Ofiary kryzysu

Nie ma pewności, że za dwa, trzy lata kolejny minister pracy znów nie zmieni wysokości składki przekazywanej do OFE. Jeśli jeszcze będą istniały

Publikacja: 12.01.2010 03:35

Gdyby resort pracy zaproponował, że obniża składkę do OFE o więcej niż połowę, dał mi szansę wyboru tego, co chcę robić z moimi oszczędnościami na starość, i równocześnie zmniejszył o 4 pkt proc. składkę emerytalną w ogóle, przekonałby mnie. Dałby mi nie tylko wolność wyboru sposobu inwestycji, ale też obniżyłby koszty pracy. Ale wówczas finanse publiczne nie byłyby na krawędzi załamania tak jak teraz, tylko nasz dług publiczny byłby europejskim liderem, tak jak teraz jest nim wzrost gospodarczy.

[wyimek]Obecne propozycje zmian w systemie emerytalnym nie budzą zaufania[/wyimek]

Gdyby Jacek Rostowski, minister finansów, przyznał, że mamy poważny problem z finansami publicznymi, a naszym celem jest szybkie przystąpienie do strefy euro i dlatego potrzebne są (na jakiś czas) zmiany w systemie emerytalnym, zmniejszenie składki do OFE po to, by ograniczyć dotację do II filara, a tym samym zmniejszyć dług publiczny, też bym zrozumiała i uwierzyła. Ale to oznaczałoby, że rząd musiałby powiedzieć, iż mamy problem z finansami publicznymi i że musimy go pokonać. Może nawet powinno się wówczas pojawić słowo „kryzys” zamiast powtarzanego „sukces”. Ale minister finansów tego nie robi. I dlatego pospieszne propozycje zmian w systemie emerytalnym nie budzą zaufania. Nie ma do nich dołączonych szczegółowych analiz finansowych i wskazania, z jakich powodów resort chce takich zmian. Jakie korzyści wynikają ze zmian dla ubezpieczonego, dla ZUS i dla budżetu. Nie ma szacunków, ilu z 14 mln członków OFE mogłoby skorzystać z propozycji.

Rząd jest w pewnym potrzasku i zamiast prowadzić poważną debatę na temat problemów finansów publicznych, pozwala swoim ministrom na rozprawianie się z jednym z segmentów rynku. A głównym argumentem przemawiającym za zmianą są różnice w stopie zwrotu z inwestycji i stopie zwrotu wynikającej z waloryzacji.

To fakt, że przy konstruowaniu reformy założono zbyt optymistyczny scenariusz gospodarczy i stąd dzisiaj szybko rosnąca „emerytalna” dziura w finansach publicznych. Prawdą jest też, że przez dziesięć lat nie podjęto uporządkowania systemu, nie wydłużono wieku emerytalnego. Równie ważne są argumenty, które nakłaniają do zmian w systemie emerytalnym po to, by zmniejszyć dług publiczny, jak i te, które przemawiają przeciwko gwałtownym zmianom. A jest to kwestia zaufania do państwa, do jego instytucji, do ludzkiego przyzwyczajenia, jaką część pieniędzy, z OFE będą mogły dziedziczyć nasze rodziny.

A poza tym jaką mam pewność, że za dwa, trzy lata kolejny minister pracy nie zmieni wysokości składki przekazywanej do OFE? Albo nie zaproponuje powrotu do w pełni budżetowego systemu?

Gdyby resort pracy zaproponował, że obniża składkę do OFE o więcej niż połowę, dał mi szansę wyboru tego, co chcę robić z moimi oszczędnościami na starość, i równocześnie zmniejszył o 4 pkt proc. składkę emerytalną w ogóle, przekonałby mnie. Dałby mi nie tylko wolność wyboru sposobu inwestycji, ale też obniżyłby koszty pracy. Ale wówczas finanse publiczne nie byłyby na krawędzi załamania tak jak teraz, tylko nasz dług publiczny byłby europejskim liderem, tak jak teraz jest nim wzrost gospodarczy.

Materiał Partnera
Zainwestuj w przyszłość – bez podatku
Materiał Partnera
Tak możesz zadbać o swoją przyszłość
Emerytura
Wypłata pieniędzy z PPK po 2 latach oszczędzania. Ile zwrotu dostaniemy
Emerytura
Autozapis PPK 2023. Rezygnacja to dobry pomysł? Eksperci odpowiadają
Emerytura
Emeryci ograniczają wydatki. Mają jednak problemy z długami