To miało być jedno z najbezpieczniejszych miejsc dla kryptowalut. Tzw. „zimne” portfele kanadyjskiej firmy Coinkite Inc. były urządzeniami mającymi działać bez podłączenia do internetu, przystosowanymi do przechowywania jedynie bitcoinów zabezpieczonych kluczem prywatnym użytkownika. A jednak ukradziono z nich bitcoiny na dużą skalę. Według danych firmy Galaxy Research, do początku zeszłego tygodnia z 5 tysięcy portfeli wyprowadzono ponad 1755 tokenów o wartości około 130 mln USD. To wywołało szok w środowisku kryptowalutowym.
„1,6 miliona dolarów w bitcoinach zostało wyprowadzone z mojego konta 29 lipca w wyniku ataku na portfel Coldcard. Moje bitcoiny były w zimnym przechowywaniu. Moje klucze znajdowały się na urządzeniu Coldcard trzymanym w skrytce depozytowej, które nigdy nie było podłączone do internetu” – napisał na platformie X inwestor kryptowalutowy Jonathan Goodman.
Fatalny błąd w kluczu
Jak doszło do tego ataku? Według portalu The Block, błąd w oprogramowaniu urządzeń Coldcard sprawił, że generowana „fraza seed” (długi ciąg wyrazów służący do uzyskania dostępu do portfela) była przewidywalna. Coinkite zaimplementowała generator liczb losowych przy tworzeniu tych fraz. Portfele Coldcard miały mechanizm awaryjny, który powodował generowanie kluczy na podstawie prostszych wartości, takich jak numery seryjne urządzeń. Hakerzy, korzystając z własnych serwerów i superkomputerów, uruchomili zmodyfikowane oprogramowanie generujące potencjalne frazy seed z tego ograniczonego zbioru kombinacji. Z wygenerowanych seedów obliczyli klucze prywatne i odpowiadające im adresy bitcoinowe. Przeszukali publiczny łańcuch bloków Bitcoin (który jest dostępny dla każdego w internecie), aby sprawdzić, na których z tych adresów znajdują się środki. Posiadając wygenerowany offline klucz prywatny, „podpisali” transakcje i przenieśli środki na swoje portfele.
– Obnaża to mit o tym, że twoje krypto jest offline. Urządzenie odpowiada jedynie za generowanie haseł, a jeśli podstawowa matematyka jest zepsuta, to hasła można odtworzyć metodą inżynierii wstecznej – powiedziała Aneirin Flynn, dyrektor generalny firmy cybersecurity Failsafe.
Do tego ataku hakerskiego mocno przyczyniły się też niedopatrzenia sztucznej inteligencji, która miała wyszukiwać luk w oprogramowaniu. Firma Coinkite przyznała, że sztuczna inteligencja nie wykryła błędu w oprogramowaniu, który został wykorzystany do kradzieży środków użytkowników. „Jeśli Twój zespół polega na przeglądzie AI krytycznego pod względem bezpieczeństwa kodu, zalecamy konkretne testowanie go pod kątem granic budowania i podmodułów. Wierzymy, że wiele projektów bitcoinowych, w tym te opierające się na kodzie open-source, wymaga natychmiastowego przeglądu” – stwierdziła Coinkite w swoim komunikacie. Od czasu incydentu Coinkite testowała swój kod na kilku zaawansowanych modelach AI i „żaden z nich jej nie wykrył”
James O’Beirne, deweloper bitcoinowy, analizował jednak oprogramowanie firmy Coinkite i już w maju 2025 r. znalazł w nim błąd dotyczący generowania seedów. Zwrócił na niego uwagę Peterowi Grayowi, dyrektorowi technologicznemu Coinkite (który prawdopodobnie sam napisał ten kod). – Gdyby to był prawdziwy problem, ktoś zapewne już by go znalazł – miał mu odpowiedzieć Gray.
Atak na Coldcard poważnie zaniepokoił inwestorów kryptowalutowych, ponieważ tzw. „zimne” portfele, które wykorzystują sprzęt fizyczny do przechowywania kluczy prywatnych i nie są podłączone do internetu, uważane są za jeden z najbezpieczniejszych sposobów zabezpieczania tokenów cyfrowych. Włamanie postawiło pod znakiem zapytania możliwość samodzielnej opieki nad własnymi środkami.
– Samodzielna opieka nad środkami jest cechą charakterystyczną aktywów cyfrowych, ale Coldcard pokazuje, jak jeden punkt awarii może zachwiać zaufaniem do całego modelu – wskazuje Nikhil Raghuveera, dyrektor generalny firmy Predicate.
Zagrożenie z Korei
Kradzież bitcoinów należących do klientów firmy Coinkite zwróciła inwestorom uwagę na problem cyberprzestępczości. Jak jednak duża jest nielegalna działalność na rynku kryptowalutowym?
„Według naszych danych, nielegalne adresy kryptowalutowe otrzymały w 2025 roku co najmniej 154 miliardy dolarów. Stanowi to wzrost o 162 proc. rok do roku, głównie napędzany dramatycznym wzrostem o 694 proc. wartości otrzymanej przez podmioty objęte sankcjami. Jednak nawet gdyby wartość otrzymana przez podmioty objęte sankcjami pozostała na niezmienionym poziomie rok do roku, 2025 i tak byłby rekordowy pod względem przestępczości kryptowalutowej, ponieważ aktywność wzrosła w większości nielegalnych kategorii” – mówi raport firmy badawczej Chainalysis. Wskazuje on również, że wirtualne waluty zdobyte bądź przekazywane w wyniku nielegalnych działań stanowiły wciąż mniej niż 1 proc. całego rynku kryptowalutowego. Twierdzenia niektórych polityków i publicystów mówiące, że „kryptowaluty służą głównie działalności przestępczej” są więc sprzeczne z faktami.
Ile kryptowalut kradną co roku hakerzy? Według Chainalysis, w 2025 r. zdołali zrabować wirtualne waluty warte łącznie 3,41 mld USD, z czego 1,5 mld USD przypadało na środki ukradzione z platformy Bybit. W 2024 r. hakerzy zrabowali natomiast kryptowaluty warte łącznie 3,38 mld USD.
Największym zagrożeniem dla inwestorów kryptowalutowych pozostaje Korea Północna. W 2025 r. hakerzy pracujący dla tego totalitarnego, komunistycznego państwa, ukradli tokeny warte łącznie nieco ponad 2 mld USD. Od początku istnienia rynku kryptowalutowego zrabowali natomiast tokeny opiewające na 6,75 mld USD. Te pieniądze były później w skomplikowany sposób „prane” na rynku.