Podcast powstał we współpracy z PZU

Reklama
Reklama

Inwestowanie, wbrew pozorom, nie musi oznaczać ciągłego śledzenia notowań, analizowania wyników spółek i podejmowania szybkich decyzji o zakupie lub sprzedaży akcji. Alternatywą jest inwestowanie pasywne, które polega na odwzorowywaniu zachowania określonych aktywów. Mało tego: dzisiaj inwestowanie pasywne zyskuje coraz większe grono zwolenników.

– Dzięki inwestowaniu pasywnemu następuje pewnego rodzaju demokratyzacja inwestowania. Staje się ono bardziej dostępne dla wszystkich, niekoniecznie tylko dla specjalistów – podkreśla Jarosław Leśniczak. Dlaczego tak się dzieje?

W przeciwieństwie do funduszy aktywnych, których zarządzający próbują osiągać wyniki lepsze od rynku, fundusze pasywne mają za zadanie możliwie wiernie naśladować wybrany indeks (benchmark). Ich zaletą są niskie koszty, ponieważ inwestor nie płaci za rozbudowany proces selekcji poszczególnych spółek.

Na pierwszy plan wysuwają się tutaj przede wszystkim ETF-y, czyli fundusze notowane na giełdzie, które można kupować i sprzedawać analogicznie jak akcje. Na tej samej zasadzie działają fundusze indeksowe, które można kupić bezpośrednio na platformach inwestycyjnych oferowanych przez krajowe TFI, czyli instytucje finansowe zarządzające funduszami. Oba te rozwiązania łączy to, że inwestor nie musi samodzielnie wybierać najlepszych spółek spośród setek dostępnych na giełdzie. Za pomocą jednego produktu może uzyskać ekspozycję na cały indeks.

Kupić i nie ulegać emocjom

Nie oznacza to jednak, że wszystkie ETF-y czy fundusze indeksowe są takie same. Poszczególne fundusze mogą inwestować w akcje, obligacje, złoto czy inne surowce. Wybór konkretnego instrumentu powinien więc wynikać z celu inwestycyjnego i akceptowanego ryzyka.

Wiceprezes TFI PZU zwraca uwagę przede wszystkim na konieczność zachowania konsekwencji. – Początkujący inwestorzy często podejmują decyzje pod wpływem bieżących wydarzeń, co może prowadzić do kosztownych błędów. Najlepiej kupić i zapomnieć. Jeśli inwestujemy pasywnie, nie bądźmy zbyt aktywni – radzi Leśniczak.

Jak wyjaśnia, inwestorzy często kupują akcje podczas hossy, kiedy ich ceny są już wysokie, a sprzedają w okresach spadków. Tymczasem ani początkujący, ani doświadczeni uczestnicy rynku nie potrafią z pewnością przewidzieć momentu rozpoczęcia bessy czy kolejnego odbicia. Regularne, pasywne inwestowanie pozwala ograniczyć element emocji, który na giełdzie bardzo często jest złym doradcą.

Jak zbudować portfel ETF-ów?

Nie istnieje natomiast jeden uniwersalny portfel odpowiedni dla wszystkich inwestorów. Według Leśniczaka jego struktura powinna zależeć przede wszystkim od horyzontu inwestycyjnego oraz skłonności do ryzyka. – Osoby ostrożniejsze, a także potrzebujące pieniędzy w krótszym terminie, powinny rozważyć większy udział obligacji. Z kolei inwestorzy mający przed sobą wiele lat oszczędzania mogą pozwolić sobie na większą ekspozycję na akcje. Jednym z tradycyjnych rozwiązań jest strategia 60/40, zakładająca ulokowanie 60 proc. środków w akcjach i 40 proc. w obligacjach. Ta strategia ma za zadanie stabilizować nasz portfel. Najważniejsze jest jednak to, żeby przy wybranej strategii wytrwać – wskazuje wiceprezes TFI PZU.

Sam podział na akcje i obligacje nie musi jednak oznaczać korzystania tylko z dwóch ETF-ów (i analogicznie – funduszy indeksowych). Leśniczak sugeruje szerszą dywersyfikację. Część akcyjna mogłaby obejmować zarówno rynki rozwinięte, reprezentowane przez indeks MSCI World, jak i polską giełdę.

Choć MSCI World obejmuje około 1300 spółek z 23 państw rozwiniętych, około dwóch trzecich jego wartości przypada na Stany Zjednoczone. Istotne znaczenie mają w nim największe firmy technologiczne, korzystające między innymi z rozwoju sztucznej inteligencji.

Zdaniem Leśniczaka warto więc uzupełnić taki portfel polskimi akcjami. Argumentem pozostaje potencjał krajowej gospodarki oraz stosunkowo atrakcyjne wyceny giełdowych spółek. W części defensywnej, obok obligacji, można natomiast rozważyć złoto, które w niektórych sytuacjach kryzysowych może zachowywać się lepiej od papierów dłużnych.

Przy wyborze ETF-u znaczenie ma też wiarygodność emitenta i sposób zabezpieczenia ryzyka walutowego. Nawet jeśli amerykański indeks wzrośnie o 10 proc., polski inwestor posiadający fundusz bez zabezpieczenia walutowego może osiągnąć inny wynik z powodu zmian kursu dolara.

TFI PZU szykuje produkty pod OKI

Oferta ETF-ów na polskim rynku stopniowo się powiększa. Jak wskazuje Leśniczak, TFI PZU ma obecnie pięć produktów obejmujących główne klasy aktywów, w tym akcje globalne, polskie akcje i obligacje skarbowe. Pozwalają one zbudować między innymi wspomniany portfel oparty na strategii 60/40. TFI PZU planuje także kolejne rozwiązania pasywne. Jednym z kierunków są produkty dostosowane do planowanych Osobistych Kont Inwestycyjnych, czyli OKI. Zgodnie z założeniami programu inwestycje do 100 tys. zł mają korzystać z preferencji podatkowych, przy określonych warunkach dotyczących udziału krajowych aktywów.

– Zastanawiamy się, jak pomóc klientom i inwestorom, żeby mieli dobry produkt pod OKI – mówi Leśniczak. Wiceprezes TFI PZU przypomina także, że do końca 2026 r. ma obowiązywać promocja, w ramach której TFI PZU pokrywa opłaty za zarządzanie i pozostałe koszty funduszy ETF, co ma być dodatkowym argumentem, który uatrakcyjnia inwestowanie pasywne.

Za granicą pasywnie, w Polsce również aktywnie?

Czy rozwój ETF-ów oznacza, że tradycyjne fundusze aktywne stracą rację bytu? Leśniczak przekonuje, że oba modele mogą się uzupełniać.

– Jeśli inwestujemy w aktywa zagraniczne, to pewnie warto pasywnie. W aktywa na polskim rynku kapitałowym, polskie akcje i obligacje, zwykle lepiej popłaca podejście aktywne – ocenia.

Tłumaczy to różnicami w efektywności rynków. Największe spółki amerykańskie są analizowane przez inwestorów z całego świata, dlatego zarządzającym trudno znaleźć przewagę nad indeksem. W Polsce, jak argumentuje, sytuacja wygląda inaczej. Mniejsza efektywność rynku pozwala zarządzającym wykorzystać znajomość lokalnych spółek, ich zarządów i sektorów gospodarki. Nie przekreśla to jednak sensu krajowych ETF-ów. Ich największą zaletą pozostaje prostota, dzięki której inwestor nie musi ani samodzielnie analizować poszczególnych spółek, ani poszukiwać zarządzającego zdolnego regularnie pokonywać rynek. Ostatecznie najważniejsze jest dopasowanie strategii do własnych potrzeb i konsekwencja w jej realizacji.

Podcast powstał we współpracy z PZU