Liczba otwartych (i nie zawsze regularnie zasilanych) IKE i IKZE jest wciąż niewielka i wynosi odpowiednio 820 tys. IKE (i blisko 5 mld zgromadzonych na nich oszczędności) oraz niecałe 500 tys. IKZE (na których zgromadzono jedynie 150 mln zł). Jednym słowem oba produkty nie podbiły serc Polaków

Warto zastanowić się dlaczego IKE i IKZE nie należą do popularnych produktów inwestycyjnych.

Przyczyn tej sytuacji szukałbym w potencjalnych ograniczeniach obu produktów. Można zaliczyć do nich wysokie koszty, brak zaufania do instytucji finansowych, długoterminowy charakter inwestycji czy limity dla inwestycji. W rzeczywistości wskazane trzy elementy, generalnie stanowią o słabości właściwie wszystkich długoterminowych produktów inwestycyjnych w Polsce.

Próbując podsumować wszystkie te ograniczenia można by powiedzieć, że inwestorzy nie są zainteresowani inwestowaniem w IKE i IKZE bo:

1. Za niskie są roczne limity dla obu tych inwestycji (łącznie to ponad 15 tys. złotych).

2. Z inwestowaniem w IKE i IKZE łączą się zbyt wysokie koszty.

3. Nie ma sensu inwestować długoterminowo, bo na takich inwestycjach można wyłącznie stracić.

Żadna tych opinii nie jest do końca prawdziwa i w stosunku do każdej można wskazać silny argument przemawiający za sensownością inwestowania z wykorzystaniem obu produktów.

Najtrudniej jest dyskutować z pierwszym z przedstawionych powyżej argumentów. To co dla jednego jest kwotą za niską dla innego jest absolutnie nieosiągalnym limitem. Można by się zgodzić się z argumentem niskich limitów jeżeli będziemy analizować oba te produkty odrębnie. Łączny limit dla inwestycji w IKE i IKZE wynoszący 16 tys. złotych pozwala nam już jednak spojrzeć na oba produkty nieco inaczej. Niestety niewiele z instytucji finansowych oferujących IKE i IKZE łączy obie oferty. W efekcie nie zawsze informacja jak wyżej jest dostarczana inwestorom.

Drugi ze wskazanych powyżej argumentów jest niestety prawdziwy. Zgadzam się z poglądem, że IKE i IKZE obciążone bywają zbyt dużymi kosztami, w efekcie potencjał zysku jaki oferują inwestorom często nie jest duży. Jednocześnie chciałbym jednak wskazać pewne rozwiązanie, dzięki któremu koszty mogą zostać istotnie obniżone, a tym samym inwestor na inwestycji w IKE i IKZE ma szansę zarobić więcej. Takim rozwiązaniem może być np. zaangażowanie pracodawcy i wykorzystanie formuły, która mozolnie i wciąż zaskakująco wolno „przebija się na rynku". Mam tutaj na myśli koncepcję „firmowego IKE / IKZE". W ramach tej formuły pracodawcy umożliwiają swoim pracownikom oszczędzanie w IKE i IKZE, podobnie jak czynią to z tzw. ubezpieczeniami dobrowolnymi. W takim przypadku pracodawca udostępnia pracownikom „wynegocjowany" wcześniej z instytucją finansową produkt, którego warunki znacznie odbiegają do rynkowych, a mówiąc precyzyjnie produkt o znacznie niższych kosztach oraz większej transparentności. Pierwsze doświadczenia wskazują, że bez wątpienia w każdej organizacji znajdzie się grupa pracowników, którzy docenią tego typu działanie ze strony pracodawcy.

Przy tej okazji powtórzę (co staram się czynić systematycznie) moją ulubioną tezę, że bez wsparcia pracodawców nie będziemy w stanie zbudować w Polsce silnego III filara systemu emerytalnego. Nie jestem oczywiście naiwny. Pracodawcy zaangażują się IKE i IKZE tylko wtedy, gdy będą dzięki temu mogli osiągnąć własne (logiczne i racjonalne) cele. W efekcie część z nich nie będzie w ogóle zainteresowana taką rolą. Z pewnością znajdą się jednak i takie firmy, które z możliwości oferowanych przez IKE i IKZE skorzystają. Firmy będą aangażować się w takie działania, widząc w nich szanse na wzmocnienie swoich relacji z pracownikami, czyli na budowanie odpowiedniego wizerunku i szerzej „kultury organizacyjnej".

Ostatni argument „przeciwników" IKE i IKZE jest również „ciężki" do obalenia. Po pierwsze opisuje zjawisko z którym wszyscy mamy do czynienia na co dzień, a więc sytuację, w której korzyści z oferowania produktów inwestycyjnych czerpią głównie instytucje finansowe, a interesy inwestora są na dalszym planie i nie zawsze właściwie zabezpieczone. Przekonujemy się o tym codziennie, słysząc o kolejnych sprawach sądowych wytaczanych instytucjom przez rozgoryczonych klientów, kolejnych rekomendacjach Komisji Nadzoru Finansowego, czy interwencjach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Niestety, w praktyce wciąż nikomu nie udaje się z tym problemem skutecznie poradzić.

W tym miejscu ponownie odwołam się do konstrukcji „dobrych" IKE i IZKE, np. wspomnianych powyżej „firmowych IKE i IKZE". W ich przypadku z pewnością znajdziemy bowiem takie, które w sposób rozsądny godzić będą zarówno interes instytucji finansowej jak i inwestora. W efekcie przyjmijmy, że o potencjale zysku decydować musimy sami, wybierając mądrze lub mając szansę skorzystać ze wsparcia, doświadczenia i zaangażowania naszego pracodawcy.

Podsumowując, IKE i IKZE wydają się sensowną ofertę, ale wymagają uwagi i czasu poświęconego na właściwy wybór partnera i zrozumienie wszystkich istotnych dla inwestora ograniczeń. Jeżeli jednak tak właśnie postąpimy będziemy mieli szansę skorzystać z zachęt fiskalnych niedostępnych dzisiaj w żadnym innym produkcie inwestycyjnym. Jeżeli dodatkowo w proces inwestowania zaangażuje się nasz pracodawca szansa na odpowiednio dobry produkt i przyszłe zyski znacząco wzrosną.

No i na koniec – tak dla zasady, by o tym nie zapominać rozważając „za i przeciw" inwestowaniu długoterminowemu – świat państwowych emerytur odchodzi do przeszłości. Znany nam z przeszłości model finansowania emerytur ze składek (podatków) pracujących, z pewnością nie zagwarantuje emerytur, jakie otrzymują dzisiaj Niemcy, czy Szwajcarzy (i to również Ci, którzy na emeryturę „zdążyli" przejść kilkanaście lat temu). Nie spodziewajmy się kolejnej generacji baby boomers. W efekcie nie widać już wielu „chętnych", na finansowanie ze swoich dochodów „dostatnich" emerytur dzisiejszych 40 i 50-latków. Jeżeli liczyć będziemy wyłącznie na system obowiązkowy (państwo) musimy w efekcie założyć, że prawdopodobnie emerytury z niego wypłacane będą znacznie niższe od naszych oczekiwań. Z tej perspektywy dla indywidualnego oszczędzania właściwie nie ma żadnej alternatywy.