Ale, jak to bywa – uderz w stół, nożyce się odezwą. Od razu można było usłyszeć głosy, że jest to zmiana drastyczna, która spowoduje bezrobocie i zabierze miejsca pracy osobom młodym. Warto jest przyjrzeć się kilku faktom i liczbom.
Zacznijmy od kwestii podstawowej – demografii. Jak pokazują statystyki Głównego Urzędu Statystycznego, ludność Polski wchodzi w okres kurczenia się zasobów pracy. Mówiąc inaczej – liczba osób w wieku produkcyjnym, tj. w wieku 18-59/64 lata zaczyna maleć. W tej sytuacji podnoszenie wieku emerytalnego może ograniczyć tempo spadku, spowodować stabilizację potencjalnych zasobów pracy lub też przyczynić się do jego wzrostu. Jak będzie w rzeczywistości? Możemy się tutaj posłużyć prognozą ludności Polski opracowaną przez GUS w 2008 r. Na podstawie tej prognozy oraz proponowanego scenariusza wydłużenia wieku emerytalnego oszacowałam to, jak będzie się kształtowała liczba osób w wieku produkcyjnym – od 18 roku życia do wieku emerytalnego w danym roku kalendarzowym (właściwego dla kobiet i mężczyzn) oraz osób w wieku poprodukcyjnym (czyli osób w wieku emerytalnym i wyższym). Wartości te pozwalają dodatkowo policzyć syntetyczny miernik stosowany przez demografów, czyli wskaźnik obciążenia demograficznego, mówiący nam ile osób w wieku poprodukcyjnym przypada na 100 osób w wieku produkcyjnym.
Wyniki tego oszacowania przedstawia załączony wykres:
Źródło: obliczenia własne na podstawie prognozy demograficznej GUS
Co z tego wykresu wynika? Po pierwsze, zaproponowana zmiana nie przyczyni się do wzrostu liczby osób w wieku produkcyjnym, a jedynie zahamuje tempo spadku tej liczby. O ile w 2010 r. takich osób było 24,5 miliona, to w 2035 r. będzie to około 22,5 miliona. Czyli nadal, w perspektywie ćwierćwiecza potencjalny zasób pracy zmniejszy się o około 2 miliony osób, czyli niemal o 10 proc.
Przyrastać będzie także liczba osób w wieku emerytalnym i wyższym – z około 6 milionów osób do około 8 milionów osób, a więc o jedną trzecią w stosunku do stanu dzisiejszego.
W konsekwencji, rósł będzie także wskaźnik obciążenia demograficznego. O ile w 2010 r. na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 25 osób w wieku poprodukcyjnym, to w 2035 r., w perspektywie ćwierćwiecza, liczba ta wzrośnie niemal do 36.
Prognozy te pokazują bardzo wyraźnie – zmiana zaproponowana przez Premiera Tuska jest konieczna, ale może okazać się zbyt wolno wdrażana, przy przeciwdziałać ujemnym skutkom procesu starzenia się ludności z perspektywy rynku pracy. Oznacza to również, że osoby młode nie powinny się martwić o swoje perspektywy na rynku pracy – jak pokazują prognozy coraz większy problem będą raczej mieli pracodawcy, aby znaleźć potrzebnych sobie pracowników. Można wręcz powiedzieć, że propozycja zawarta w expose jest rewolucyjna, ale jednak... za wolna by przeciwdziałać negatywnym konsekwencjom zmian demograficznych.
dr Agnieszka Chłoń-Domińczak związana jest ze Szkołą Główną Handlową. Od 2002 do 2008 pełniła funkcję dyrektora departamentu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, z przerwą w okresach od grudnia 2004 do listopada 2005 (gdy zajmowała stanowisko podsekretarza stanu w resorcie polityki społecznej) i w 2007 (gdy od stycznia do sierpnia była radcą w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego).
Od stycznia 2008 r. do lipca 2009 r. była wiceministrem pracy.
W latach 1997–1999 pracowała w Biurze Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Systemów Zabezpieczenia Społecznego jako analityk i wicedyrektor.
W 2009 została uhonorowana Nagrodą im. Andrzeja Bączkowskiego "za wysokie kwalifikacje, które łączy z wielkim zaangażowaniem w działaniach dla dobra publicznego".