręcone rekordy
Chodzi tu o PKO BP, Pekao i Alior Bank. I tak PKO BP w III kw. udzielił nowych hipotek o wartości ok. 4,4 mld zł, co oznacza wzrost rok do roku o 185 proc. PKO BP podaje, że do końca września podpisał 6 tys. umów o „Kredyt 2 proc.”. Według naszych szacunków ich wartość wyniosła ok. 2,4 mld zł, co stanowi niemal połowę całej sprzedaży banku.
Jeszcze bardziej imponujące wyniki dzięki „Kredytowi 2 proc.” osiągnął Pekao. Tu łączna sprzedaż w III kw. osiągnęła rekordowy poziom ponad 3,5 mld zł – to niemal 600 proc. więcej niż rok wcześniej. Udział Pekao w sprzedaży hipotek gwałtownie się zwiększył, do 23 proc., podczas gdy w dobrych czasach oscylował na poziomie ok. 12 proc.
Pekao szacuje, że wartość „Kredytu 2 proc.” to 2,8 mld zł w III kwartale, co stanowi aż 80 proc. całej sprzedaży banku.
Duża przewaga
W Aliorze wartość nowych hipotek sięgnęła niemal 990 mln zł, co też jest rekordem.
Łącznie te trzy banki w okresie lipiec–wrzesień 2023 r. udzieliły ok. 8,9 mld zł kredytów mieszkaniowych, uzyskując ogromną, niespotykaną wcześniej przewagę nad konkurencją, bo sprzedaż w pozostałych pięciu podmiotach wyniosła ok. 6,4 mld zł.
Z naszych analiz wynika również, że te trzy banki zyskały 58 proc. udziału w rynku hipotek ogółem (podczas gdy w 2021 r. było to ok. 35 proc.), a ich udział w sprzedaży kredytów z dopłatami sięgnął niemal 100 proc. (w programie bierze udział łącznie 12 banków, z czego siedem to banki spółdzielcze).
– Nie ma się co dziwić takim wynikom, biorąc pod uwagę atrakcyjność „Kredytu 2 proc.” – komentuje Michał Sobolewski, analityk DM BOŚ. – Oprocentowanie jest tu mniej więcej o połowę niższe wobec standardowych warunków kredytowych, Polacy chętnie po niego sięgają. Zyskują więc te banki, które mają go w swojej ofercie – wyjaśnia.
Czytaj więcej
Rządowy program Pierwsze Mieszkania to już 30,4 tys. umów kredytowych. Przy niskiej rynkowej podaży nieruchomości, zaowocowało to wzrostem ich cen...
Zachęta dla innych?
Pytanie, czy zachęci to innych do udziału w programie „Pierwsze mieszkanie”? Przypomnijmy, że wśród banków komercyjnych przystąpiły do niego na razie mBank (od połowy września br., co nie wpłynęło na wyniki sprzedaży hipotek w III kw.), a Santander BP zacznie oferować „Kredyt 2 proc.” od 20 listopada. Z kolei ING Bank Śląski, BNP Paribas czy Millennium jeszcze nie podjęły decyzji w tym względzie.
– Trudno powiedzieć – odpowiada Łukasz Jańczak, analityk Erste Securities. – Wyniki takich banków jak Santander czy ING BSK pokazały, że istnieje też życie poza „Kredytem 2 proc.” – wyjaśnia.
Sprzedaż hipotek w Santander w III kw. 2023 r. wyniosła 2,35 mld zł, co oznacza wzrost o ok. 100 proc. rok do roku. Władze banku podkreślają, że notują duże zainteresowanie hipotekami bez rządowych dopłat ze względu na wzrost popytu ogółem i, ich zdaniem, atrakcyjną ofertę.
– Wiele zależy od tego, czy rządowe programy typu „tani kredyt” z dopłatami z budżetu państwa będą kontynuowane. A na razie nie mamy pewności, co w tej kwestii zrobi nowy rząd – dodaje Sobolewski.
Pieniądze się kończą
– Niestety, z powodu niezłomności prezydenta wobec własnej partii, wciąż w Polsce rządzi PiS. Sądzę, że na państwa pytania (co dalej z „Bezpiecznym kredytem 2 proc.” – red.) odpowie przyszły minister finansów, jak zostanie powołany… – mówi nam Izabela Leszczyna, posłanka Koalicji Obywatelskiej, b. wiceminister finansów.
Tymczasem potrzeba pilnych decyzji. Jak przyznał nawet Leszek Skiba, prezes Banku Pekao, istnieje ryzyko, że „Bezpieczny kredyt 2 proc.” wkrótce stanie się martwym programem.
– Według szacunków pieniądze z tego programu skończą się na przełomie stycznia i lutego 2024 r., co oznacza, że niejako naturalnie przestanie on funkcjonować, o ile rząd nie wprowadzi jego kontynuacji – mówił prezes Skiba kilka dni temu.
Ofiara swojego sukcesu
Wszystko przez to, że „tani kredyt” stał się ofiarą własnego sukcesu. – Dotąd zawarto ok. 30 tys. takich umów, o szacunkowej wartości 12,2 mld zł – wylicza Bartosz Turek, analityk HREIT. – To cztery razy więcej niż prognozy rządu na 2023 r. przygotowane na etapie tworzenia programu – dodaje.
Tak duży popyt powoduje, że za szybko wyczerpują się limitowane środki budżetowe przewidziane na realizację programu. Limitu na 2023 r., co prawda, nie ma, ale okazuje się, że już niemal w całości został wyczerpany limit na 2024 r. I ryzyko, że na początku przyszłego roku banki będą musiały wstrzymać przyjmowanie kolejnych wniosków, jest bardzo duże.
Niepewność co do przyszłości taniego kredytu wzmagają doniesienia medialne, że nowa koalicja rządząca nie porozumiała się w kwestii wsparcia potrzeb mieszkaniowych Polaków.
– Z tego, co wiem, pomysły na kredyt 0 proc. i dopłaty do czynszów zostały porzucone, bo nie ma na nie zgody na poziomie umowy koalicyjnej – taką wypowiedź anonimowego posła koalicji cytuje portal Money.pl.
Wiadomo, że Nowa Lewica wolałaby raczej wspierać podaż mieszkań m.in. poprzez rozwój taniego budownictwa na wynajem. KO obiecała w kampanii wyborczej „kredyt 0 proc.”, czyli wsparcie popytu, co – jak dziś widzimy po „Kredycie 2 proc.” – powoduje wzrost cen nieruchomości.