Talent nie zawsze wystarcza

Elżbieta Łydżba-Karpowicz – biegły sądowy, rzeczoznawca, właścicielka Galerii Sztuki Współczesnej w Częstochowie. Promotorka sztuki, art konsultant, zajmuje się także budowaniem kolekcji dzieł sztuki. Absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie i Akademii Biznesu i Zarządzania Vistula w Warszawie. Aktualnie studiuje na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Jana Długosza w Częstochowie, Katedra Malarstwa
Elżbieta Łydżba-Karpowicz – biegły sądowy, rzeczoznawca, właścicielka Galerii Sztuki Współczesnej w Częstochowie. Promotorka sztuki, art konsultant, zajmuje się także budowaniem kolekcji dzieł sztuki. Absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie i Akademii Biznesu i Zarządzania Vistula w Warszawie. Aktualnie studiuje na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Jana Długosza w Częstochowie, Katedra Malarstwa
Justyna Warwas

Warto postawić na artystę, który ma pasję, determinację i szuka własnego stylu – mówi Elżbieta Łydżba-Karpowicz, biegły sądowy ds. sztuki.

Nie wszyscy chyba wiedzą, że istnieje taka profesja jak biegły sądowy ds. sztuki. Czy są ścisłe specjalizacje w tej dziedzinie?

Faktycznie, wiele osób jest zaskoczonych, że można powołać biegłego sądowego zajmującego się tak trudnym, mało transparentnym obszarem, jakim jest sztuka. Wśród nich są konkretne specjalizacje: wycena dzieł sztuki współczesnej, dawnej, ocena autentyczności obiektów itd. Niektórzy działają w bardzo zawężonych dziedzinach – np. zajmują się wyceną obiektów sakralnych, zegarów, numizmatów, precjozów itd. Ja mam uprawnienia w zakresie „wyceny obiektów dzieł sztuki wykonanych po 1945 roku”. Moja kadencja trwa pięć lat (później muszę złożyć wniosek o jej przedłużenie), w tym czasie nie mogę odmówić pracy na rzecz sądu, policji czy prokuratury, chyba że istnieją przesłanki, które w tej konkretnej sytuacji uniemożliwiają mi obiektywne wydanie opinii. Kodeks mówi o trzech kategoriach biegłych sądowych; biegli ad hoc – powołani do konkretnej sprawy, instytucje naukowe lub biegli sądowi, czyli osoby wpisane na listę sądu okręgowego.

Warto sprawdzić: Najlepsi młodzi artyści. Kompas Młodej Sztuki 2019

Ale obsługuje też pani prywatnych klientów? Z jakimi sprawami najczęściej się zgłaszają?

Jeżeli pracuję dla sądu, to zajmuję się wydawaniem opinii, ekspertyz, wyceny; udzielam konsultacji, wyjaśnień w trakcie postępowania procesowego lub administracyjnego. W trakcie postępowania przygotowawczego wydaję także opinie pozasądowe, np. na zlecenie prywatne jednej ze stron postępowania procesowego, ale wtedy występuję w roli rzeczoznawcy. Taki tytuł przysługuje mi w sprawach poza działaniem w wymiarze sprawiedliwości. A z jakimi sprawami się zgłaszają? Przede wszystkim są to osoby, które chcąc uporządkować swoje sprawy majątkowe, potrzebują wyceny posiadanych dzieł, np. przed spisaniem testamentu, przekazaniem darowizny, dokonaniem podziału majątku itd. Wycena posiadanych obiektów jest także niezbędna przy sprawach rozwodowych, potrzebują jej też kolekcjonerzy do sklasyfikowania inwentaryzacyjnego, do ubezpieczeń, do wyceny obiektów w momencie wypożyczenia, wyceny po uszkodzeniu po dokonanej konserwacji i kiedy chcą spieniężyć swoje dzieła.

Zgłaszają się też instytucje publiczne, które jeszcze do niedawna nie zwracały uwagi na to, co u nich wisi na ścianach. Kiedyś była przeprowadzana tylko inwentaryzacja sztukowa, teraz jest także majątkowa. Niejeden prezes dowiedział się, że przez lata mijał na korytarzu obraz wart kilkadziesiąt tysięcy albo że na jego biurku stoi cenna rzeźba. Natomiast banki, miejskie galerie – firmy, które posiadają jakieś zbiory, chcą poznać ich aktualną wartość, dokonać weryfikacji albo oszacować, na ile ich wartość wzrosła. Od niedawna można powiedzieć, że ogólnie jest większa świadomość i wiedza na temat rynku sztuki. Najciekawsze sprawy to takie, gdy klienci znajdują coś w piwnicy i chcą pozyskać wiedzę o swoim znalezisku ze względów sentymentalnych, a dowiadują się, że mają wartościowe dzieło sztuki.

Pani zadaniem jest zgromadzenie niezbędnej wiedzy potrzebnej do wyceny. Taka trochę praca detektywistyczna…

Faktycznie, czasem mijają tygodnie, zanim zdokumentuję całą kolekcję. W rozpracowaniu wszystkich brakujących elementów potrzebnych do wyceny nieraz pomaga wiedza na temat okoliczności nabycia konkretnej pracy, stare rodzinne fotografie lub wspomnienia. Zdarza się, czego byłam świadkiem, że niepodpisana praca okazuje się dziełem Tadeusza Kantora, a pejzaż kupiony za 40 zł na rynku staroci XVIII-wieczną pracą. Uratowałam przed wyrzuceniem pastel Stanisława Górskiego, właściciele chcieli zachować tylko ramkę. Takich opowieści jest sporo i są ciekawe nie tylko ze względu na wartość dzieła, czasem kryją w sobie też tragiczne losy ich właścicieli lub autorów. Na przykład prace przypadkowo odnalezione przez moich klientów malowane zwęglonym drewnem na kartonie, kawałkach listów, jak się okazało, powstały podczas okupacji, w jednym z obozów koncentracyjnych.

Pani klienci częściej są zawiedzeni wyceną czy mile zaskoczeni, bo nagle okazało się, że mają wartościowe prace?

Jak to w życiu bywa, jest różnie. Niektórzy są zawiedzeni, bo kupując, nie wzięli pod uwagę, że może minąć moda na artystę i po latach jest zdecydowanie mniejsze zainteresowanie jego pracami i co za tym idzie, ceny są niższe. Inni twórcy zajęli się np. reklamą i stracili wcześniejszą pozycję rynkową. Najbardziej lubię takie sytuacje, gdy ktoś mający chwilowe problemy finansowe chce je rozwiązać, próbując dowiedzieć się, ile jest wart nielubiany obraz rzucony do piwnicy, uznany przez domowników za okropny, za duży, niepasujący, nieudany prezent (czasem aż trudno uwierzyć, że chodzi o tak znamienitego twórcę!).

Parę lat temu wyceniłam taki znienawidzony obraz, trzeba było widzieć minę właściciela i zmianę podejścia do darczyńcy, autora i samego obrazu, kiedy powiedziałam, że jego wartość wynosi 100 tys. zł, a namalował go jeden z najwybitniejszych artystów. Od razu cała rodzina ruszyła na dalsze poszukiwania niechcianych prezentów. Zdarzają się też i takie sytuacje – przed laty spotkałam dwie fantastyczne kobiety, wówczas początkujące kolekcjonerki, które stwierdziły, że nie wiedzą, jakich artystów kupować, i postanowiły skoncentrować się wyłącznie na twórcach związanych z Częstochową. Nie kierowały się chęcią zysku, tylko pasją. Teraz mają jedną z lepszych kolekcji dzieł sztuki, kolekcja ma charakter osobisty, a przy okazji dokumentuje częstochowskie życie środowiska artystycznego.

Na jakiej podstawie sporządzana jest wycena?

Do wydania opinii, orzeczenia czy wyceny w konkretnej sprawie biegły przygotowuje dokumentację, która będzie argumentem popierającym jego stanowisko, wszystko to co umożliwi wydanie opinii. Przygotowując wycenę obiektu sztuki, najpierw dokonuję typowych oględzin dzieła – fotografuję i wykonuję jego pomiar. Przy założeniu, że mam do czynienia z oryginałem, biorę pod uwagę: nazwisko autora i jego renomę, cechy fizyczne obiektu (podłoże, technika wykonania), czas powstania pracy (ustalenie konkretnej daty lub okresu), temat pracy, historię, czyli pochodzenie obiektu (czy jest katalogowany, publikowany, nagradzany).

Ważne też są walory estetyczne, stan zachowania, kondycja techniczna obiektu, no i oczywiście oryginalność dzieła i czy wpisuje się w aktualne trendy i modę. Następnym krokiem jest przeprowadzenie analizy porównawczej, czyli oszacowanie wartości, uwzględniając wszystkie cechy, o których wcześniej była mowa, mając także na uwadze powierzchnię obiektu, czyli jego wielkość (analiza powierzchniowa) oraz koszty, które artysta poniósł w trakcie realizacji (analiza kosztowa), np. rzeźba wykonana z marmuru może mieć inną wartość niż rzeźba z gipsu czy odlew z brązu (tego samego artysty). Jeżeli prace artysty znajdują się w notowaniach sprzedaży, porównujemy ceny, uwzględniając również upływ czasu, wzrost cen, zmiany w postrzeganiu rynkowym artysty (analiza przyrostowa). Najprościej mówiąc, porównujemy obiekt z innymi obiektami, tej samej klasy pojawiającymi się na rynku sztuki.

Czy zdarzają się takie sytuacje, że niemożliwa jest wycena?

Oczywiście, z różnych względów. Trudno dokonać wyceny np. obiektów uszkodzonych, bez sygnatury albo gdy mija moda na artystę, a nie ma on ugruntowanej pozycji na rynku sztuki – brak jest notowań aukcyjnych, galeryjnych jego prac, nie ma na swoim koncie żadnych publikacji ani wzmianek prasowych. W przypadku nieżyjącego twórcy problemy pojawiają się, kiedy spadkobiercy nie zadbali o informacje o swoim przodku, często też i o same obiekty. Nie jestem też w stanie wycenić pracy, gdy mam do dyspozycji tylko jej zdjęcie albo gdy na obrazie są niewiadomego pochodzenia poprawki.

A jak to jest z wyceną prac młodych twórców? Jeszcze niezweryfikowanych przez czas?

Trudne, ale interesujące są do wyceny obiekty bardzo młodych artystów, którzy nie mieli jeszcze wystaw indywidualnych w prestiżowych miejscach, nie mogą poszczycić się konkretnymi osiągnięciami, wygranymi konkursami itd. Trudno też ocenić w momencie, gdy istotną wartością jest aktualnie modny trend. Należy pamiętać, że nie wszyscy przetrwają próbę czasu. Zakup prac debiutanta w kontekście zysku przypomina wizytę u wróżki. Oczywiście liczy się talent, ale to nie zawsze wystarcza, żeby dłużej pozostać na rynku sztuki. Na pytania kolekcjonerów: czy w takim razie warto inwestować w młodych, i w których, doradzam, tak warto, w tych, którzy oprócz talentu mają pasję, są zdeterminowani, malują dużo, poszukują własnego stylu, techniki, eksperymentują, biorą udział w konkursach.

Jakiś czas temu okradziono kolekcjonera i po odzyskaniu obiektów okazało się, że większość z nich to były falsyfikaty. Jak się ustrzec przed takimi niespodziankami? Niektórych do zakupu dopingują okazje cenowe.

Doradzam kupować ze sprawdzonych źródeł, a nie od przypadkowych sprzedawców, uważać na tak zwane okazje, sprawdzać pochodzenie obrazów, pozyskiwać ocenę rzeczoznawców itp. Należy pamiętać, że nie każda praca tego samego artysty będzie tak samo wyceniana, są okoliczności, które sprawiają, że dany obiekt może być cenniejszy niż porównywalne inne. To świadczy o wyjątkowości dzieła i samego artysty. À propos kradzieży, to przypomniała mi się anegdota, którą opowiedział mi kiedyś Edward Dwurnik, jak do znanego i drogiego malarza włamali się złodzieje i niczego nie ukradli. W notatce policyjnej ukazała się informacja: „Złodzieje zdemolowali mieszkanie artysty ze złości, nie znajdując nic cennego, wszystkie obrazy pozostały na miejscu”.

Czy fakt, że jest pani artystką i pochodzi z rodziny z tradycjami artystycznymi, pomaga w tej pracy ? Ojciec, Władysław, jest autorem licznych rzeźb plenerowych w Częstochowie, niektóre stały się symbolem pani rodzinnego miasta. Brat Jacek to uznany malarz.

Z pewnością tak, ale dotarło to do mnie stosunkowo niedawno. Kiedy byłam dzieckiem, irytowały mnie pytania nauczycieli zadawane uczniom: A gdzie pracują twoi rodzice? Mówiłam: W domu. Jak to w domu? Wtedy odpowiadałam, że jestem córką piekarza. Nie chciałam porównań, zastanawiania się, czy talent jest dziedziczny itd. Nie rozumiałam też tych zachwytów nad artystami…

Przez wiele lat nie chciałam być kojarzona z tym światem i chcąc nie chcąc, ten świat jednak mnie wciągnął w różnych aspektach moich działań. Na pewno wrażliwość na sztukę, muzykę wyniosłam z domu. Moja mama ciągle słuchała śpiewu Kiepury, Pavarottiego, Callas. Gdy oglądam obrazy, to przede wszystkim słyszę głosy operowe, dźwięki wydobywane prosto z gardła, z brzucha… Z czasem założyłam galerię sztuki, skończyłam kolejne studia (wcześniej pedagogikę na WSP w Częstochowie) – Polski i Międzynarodowy Rynek Sztuki (warszawska Akademia Finansów i Biznesu Vistula), równocześnie zaczęłam budować prywatne kolekcje sztuki współczesnej, współpracować z instytucjami, fundacjami, w ramach których realizowałam projekty artystyczne promujące artystów, zajęłam się organizacją wystaw, projektowaniem katalogów, realizacją filmów itd.

Na podstawie swoich doświadczeń i wiedzy uzyskałam prawo do bycia biegłym sądowym ds. sztuki, aż w końcu postanowiłam pójść na studia malarskie na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Jana Długosza w Częstochowie. I tak ten świat sztuki wchłonął mnie na dobre. Najbardziej chciałabym uchodzić za agitatora na rzecz sztuk pięknych, doprowadzać do zauważania artystów tych nieodkrytych, całkiem niezrozumiałych czy zapomnianych na przykład jak Marian Panek.

Marian Panek, z cyklu Obrazy Pisane, 1993, olej na płótnie, 140×200 cm . Fot. archiwum prywatne

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Diamenty zdobią, ale też procentują

Prognozy dotyczące brylantów i diamentów są optymistyczne, jednak wielokrotnie się nie sprawdzały Wydobycie diamentów, ...

Upadł mit, że grzeszne spółki są bardziej odporne na kryzysy, co pokazały lata 2007 i 2008.

Grzeszne vs etyczne. Które spółki dają lepiej zarobić?

Coraz łatwiej lokować oszczędności w spółki, które dbają o środowisko naturalne i pracowników. Dbanie ...

Najwyższe ceny osiągają monety królewskie

Notowania z marcowej aukcji numizmatycznej Podajemy ceny sprzedaży (w nawiasach – katalogowe) wybranych numizmatów ...