Polacy nie garną się do lokat terminowych

Udział nieoprocentowanych oszczędności sięga rekordowych 57 proc.

Publikacja: 07.05.2017 19:14

Polacy nie garną się  do lokat terminowych

Foto: Bloomberg

Wartość pieniędzy trzymanych przez klientów w bankach w Polsce rośnie od lat. W ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyła się o 8 proc., do rekordowych 723 mld zł na koniec marca – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. W tej kwocie rekordowo wysoki udział, sięgający już 57,2 proc., stanowią depozyty bieżące warte 413 mld zł (pozostałe 310 mld zł to lokaty terminowe). Jeszcze rok temu wskaźnik ten sięgał 52,7 proc., a pięć lat temu – 48,8 proc.

Banki się cieszą

Depozyty bieżące to pieniądze znajdujące się na rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych czy bieżących, które w zdecydowanej większości nie są oprocentowane lub w najlepszym przypadku oprocentowane bardzo nisko. Zostawiając pieniądze na depozytach bieżących, klienci pozbawiają się odsetek – w skali sektora całkiem sporych. Zakładając, że ze wspomnianych 300 mld zł przeniesiono by na lokaty 100 mld zł (klienci muszą zachować na rachunkach bieżących szybko dostępne pieniądze na opłacanie codziennych wydatków), to przy obecnym średnim oprocentowaniu lokaty na 1,5 proc. w skali roku klientom przypadłoby 1,5 mld zł rocznych odsetek (1,22 mld zł po potrąceniu podatku).

– Oprocentowanie lokat jest bardzo niskie i klientom nie opłaca się przenosić środków z rachunków bieżących. Różnica 0,5–1 proc. w skali roku między kontem oszczędnościowym a lokatą nie jest na tyle atrakcyjna, aby zachęcała do działania – wyjaśnia Tomasz Wyłuda, doradca inwestycyjny w ING Banku Śląskim.

Wskazuje, że wprawdzie istnieje wiele alternatywnych form bezpiecznego oszczędzania, jednak na drodze stoi niska świadomość oszczędzających. Ponadto inwestorzy dalej mają w pamięci afery, na których stracili pieniądze, i wolą trzymać pieniądze w banku z małym zyskiem, ale za to bezpiecznie. Jednak ostatnio nawet zysku już nie ma (w ujęciu realnym), bo zamiast deflacji mamy inflację (2 proc. r./r. w marcu). Przy nowych lokatach i 19-proc. podatku to kiepski interes.

Dla klientów, bo dla banków to woda na młyn – depozyty bieżące tworzą tzw. osad, czyli najtańsze źródło finansowania banków. Jak wynika z danych NBP, w marcu polski sektor bankowy zapłacił klientom zaledwie 2,04 mld zł odsetek od depozytów. To najniższy wynik w ostatnich latach (i prawdopodobnie najmniej w historii). Koszt odsetek spada, mimo że wartość zdeponowanych w bankach pieniędzy rośnie, a wysokość stóp procentowych ostatnio się nie zmieniła. Powodem jest malejące oprocentowanie depozytów w bankach. Średnie roczne oprocentowanie nowych lokat dla gospodarstw domowych wynosiło w marcu 1,47 proc., rok temu było to 1,61 proc., zaś dwa lata temu 2,09 proc. (właśnie w marcu 2015 r. RPP ostatnio obniżyła stopy).

Banki mogą sobie pozwolić na cięcie oprocentowania depozytów, bo i tak są nimi wręcz zalewane i nie muszą o nie walczyć ceną. Wartość depozytów rośnie dwukrotnie szybciej od kredytów, a wskaźnik kredytów do depozytów wynosi 99 proc. (banki mogłyby udzielić więcej finansowania, ale brakuje popytu).

Transfer do TFI

Na zmianę tego stanu rzeczy na razie się nie zanosi – popyt na kredyt gwałtownie nie przyśpieszy, inflacja się stabilizuje i RPP sygnalizuje podwyżki stóp najwcześniej w przyszłym roku. Bankom nie grozi więc odpływ depozytów. Ale same z nich kierują oszczędności klientów w inne miejsca, np. do należących do ich grup kapitałowych funduszy inwestycyjnych (to produkty dość wysokomarżowe). – Wzrost depozytów w naszym banku ostatnio spowolnił, co m.in. wynikało z przepływu pieniędzy do innych rodzajów oszczędności, np. do funduszy inwestycyjnych – mówił podczas niedawnej konferencji Maciej Reluga, wiceprezes BZ WBK. Znamienne jest to, że w tym banku depozyty bieżące rosną szybko, o 15–16 proc. rocznie, zaś terminowe maleją.

– Wielu oszczędzających widzi 1 proc. na lokacie bankowej i dostrzega, że w niespełna rok od dołka indeks WIG20 zyskał 50 proc. To działa na wyobraźnię i zachęca do bardziej odważnych decyzji. Ale pamiętajmy, że inwestycje w akcje są obarczone bardzo dużym ryzykiem, więc nie jest to alternatywa dla szukających bezpiecznego oszczędzania – zaznacza Wyłuda.

Co zamiast?

Nowe lokaty dla klientów indywidualnych mają średnie roczne oprocentowanie na poziomie 1,5 proc. Po odjęciu podatku daje to 1,22 proc., czyli nowe roczne lokaty nie chronią już nawet przed inflacją. Jakie są alternatywy? Z tych bezpiecznych – obligacje Skarbu Państwa, które mają oprocentowanie na poziomie 2,1–2,7 proc. Te długoterminowe obligacje indeksowane są inflacją, co pozwala zabezpieczyć oszczędzających przed zjadaniem zysków przez rosnące ceny. Obligacje dla beneficjentów programu 500+ mają z reguły wyższą rentowność 2,8–3,2 proc. Do bezpiecznych inwestycji można zaliczyć obligacje korporacyjne z ratingiem minimum BBB-. Możemy znaleźć je na stronie giełdy i kupić na rachunek maklerski. Możemy też zainwestować w obligacyjne fundusze inwestycyjne, ale część zysków pochłonie opłata za zarządzanie. Akcje dają największy zwrot, ale są też najbardziej ryzykowne.

Materiał partnera
Bezpieczna przystań, czyli po co oszczędzać w złocie
Portfel inwestycyjny
Inflacja uderzyła w oprocentowanie obligacji skarbowych. Jak nie stracić?
Rynki finansowe
Jak Chiny zarzynają kurę znoszącą złote jaja
Portfel inwestycyjny
Centra usług: szlifujący się diament
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Portfel inwestycyjny
Inwestorzy w oczekiwaniu na obniżki stóp procentowych
Portfel inwestycyjny
Przy wysokim wzroście płac w 2024 r. oszczędności Polaków mogą dalej rosnąć