Na razie trudno to sobie wyobrazić ze względu na ogromne wahania wartości kryptowalut. Wyobraźmy sobie, że zarabiamy w bitcoinie, ethereum czy cardano i płacimy za wszystkie towary i usługi tymi walutami. Jednego miesiąca bylibyśmy krezusami, by kolejnego stać się nędzarzami, a w jeszcze następnym znów wrócić do grona bogaczy. Dziś więc rynek ten zastąpić walut tradycyjnych nie może.

Ale już inwestycyjnie kusi perspektywami niewiarygodnych zarobków. Gdy pomyślimy, że ponad dekadę temu wspomniany już jeden bitcoin był wyceniany na ułamek dolara, by w szczycie w połowie kwietnia osiągnąć ponad 63 tysiące dolarów, to daje do myślenia. W zasadzie schemat ogromnego wzrostu w ostatnich latach powielany jest na większości czołowych kryptowalut.

Coraz silniejsze są zużywające mniej energii „zielone” waluty cyfrowe. Ogromną karierę w ostatnich miesiącach zrobił stworzony dla żartu dogecoin – po serii tweetów Elona Muska. Ekscentryczny właściciel Tesli był w stanie w kilka tygodni wywindować cały rynek kryptowalut kilkoma wrzucanymi na portalu społecznościowym zdaniami. Kiedy jednak zganił bitcoina za jego energochłonność, kurs waluty runął w dół. To też pokazuje jak niesamowicie niestabilny jest to rynek, którym może sterować w taki sposób jeden człowiek.

Z drugiej strony jest na nim gigantyczna płynność. Dobowe obroty na topowych kryptowalutach liczone są w setkach miliardów dolarów. Trudno więc już tu mówić wyłącznie o egzotycznej zabawie entuzjastów. Na krypto gra naprawdę poważny kapitał.

Przyglądamy się temu rynkowi. Ostatnie silne spadki wywołały spory szok, zwłaszcza wśród niedoświadczonych inwestorów przyzwyczajonych do ciągłego rajdu cyfrowych walut na północ. Sprawdzamy najpopularniejsze waluty, bierzemy pod lupę platformy handlowe.

Czy inwestować w kryptowaluty? Na to pytanie muszą już odpowiedzieć sobie państwo sami.

Zapraszam do lektury