Podcast powstał we współpracy z PZU

Myśląc o emeryturze, Polacy wciąż w pierwszej kolejności wskazują ZUS. Tymczasem – jak podkreśla Julia Dyduch, dyrektor ds. Programów Emerytalno-Oszczędnościowych W TFI PZU – przyszłe dochody po zakończeniu aktywności zawodowej powinny pochodzić z kilku źródeł. Obok ZUS warto więc budować kolejne „szufladki”: PPE, PPK, IKE czy IKZE. W niedalekiej przyszłości do inwestycyjnego instrumentarium dołączy również OKI.

Emerytura to nie tylko ZUS

Zdaniem Julii Dyduch myślenie o pieniądzach na emeryturze wyłącznie przez pryzmat świadczenia z ZUS jest zbyt wąskie. – Emerytura to okres naszego życia, kiedy nie będziemy już pracować albo będziemy pracować mniej, ale nadal będziemy chcieli mieszkać, podróżować, pomagać naszym dzieciom, chodzić do restauracji. To kosztuje – mówi Julia Dyduch.

W jej ocenie drugim, po ZUS, elementem systemu powinny być przede wszystkim programy pracownicze – PPE (pracownicze programy emerytalne) albo PPK (działające od 2019 r. pracownicze plany kapitałowe). Ich największą zaletą jest to, że pracownik nie oszczędza sam. Do gromadzonego przez niego kapitału dokłada się pracodawca, a w przypadku PPK również państwo.

W PPK pracownik wpłaca co do zasady 2 proc. wynagrodzenia, a pracodawca co najmniej 1,5 proc. Do tego dochodzi wpłata powitalna i dopłaty roczne finansowane z Funduszu Pracy. Pracodawca może też zwiększyć swoją wpłatę. W PPE sytuacja jest dla pracownika jeszcze korzystniejsza, bo podstawową składkę finansuje pracodawca.

Dyduch przekonuje, że rezygnacja z tych rozwiązań oznacza w praktyce rezygnację z dodatkowych pieniędzy. – Jeśli zobaczymy 100 zł na chodniku, schylimy się i je podniesiemy. Ale jak mamy to samo dostać w PPK, to raptem się okazuje, że znakomita część ludzi z tego rezygnuje – zauważa.

Źródłem niechęci do PPK są jej zdaniem przede wszystkim brak wiedzy oraz brak zaufania do systemu emerytalnego. Zaznacza jednak, że porównywanie PPK z OFE jest nieuzasadnione. Środki zgromadzone w PPK są prywatne, podlegają dziedziczeniu i w określonej formule można z nich skorzystać również przed emeryturą.

IKE i IKZE – emerytura we własnych rękach

Kolejnym poziomem budowania długoterminowego kapitału są IKE (indywidualne konta emerytalne) i IKZE (indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego). W przeciwieństwie do PPK czy PPE tutaj oszczędzający musi już sam finansować wpłaty. W zamian otrzymuje jednak preferencje podatkowe. W przypadku IKE główną korzyścią jest możliwość uniknięcia 19-proc. podatku od zysków kapitałowych, o ile spełnione zostaną ustawowe warunki wypłaty. IKZE działa inaczej – wpłaty można odliczać od dochodu w rocznym rozliczeniu PIT, dzięki czemu korzyść podatkowa pojawia się na bieżąco.

– IKE chroni nasze przyszłe zyski przed podatkiem Belki, a IKZE jest takim opakowaniem podatkowym, które pozwala nam na bieżące odliczanie wpłat od naszego dochodu – tłumaczy Julia Dyduch.

Nie oznacza to jednak, że IKE i IKZE są rozwiązaniami wyłącznie dla osób dobrze znających rynek finansowy. Jak podkreśla ekspertka, są to jedynie „opakowania”, wewnątrz których mogą znajdować się bardzo różne instrumenty. Osoba unikająca ryzyka może wybrać rozwiązanie oparte na lokacie bankowej. Bardziej doświadczeni inwestorzy mogą korzystać z rachunków maklerskich, samodzielnie wybierając akcje czy ETF-y. Pomiędzy tymi skrajnościami znajdują się fundusze inwestycyjne, w tym fundusze cyklu życia. Te ostatnie automatycznie zmieniają strukturę inwestycji wraz z wiekiem oszczędzającego. W młodszym wieku większa część portfela może być inwestowana w akcje, a wraz ze zbliżaniem się do emerytury strategia staje się ostrożniejsza.

Przy wyborze IKE lub IKZE warto zwracać uwagę nie tylko na instytucję finansową, ale również na koszty. Dyduch przypomina, że nawet różnica rzędu 0,5 czy 1 pkt proc. może po wielu latach istotnie wpłynąć na końcową wartość oszczędności. Warto więc sprawdzać opłaty za otwarcie rachunku, wpłaty czy zarządzanie.

Co więc wybrać: IKE czy IKZE? Zdaniem ekspertki najlepiej nie traktować ich jako konkurencyjnych produktów. – Najlepiej i jedno, i drugie – przekonuje Dyduch. Każde z nich daje bowiem inny rodzaj korzyści. IKZE może być szczególnie atrakcyjne dla osób osiągających wyższe dochody i rozliczających się według wyższej stawki podatkowej (32 proc.), ponieważ uzyskują one większą korzyść z odliczenia, zdecydowanie przekraczającą zryczałtowany 10-proc. podatek pobierany na koniec inwestycji. Dyduch zwraca jednak uwagę, że produkt ten może być opłacalny również dla osób objętych niższą stawką. Dobrym rozwiązaniem może być reinwestowanie zwrotu podatkowego i wpłacanie go ponownie na IKZE. – Większą elastyczność zapewnia z kolei IKE. Umożliwia ono częściowy zwrot środków, podczas gdy w IKZE przed spełnieniem warunków wypłaty konieczny jest zwrot całości, który może dodatkowo wpłynąć na rozliczenie podatkowe – mówi Dyduch.

OKI na horyzoncie

Do systemu oszczędzania ma dołączyć również OKI, czyli osobiste konto inwestycyjne. Zdaniem Dyduch nie powinno być ono traktowane jako bezpośrednia konkurencja dla IKE czy IKZE. Nowe rozwiązanie, które pojawi się na rynku z początkiem 2027 r., ma oferować atrakcyjną ulgę podatkową i większą elastyczność, przez co może posłużyć do budowania poduszki finansowej oraz inwestowania na cele krótsze niż emerytura. Kluczowe pozostaje jednak samo rozpoczęcie oszczędzania. Nie trzeba od razu wykorzystywać wszystkich dostępnych limitów ani wpłacać dużych kwot regularnie.

– Nawet małe wpłaty w długim horyzoncie czasowym przynoszą bardzo dobre rezultaty – podkreśla Julia Dyduch. Jak dodaje, środków zgromadzonych na emeryturę „nigdy za wiele”. – Przecież wtedy w końcu będziemy mieli czas. Nie bójmy się więc „skrótowców” produktowych – mówi Dyduch.

Podcast powstał we współpracy z PZU