Ci, którzy tych czasów nie pamiętają, też się zgodzą – mam nadzieję – ze stwierdzeniem, że warto kupić polisę, by w razie nieszczęścia mieć za co leczyć się bardziej skutecznie, niż proponuje nam to NFZ. Piszemy dziś o polisach, bo z początkiem czerwca weszły w życie zmiany w prawie drogowym, które spora część Polaków może zinterpretować tak: pieszy stał się królem na przejściu. Nieprawda.

Jeśli ktoś jednak tak uzna i dojdzie do nieszczęścia, może się okazać, iż dostanie na leczenie dużo mniej, niż mógłby zasadnie oczekiwać, gdyby się „po królewsku” na przejściu nie zachował. Co to dokładnie znaczy, że zakazane jest korzystanie przez pieszego z telefonu podczas wchodzenia lub przechodzenia przez jezdnię w sposób, który prowadzi do ograniczenia możliwości obserwacji sytuacji oraz na czym polega przyczynienie się przez niego do wypadku, wyjaśniamy tu.

A jeśli już o ubezpieczeniach mowa, to nowy szef banku PKO BP zapowiedział właśnie w wywiadzie dla naszej gazety, że chce „mocniej postawić na rozwój produktów ubezpieczeniowych. Naszym celem jest to, aby PKO BP stał się hurtownią sprzedaży ubezpieczeń”. Zdaniem Jana Emeryka Rościszewskiego „banki we Włoszech, Francji i Hiszpanii stały się wiodącymi ubezpieczycielami na tamtejszych rynkach. My także chcemy iść tą drogą i stać się wiodącym operatorem ubezpieczeniowym w Polsce”. Z punktu widzenia Kowalskiego to dobrze – przybędzie spora firma, zwiększy się konkurencja, a to może oznaczać atrakcyjne ceny polis.

Główny temat to dziś opowieść o tym, jak to przez lata na rynku kredytów hipotecznych królami były banki, potem wydawało się, że zostaną nimi… frankowicze, a dziś mamy bezkrólewie. I co z tego interregnum wynika.

Firmy, o których piszemy, analizując, co warto teraz kupić na warszawskiej giełdzie, to na pewno nie są królowe parkietu. Do tego jeszcze w tekście pada termin „wskaźnik cena do zysku (C/Z)”. Ale bez obawy – autor przystępnie wyjaśnia, gdzie szukać szansy na sensowne ulokowanie oszczędności.

Zapraszam do lektury.