Przez 7 lat komornik ufał, że zarabia w renomowanym domu inwestycyjnym. Pieniądze, które jednak powierzał firmie, na własne konto przelewał nieuczciwy doradca finansowy. Jednak i tam ich nie ma, bo wszystko zostało stracone na giełdzie.

Komornik o swoim zerowym koncie dowiedział się dopiero przechodząc na emeryturę, kiedy to chciał kupić nieruchomość w jednej z nadmorskich miejscowości. Poprosili wtedy doradcę o przelew 0,5 mln zł.

– On w zasadzie kierował wszystkimi naszymi sprawami finansowymi. Znał naszą sytuację materialną, wiedział o posiadanych nieruchomościach, nadwyżkach finansowych. Rozmawialiśmy z nim o planach na przyszłość, w tym o sprawach prywatnych. Ufaliśmy mu – mówi dla Gazety Wrocławskiej żona komornika.

Przelew oczywiście nie dotarł. Po skontaktowaniu się z dyrektorem domu inwestycyjnego, okazało się, że doradca już tam nie pracuje. Poszkodowani zadzwonili bezpośrednio do swojego byłego doradcy.

– Przyznał, że pieniędzy nie ma na kontach, że wszystko stracił grając na giełdzie. Płakał i prosił żeby nie robić krzywdy jego dzieciom. Mówił, że teraz wypadałoby mu się powiesić – skomentowali.

Reklamacje złożone przez komornika zostały odrzucone przez firmę doradczą, bo na ich nazwisko nie było założonych żadnych lokat.

W prokuratorze były doradca tłumaczył się, że w 2009 r popadł w tarapaty finansowe z powodu wzrostu kursu franka szwajcarskiego.
– Wymyśliłem, że sam zainwestuję środki klienta. Sądziłem, że będę w stanie pomnożyć te pieniądze i podzielić się zyskiem z klientem – zeznał.

Gazeta Wrocławska podaje, że proces doradcy rozpocznie się pod koniec stycznia w jeleniogórskim sądzie.