Budowanie ceny dzieła to bardzo złożony proces

Marcin Zawicki "II" 2018, olej, płótno, 100×100 cm, dzięki uprzejmości Galerii m2
Marcin Zawicki "II" 2018, olej, płótno, 100×100 cm, dzięki uprzejmości Galerii m2
dsf

Inwestycja w dzieła młodego, rokującego artysty jest porównywalna do lokowania pieniędzy we wschodzącą spółkę giełdową.

O tym, że nasz rynek sztuki jest w fazie rozwoju, wiadomo nie od dziś. I że reguły gry nie zawsze są przejrzyste też wiadomo. Zarówno galerzyści, jak i sami artyści nie zawsze są wobec siebie fair. Jedni zalegają z płatnościami, a drudzy mimo wcześniejszych ustaleń sprzedają bezpośrednio z pracowni. Do tego dochodzi jeszcze trzeci gracz – kolekcjoner.

– W Polsce niestety nadal, zdarza się bardzo często coś czego na rozwiniętym zachodnim rynku sztuki po prostu nie ma – kolekcjonerzy świadomie omijają pośredników i z oszczędności czy chęci samodzielnych poszukiwań docierają bezpośrednio do artysty. A artysta… cóż, musi się utrzymać. To jednak bardzo zaburza – nie chodzi tylko o brak spójności cen na rynku – bo przy młodych artystach te kwoty nie są i nie mogą być duże. Chodzi o najcenniejszą rzecz, czyli o relacje. Galeria przestaje inwestować, a kolekcjonerzy wkrótce zapominają o artyście – mówi Magdalena Mielnicka właścicielka wrocławskiej mia Art Gallery, autorka spektakularnych wystaw twórczości Magdaleny Abakanowicz, ostatnio w Galerii w wałbrzyskiej Starej Kopalni.

Warto na przykładzie tej wybitnej artystki przybliżyć siermiężne lata 50., w których Abakanowicz żyła i tworzyła. Jako studentka, żeby mieć na rachunki oddawała krew. Jej słynne na całym świecie abakany – gigantyczne tkaniny powstawały na dziesiątym piętrze w jednym pokoju. Chodziła nad Wisłę, zbierała stare liny, wyciągała nici, farbowała i z nich tkała. Abakany mogła zwinąć w niewielką paczkę, żeby zmieściły się w blokowej windzie. Miała to szczęście, że mogła uczestniczyć w spotkaniach w maleńkim mieszkaniu Henryka Stażewskiego. Przysłuchiwała się dyskusjom najmocniejszych tego czasu myślicieli, poetów, artystów, dochodząc do własnych wniosków. To była najlepsza szkoła. Oczywiste jest, że każde kolejne pokolenie różni się od poprzednich.

Zmieniają się okoliczności tworzenia, możliwości technologiczne, zwłaszcza w dobie internetu. Zdaniem Magdaleny Mielnickiej współczesny młody artysta jest zarzucony śmietnikiem pozornych inspiracji, szuka treści wielowątkowej, jest torpedowany trendami, sukcesami i poszukiwaniami innych. Miesza instagram z pracownią, preformence z ekshibicjonizmem. Lubi i chce dobrze i wygodnie żyć. Pracownie są raczej ciepłe, farby dostępne, papier czy płótno są oczywistością. I nie ma w tym nic złego. Pozostają proste pytania: Czy bycie artystą jest wciąż rozumiane jako powołanie jedynie dla wybranych. Czy to wciąż misja? Czy najważniejszym wyzwaniem w sztuce jest prawda, szczerość wobec własnych poszukiwań, wewnętrzny rozwój artysty? Co aktualna sztuka wnosi w życie zwykłego człowieka?

Kamil Kukla „17WAM” 2017, olej, płótno, 140×120 cm, dzięki uprzejmości Galerii m2

Agent potrzebny od zaraz

Co roku przybywa kilka tysięcy absolwentów uczelni artystycznych. Oprócz talentu, szczęścia potrzebny jest marszand, kurator, agent, który zadba o ich przyszłość w kontekście instytucjonalno-rynkowym.

– Nawet najbardziej zdolny artysta bez zainteresowania ze strony kuratorów, krytyków sztuki, galerzystów, nie będzie w stanie zaistnieć w świecie sztuki. To obecność artysty na ważnych wystawach instytucjonalnych, jego pokazy indywidualne w liczących się galeriach, prezentacja prac na targach, wydane katalogi, wygrane prestiżowe konkursy artystyczne czy zakupy jego prac do poważnych kolekcji budują stabilną pozycję twórcy – mówi Karolina Nowak-Sarbińska, Art advisory.

Stabilna pozycja przekłada się na ceny prac teraz i w przyszłości. Jeżeli zdecydujemy się na zakup obrazu młodego, rokującego artysty, to taką inwestycję powinniśmy porównać do lokowania pieniędzy we wschodzącą spółkę giełdową. Może zarobimy wiele, może nic.

– Obserwuję rynek od ponad 15 lat i moim zdaniem można przewidzieć, że jeśli młody artysta rozpocznie współpracę na wyłączność z galerią rynku pierwotnego, to ceny jego prac wzrosną dwukrotnie. Niestety, ten wzrost wartości nie zawsze przekłada się na płynność tych inwestycji. Swoim klientom rekomenduję minimum siedmioletni horyzont inwestycyjny w przypadku młodych twórców. Dlatego też zawsze należy kupować tylko te prace, które nam się po prostu podobają – dodaje Karolina Nowak-Sarbińska.

Czas weryfikuje, czy była to tylko moda na konkretnego artystę, czy faktycznie został uznany i doceniony jego talent. Pod warunkiem że nie rozmieni się na drobne i będzie konsekwentny w swoich działaniach.

Co do udziału w aukcjach młodej sztuki, które prowadzą nie tylko największe domy aukcyjne takie jak Desa Unicum czy Sopocki Dom Aukcyjny zdania są podzielone. Nie dla wszystkich artystów, z różnych powodów okazuje się to korzystne. Promocją zajmują się przede wszystkim galerie. Zdaniem Leszka Czajki, właściciela warszawskiej Galerii Wizytującej, rynek przestał mieć charakter przypadkowy.

Dla kariery zwłaszcza debiutujących artystów bardzo ważna jest obecność na rynku galeryjnym. To przesunięcie w postrzeganiu galerii jako głównego miejsca promującego artystę jest istotnym i już oczywistym elementem w procesie promocji młodych twórców. Wielu z nich docenia tę współpracę.

Zdaniem Bartosza Kokosińskiego, czterokrotnego lidera KMS, warto współpracować z galeriami, marszandami i ogólnie życzliwymi specjalistami, ponieważ jest wiele sytuacji przy organizacji wystaw, sprzedaży, współpracy z domami aukcyjnymi, egzekwowaniu droit de sute, rekompensacie za uszkodzenie prac i dziesiątkami zaskakujących sytuacji niewiele mających wspólnego z tworzeniem. Współpraca jest równie istotna przy docieraniu ze swoją twórczością do odbiorców, ale jest to już bardziej oczywista kwestia.

– Wszyscy poszukujemy i oczekujemy nowego „Sasnala”. Zaistnienie w świecie sztuki jest złożonym procesem marketingowo medialnym i niełatwo jest zdobyć szybko wysoką pozycję. Można śmiało powiedzieć, że bez instytucjonalnego wsparcia, pomocy dilerów, krytyków i kuratorów nawet najbardziej obiecujący talent ma małe szanse.

Sztuka się zinstytucjonalizowała. Zapewne dlatego słowa „diler’ i „kurator” budzą w części środowiska bunt, są odrzucane i deprecjonowane. Zderza się tu archaiczne przekonanie o wyjątkowości i posłannictwie artysty z całkiem naturalną potrzebą sukcesu i pieniędzy.

Wyraźna jest też linia podziału – krytykami są ci, którzy nie mają wystaw, nie są zapraszani, nie uczestniczą w publicznych imprezach, natomiast ci, którym udało się wejść do obiegu sztuki, nawet jeżeli nie akceptują zbyt ostrych reguł poddają się im nie mając alternatywy – mówi Paweł Sosnowski, warszawska galeria Propaganda.

Kto jest kupowany

Sztuka pokolenia z lat 90. ma już wyrobioną markę.

– Tacy artyści jak Monika Sosnowska, Paweł Althamer czy Aneta Grzeszykowska są już młodą klasyką. Pojawia się nowe grono młodych zdolnych twórców. Po pierwszych sukcesach, niektórzy kupowani są już za dość duże pieniądze, do tej grupy należy Agata Kus (wielkoformatowe prace ponad 20 tys. zł). Osiągane ceny są potwierdzeniem lokalnej pozycji artysty, ale ugruntowanie jej ma już miejsce w międzynarodowym obiegu. Wielu młodym to się udaje – mówi Leszek Czajka.

Dokonania artystów z KMS, zwłaszcza czołówki, należą do najbardziej poszukiwanych przez kolekcjonerów, niektórzy uzupełniają swoje zbiory, inni skupiają się tylko na młodych. Od lat stałe grono wielbicieli mają tacy artyści jak Bartosz Kokosiński, Ewa Juszkiewicz, Katarzyna Karpowicz, Irmina Staś, Karolina Jabłońska, Martyna Czech, Mariusz Tarkawian.

W najnowszej multimedialnej sztuce nie ma jednego obowiązującego stylu. Programowe zróżnicowanie galerii zapewnia wszystkim, nawet najbardziej specyficznym artystom dostęp do rynku. Na przykład krakowska Art Agenda Nova promuje m.in. Mikołaja Starowieyskiego (2–15 tys. zł), absolwenta słynnej „Kowalni”, pracowni rzeźby na warszawskiej ASP.

– Choć nie jest już debiutantem, to wciąż pozostaje nie do końca rozpoznany jako artysta. Również postać Andrzeja Żygadło (5–18 tys. zł) jest przykładem artysty u progu długoletniej kariery, łączy w sobie wiele pozornie sprzecznych elementów, doskonały warsztat, realistycznego malarza, który ujmie osoby ceniące sobie te wartości w malarstwie, z tendencją do redukcji, minimalizmu, interesującą ideą dekonstrukcji. Historyczną narrację z elementami wykreowanymi, fikcyjnymi – mówi Małgorzata Gołębiewska, właścicielka galerii Art Agenda Nova.

We wrocławskiej galerii Arttrakt najchętniej kupowanymi młodymi artystami są: Dawid Czycz (3–7 tys. zł), Michał Gątarek (2,5–5 tys. zł) i Ewa Goral (3,5–5 tys. zł). – Ich prace są przystępniejsze cenowo niż prace klasyków czy artystów bardziej znanych. Są kupowane, bo się podobają, to jest główny motyw, a aspekt inwestycyjny nie jest tak istotny. Niektórzy nie kupują dokonań debiutantów, bo to ich zdaniem niepewna inwestycja, nie wiadomo czy taki człowiek się gdzieś po drodze nie pogubi, nie zniknie – mówi Ida Smakosz-Hankiewicz, właścicielka Artraktu.

W krakowskiej Fresz Gallery, skupionej przede wszystkim na młodych twórcach najbardziej wziętymi artystami są Olga Pawłowska (2– 4 tys. zł) i Michał Cygan (4–8 tys. zł).– Zawsze zachęcamy naszych artystów do udziału w konkursach krajowych i zagranicznych. Nagrody i wyróżnienia czy też udział w wystawach konkursowych mają bezpośredni wpływ na podbicie wartości artysty na rynku, na zwiększenie zainteresowania i przyciągnięcie uwagi kolekcjonerów – mówi Rafał Gołąb z Fresz Gallery.

Mariusz Tarkawian „Pokój i miłość”, marker olejowy na sklejce, 120 x 750 cm, detal, 2016, dzięki uprzejmości galerii Propaganda

Budowanie ceny

Budowanie ceny jest procesem niezwykle złożonym i wymagającym wielkiego wyczucia.

– Obraz nie może być zbyt tani ani zbyt drogi. Początkującym artystom staramy się pomóc przy wycenie ich prac, bierzemy pod uwagę wykształcenie, osiągnięcia, technikę i wielkość prac. W ich promowaniu warto się zastanowić nad klientem docelowym – jednych interesuje konkretna stylistyka/tematyka, inni patrzą na osiągnięcia artysty i kwestie inwestycyjne, są również różne preferencje klientów w różnych krajach, trzeba dotrzeć do właściwych. Kwestie finansowe to również kwestia indywidualna, ale jak wiadomo – promocja artysty jest inwestycją galerii – im bardziej się zwraca, tym większe środki można przeznaczyć na dalszą promocję – dodaje Rafał Gołąb.

Zdaniem Magdaleny Mielnickiej należy uważać, żeby nie wpaść w pułapkę bycia tzw. overpromised. Bo jeśli prace dobrze zapowiadającego się młodego artysty są zbyt niskie, to świadczy to o kompleksach lub braku świadomości elementarnej, wręcz technicznej wyceny dzieła, a jeśli zbyt wysokie w kontekście własnego rynku, to albo zupełnie są pomijane przez kupujących teraz albo nie będzie progresu w przyszłości.

Ceny na rynku sztuki – to wynik wielu elementów, w tym kondycji i potencjału artysty, jego rozwoju na osi czasu, ale też technicznej strony dzieła, jego specyfiki. Powinna być opracowana strategia obecności na rynku sztuki m.in. należy bardzo dbać o historię aukcyjną, żeby ceny nie były zbyt niskie, poza tym zbyt obfita i intensywna obecność w internecie, też nie jest wskazana.

Twórczość jest tajemnicą. Wymaga spokoju i skupienia. Po to są kumulacje – wystawa, wydarzenie – wtedy pokazujemy myśl. W fazie tworzenia trzeba ją chronić. Dbać jak o płomień – mówi Magda Mielnicka.

Kama Zboralska – ekspert rynku sztuki, współautorka Kompasu Sztuki i Kompasu Młodej Sztuki

Dyrektor programowy Warszawskich Targów Sztuki, kurator warszawskiej Galerii (-1) PKOI. W dowód uznania za działalność w dziedzinie sport i sztuka PKOI wyróżnił Kamę Zboralską srebrnym i złotym medalem „Za Zasługi dla Polskiego Ruchu Olimpijskiego”. Autorka cyklu książek „Sztuka inwestowania w Sztukę. Przewodnik po galeriach” (pierwszy tom wyróżniony przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek w konkursie na najpiękniejszą książkę roku 2003), albumu „Galeria (-1) Polski Komitet Olimpijski. Wystawy sztuki współczesnej 2006–2016″ (2016) oraz współautorka zbiorowej publikacji „Olimpijskie konkursy sztuki. Wawrzyny Olimpijskie” (PKOI, 2012). Prowadzi wykłady na Wydziale Sztuki Mediów w warszawskiej ASP.

Jak powstał ranking młodych artystów

Kompas Młodej Sztuki ukazuje się w „Rzeczpospolitej” od 2008 r. Obecna edycja jest XVIII. Poprzednie były publikowane w latach: 2008, 2010, 2012, 2013, 2014, 2015, 2016 i 2017.

Lista młodych artystów do 35. roku życia, obejmująca w tym roku 203 nazwiska, jak zwykle została ułożona przez przedstawicieli czołowych polskich galerii sztuki współczesnej: komercyjnych oraz publicznych, specjalizujących się w promocji sztuki (w podobnej proporcji).

W tym roku uczestniczyło w tym 71 renomowanych placówek, m.in. CSW Zamek Ujazdowski, Foksal, BWA Zielona Góra, poznański Arsenał, Galeria Biała, Galeria Bielska, CSW Łaźnia oraz komercyjne: Galeria Starmach, Zderzak, lokal 30, Galeria Le Guern, Galeria m2, Artemis, Propaganda itd. Dołączyły dwie galerie krakowskie – FAIT i Potencja – oraz poznańska Rodríguez Gallery oraz warszawska HOS.

Szefowie bądź właściciele galerii zgłaszali po pięć nazwisk, kierując się osiągnięciami artystów (wystawami, publikacjami itp.). Twórca wymieniony jako pierwszy otrzymywał 5 punktów, drugi – 4, trzeci – 3 itd. Suma punktów decydowała o ostatecznej pozycji w rankingu.

Nazwiska są wybierane spośród tysięcy absolwentów szkół plastycznych. Corocznie akademie kończy około 2 tys. osób. Warto zwrócić uwagę, jak głosowały galerie komercyjne i publiczne, czy przy wyborze bardziej doceniany był wątek merkantylny czy artystyczny.

Wystawa konkursowa

Podczas wernisażu wystawy pokonkursowej prezentującej prace czołówki KMS 2018 13 grudnia 2018 r. o godz. 19 (wystawa czynna do 19 grudnia) w warszawskiej Galerii (-1) Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Centrum Olimpijski będzie wręczona I nagroda KMS w wysokości 10 tys. zł Bartoszowi Kokosińskiemu. Fundatorem jest Bank Millennium – Mecenas Kompasu Młodej Sztuki.

Podczas imprezy kwotą 5 tys. zł za spektakularny progres w rankingu nagrodzona zostanie Irmina Rusicka, która w zeszłym roku zajmowała ostatnie miejsce, a w KMS 2018 ósme. Nagrodę ufundowała firma FutureNet.

Jak mówi jeden z założycieli portalu FutureNet Roman Ziemian, sztuka to dziedzictwo, o które trzeba dbać. Jego zdaniem dzisiaj kultura idzie w parze z komercjalizmem. Jednak sztuka najwyższych lotów nie ma z biznesem nic wspólnego. – Dlatego to my, ludzie biznesu, musimy ją wspierać. Wraz z moim wspólnikiem Stephanem Morgensternem ufundowaliśmy pierwsze w historii powojennej Polski skrzypce Stradivariusa – dodaje.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Dwurnik zastąpi na aukcjach Kossaków

Antykwariusze zaczęli skupować na świecie wczesne dzieła Dwurnika, by oferować je na naszym rynku. ...

Monety po kilkaset tysięcy złotych

Podajemy ceny wybranych numizmatów sprzedanych na aukcji Antykwariatu Michała Niemczyka, jaka odbyła się 22 ...

Aukcyjne niespodzianki

Pod młotek trafią obrazy z legendarnej wystawy w USA W listopadzie padł rekord: odbyło ...