Gdzie jest troska o interes klientów

FUS jest obciążeniem dla gospodarki. Kwota, która odpowiada za deficyt FUS, z wyłączeniem OFE, to jest już ponad 400 mld złotych. Czyli połowa zadłużenia Polski. Ale wciąż mówimy tylko, że OFE są złe - mówi Grzegorz Chłopek, prezes ING PTE

Publikacja: 18.03.2013 00:21

Myśli Pan, że dojdzie ostatecznie do likwidacji OFE?

Grzegorz Chłopek:

Z punktu widzenia emeryta nie powinno być ważne, kto wypłaci emeryturę. Ważne żeby była ona w miarę stabilna, nie podlegała większym wahaniom i nie była narażona na jakieś istotne ryzyka. Dlatego mamy dywersyfikację w systemie emerytalnym i tak powinno pozostać.

Nigdy nie mówiłem, że cała składka powinna iść do ZUS, albo do OFE, bo to generuje niepotrzebne ryzyko. Mechanizmy waloryzacji w ZUS i stopy zwrotu funduszu są ujemnie skorelowane i dzięki temu cała emerytura podlega mniejszym zmianom.

Z punktu widzenia PTE powinien to być biznes prowadzony na zasadach rynkowych. Ale też najważniejszą rzeczą dla towarzystw emerytalnych oraz klientów OFE jest to, żeby ten system był przewidywalny i stabilny pod względem prawnym. Zapowiedź przeglądu OFE co 3 lata wprowadza ogromną niepewność. W zasadzie można już założyć, że podstawowym elementem takich dyskusji będzie krótkoterminowe podejście do finansów publicznych versus długoterminowy interes klientów OFE.

Likwidując OFE rząd zyskuje sporo pieniędzy...

Konsekwencją likwidacji OFE jest zwiększenie przyszłych zobowiązań wobec emerytów w ZUS, a to oznacza, że trzeba będzie błyskawicznie obniżyć waloryzację. Pragnę przypomnieć, że po ostatniej obniżce składki do OFE przyszłe zobowiązania FUS wobec osób, które należą do OFE wzrosły o 35 mld zł (i to bez waloryzacji). Szacuję, że zobowiązania zapisane na kontach w ZUS wynoszą obecnie około 555 mld zł. Czyli zobowiązanie wzrosło o 7 proc. i trzeba będzie na nie znaleźć w przyszłości pieniądze, na przykład podnosząc podatki i/lub składki lub obniżając waloryzacją i indeksację przyszłych świadczeń być może tylko do poziomu inflacji.

W mojej ocenie, gdyby OFE zostało zlikwidowane, pieniądze zostałyby przeznaczone  na zagospodarowanie deficytów FUS. Dodatkowo jeśli aktywa OFE zostaną przejęte, trzeba je będzie sprzedać na rynku. Czy będą wtedy tyle warte, na ile dziś wyceniają je inwestorzy? Odpowiedź jest prosta – duża, nagła i przymusowa wyprzedaż aktywów spowoduje istotne spadki na rynkach finansowych.

Aktywa może przejąć jakaś spółka celowa skarbu państwa?

To co wtedy zyskuje rząd? Zależy mu na pieniądzach, a będzie miał aktywa, zdecydowanie mniej warte. Jeżeli nawet przejmie obligacje i je umorzy, to i tak musi później kolejne sprzedać. I o tyle będzie jeszcze większe zobowiązanie, które w tej chwili już jest wyemitowane i nie pozwala dalej się zapożyczać. Mogłoby to mieć potężne perturbacje dla rynku finansowego i wiarygodności Polski na rynkach międzynarodowych.

W konsekwencji wyemitujemy dług, który kupi zagranica, taniej - i na tym zarobi - a zapłaci za to polski podatnik w przyszłości: jeszcze większymi podatkami lub składkami, albo niższą emeryturą.

Z punktu widzenia technicznego jest to jednak możliwe.

Trudne do przeprowadzenia. Wyobraźmy sobie, że Państwo przejmuje akcje spółek i ogłasza na wszystkie wezwania. Nagle jakiś jeden podmiot staje się właścicielem istotnych pakietów. Kto odzyska zaufanie do rynku finansowego po takim posunięciu? Do tego efektywność gospodarki natychmiast spada, podążamy w kierunku głębokiej recesji, z brakiem możliwości współfinansowania długoterminowych projektów (takich jak energetyka), bo nie ma kapitału w kraju. Bo kto choćby w takiej sytuacji kupi długoterminowe obligacje banków, które w związku z nowymi wymogami kapitałowymi muszą je wyemitować. Będą zmuszone emitować papiery na rynkach międzynarodowych, czyli ciągle będziemy się uzależniać od rynku zagranicznego.

Wpadamy w pętlę problemów gospodarczych, które dziś widać na Węgrzech, czy w Grecji.  W sytuacji spowolnienia gospodarczego i recesji, złotówka na pewno się osłabi, a wskaźnik zadłużenia publicznego do PKB będzie rósł.

No dobrze, to nie likwidujemy OFE, tylko wprowadzamy np. dobrowolność, a pieniądze osób w wieku przedemerytalnym wracają do ZUS. I co wtedy?

Czyli nakładamy kolejne zadania na ZUS, a pieniądze konsumujemy natychmiast. ZUS zostaje jednak ze zobowiązaniami, które musi realizować później przez lata. Wielkim błędem w Polsce jest to, że w zamrażarce leży projekt powołania aktuariusza krajowego. Ta instytucja mogłaby pokazać całą prawdę o długu ukrytym, który jest zobowiązaniem przyszłych pokoleń do pokrycia zobowiązań emerytalnych .

Na pewno konsekwencją tych rozwiązań byłoby to, że emeryci mieliby zdecydowanie niższe emerytury z kapitałowej części systemu. Jestem przekonany, że dla równowagi systemu indeksacja w ZUS będzie zdecydowanie niższa niż dotychczas. Efektywność OFE ponad ZUS będzie zdecydowanie wyższa w kolejnych latach ze względów demograficznych. Jakiekolwiek wcześniejsze przeniesienie pieniędzy do ZUS będzie powodowało zmniejszenie emerytur.

A co jeśli obniżymy składkę do OFE, albo wręcz ją zawiesimy na jakiś czas?

I co roku będziemy zadawali sobie to samo pytanie? Zaczynamy rozważać scenariusze, w których niestety nie bierze się pod uwagę interesów przyszłych emerytów. Nikt przecież nie będzie się ich pytał w referendum czy chcą by w kolejnym roku wszystko szło do ZUS, czy część do OFE. Z perspektywy klienta to również marginalizacja OFE i przenoszenie ryzyka na demografię, która jaka jest każdy widzi. Politycy powinni pomyśleć o realnych mechanizmach, które zabezpieczą ZUS przed koniecznością podjęcia decyzji, takich jak jednorazowe obniżenie emerytur o 30 proc. Zwiększanie zobowiązań FUS poprzez przenoszenie aktywów z OFE zupełnie nie rozwiązuje tego problemu tylko go pogłębia.

Zmiany są jednak nieuniknione.

To od rządu zależy czy pozwoli na szeroką merytoryczną dyskusję. I to on zadecyduje czy będziemy z rządem ramię w ramię współpracowali w wypracowaniu dobrych rozwiązań dla klienta i przyszłego emeryta, ale dotyczących całego systemu emerytalnego, także III filara, czy też będziemy traktowani jak chłopiec do bicia, a ZUS będzie pokazywany jako bezpieczny, a tak nie jest. My jako branża jesteśmy gotowi do merytorycznej dyskusji w trosce o klienta.

Jak może funkcjonować państwo, które zamiast być wsparciem w inwestycjach, ma więcej obowiązków socjalnych, niż może udźwignąć? FUS jest obciążeniem dla gospodarki. Kwota, która odpowiada za deficyt FUS, z wyłączeniem OFE, to jest już ponad 400 mld złotych. Czyli połowa zadłużenia Polski. Ale wciąż mówimy tylko, że OFE są złe.

Pierwsze pieniądze, które państwo polskie pożyczyło po to, żeby przekazać je do ZUS, ze względu na przekazywanie składek do OFE, nastąpiło dopiero w 2006 r. Do 2006 r. suma  wpływów z prywatyzacji mniej więcej równoważyła się z sumą dotacji do ZUS z tytułu tego, że część składki trafiała OFE.

Jeżeli dziś jedynym pomysłem na wszelkie problemy są OFE, to nie wróżę sukcesu. Po jednorazowej akcji nie wrócimy na szybką ścieżkę rozwoju, wręcz przeciwnie, będziemy borykać się z recesją. Powinniśmy mimo wszystko dążyć do tego, żeby poprawiać budżet na innych polach.

Jak Pana zdaniem powinna wyglądać konkurencja między funduszami?

Od lat zadaję pytanie o to, czego tak naprawdę oczekujemy od funduszy emerytalnych w kontekście konkurencji. Czy Kowalski, który został wylosowany do funduszu i przez długie lata nie interesuje się tym, gdzie odkłada pieniądze, powinien mieć istotnie niższą emeryturę z tego powodu? Czy też konkurencja powinna polegać na tym, że kupujemy w miarę atrakcyjne aktywa? OFE powinny starać się o to, by ich stopy zwrotu były jak najwyższe i nie kupować papierów im dedykowanych, które są emitowane z oprocentowaniem np. 1 proc., albo z ceną prywatyzacyjną, mocno wygórowaną ponad cenę rynkową. A niestety mamy już negatywne doświadczenia z tym związane. Dlatego choć uważam, że pasywne zarządzanie często daje lepsze rezultaty niż aktywne, tutaj nie możemy sobie na nie pozwolić. Konkurowanie stopą zwrotu jest najlepszą metodą unikania tego typu presji. A warto dodać, że OFE są również najbardziej efektywnymi kosztowo podmiotami na polskim rynku zarządzającymi aktywami takimi jak akcje. Są to koszty porównywalne z kosztami zarządzania pasywnego jakie pobierane są w krajach rozwiniętych. Dla porządku podam, że całkowity koszt za 2012 wyniósł w ING OFE 0,48 proc. wartości zarządzanych aktywów z czego 0,06 proc. to nagroda za 1. i 2. miejsce w trzyletnich rankingach ogłaszanych przez KNF.

Podsumowując, z punktu widzenia przyszłego emeryta ważne jest to, żeby jego pieniądze były bezpieczne i efektywnie inwestowane. Nawet jeżeli przeniesie się do innego funduszu, ta decyzja nie powinna być dla niego bardzo bolesna.

Myśli Pan, że dojdzie ostatecznie do likwidacji OFE?

Grzegorz Chłopek:

Pozostało 99% artykułu
Materiał Partnera
Zainwestuj w przyszłość – bez podatku
Materiał Partnera
Tak możesz zadbać o swoją przyszłość
Emerytura
Wypłata pieniędzy z PPK po 2 latach oszczędzania. Ile zwrotu dostaniemy
Emerytura
Autozapis PPK 2023. Rezygnacja to dobry pomysł? Eksperci odpowiadają
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Emerytura
Emeryci ograniczają wydatki. Mają jednak problemy z długami
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał