Co jest największym problemem naszego, wciąż raczkującego rynku sztuki?

Rafał Kamecki: Największym problemem rynku jest jego skala i mała powszechność. Nasz rynek ma krótką historię – w 2019 roku będziemy obchodzić jego 30-lecie. Rynek francuski lub brytyjski to setki lat kształtowania się kolekcjonerstwa, z pokolenia na pokolenie.

I mimo to, kiedy w 2000 roku tworzył pan portal Artinfo.pl, już wtedy myślał pan o aukcjach internetowych?

W tamtym czasie był to szalony i nowatorski pomysł, nikt nie myślał o internetowych aukcjach sztuki, o możliwości sprzedaży obrazów przez internet. Niewiele osób wierzyło w powodzenie takiej usługi. Pomysł na biznes opierał się na idealistycznej wizji stworzenia miejsca prezentującego pełną ofertę rynku, bez względu na wielkość galerii czy antykwariatu. Szybko okazało się, że nie wszyscy będą publikować swoje oferty, mimo to pierwsze zlecenia zaczęły napływać. Transakcje z internetu były przyjmowane przez antykwariuszy z niedowierzaniem, trudno im było uwierzyć, że ktoś może nabyć dzieło sztuki bez wcześniejszego obejrzenia go na miejscu. Nikt wcześniej tak nie sprzedawał.

A jednak się udało…

Wykorzystanie medium, jakim jest internet, najszybciej przyjęło się w domach aukcyjnych. Na początku lat 2000 każdy z nich wydawał obszerne katalogi, drukowane na kredowym papierze, w nakładach tysiąca egzemplarzy. To było podstawowe źródło informacji o ofercie dla klientów i całej branży. Szybko okazało się, że publikowane katalogi na stronie portalu docierały do znacznie szerszej grupy odbiorców i – co ważne – bez dodatkowych kosztów druku czy wysyłki.

Na świecie handel sztuką skupił się w domach aukcyjnych – wystawiają bardzo zróżnicowaną ofertę, pojawiają się też rarytasy z certyfikatami sygnowanymi przez uznanych ekspertów. Czy w Polsce aukcje dzieł sztuki też cieszą się rosnącym zainteresowaniem ?

U nas także aukcje stały się główną formułą sprzedaży dzieł sztuki. O najlepsze obiekty zabiegają wszystkie domy aukcyjne, a następnie walczą o nie sami kolekcjonerzy. Powszechnym stało się kupowanie dzieł sztuki za pośrednictwem telefonu lub składając stałe zlecenia przez internet. Co ciekawe, kupujący bardzo często nie oglądają prac na żywo. Bazują na ofercie zamieszczonej w sieci, polegają na opinii doradców i ekspertów. Ważną rolę odgrywa renoma domu aukcyjnego. Od niedawna uruchomiliśmy na stronach Artinfo usługę LIVE, która pozwala śledzić przebieg licytacji na żywo i w prosty sposób licytować przez internet.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Dla klientów jest to wielka wygoda – można uczestniczyć w aukcji, w ogóle nie będąc na sali aukcyjnej. Najważniejsze zlecenia nadal obsługiwane są telefonicznie, jednak liczba osób korzystających z licytacji online stale rośnie. Istotną rolę odgrywa poufność informacji – klient korzystający z relacji LIVE samodzielnie decyduje, który obiekt zalicytuje i do jakiej wysokości. Powoli kończy się obowiązek bycia na każdej aukcji, nie trzeba już notować wyników i zbierać katalogi aukcyjne. Te informacje dostępne są w Artinfo za jednym kliknięciem.

Często klienci podają limit ceny z prośbą o niekomunikowanie się w czasie licytacji? Żeby nie poniosły ich emocje i chęć rywalizacji?

Licytowanie na aukcjach działa czasem jak narkotyk. Mechanizm aukcji sprawia, że jej uczestnik niechętnie odstępuje od licytacji dzieła, którego już prawie stał się właścicielem – przynajmniej jedno postąpienie wcześniej. Na tym polega magia aukcji. Klienci bardzo często nie dają za wygraną, a bywa nawet, że już nie licytują dzieła, a bardziej kontrują drugiego oferenta przed zakupem. To psychologicznie skomplikowany proces. Kolekcjonerzy świadomi uzależnienia wolą często zostawić limit maksymalnej ceny, do którego my licytujemy w ich imieniu.

Ile rocznie organizowanych jest w Polsce aukcji?

Rynek aukcyjny ostatnio zaskoczył nas swoją intensywnością. Przez lata organizowanych było około 100 aukcji rocznie, ostatni rok przyniósł rekordową ilość 284 aukcji, głównie dzięki popularności młodej sztuki. Młoda sztuka stała się fenomenem polskiego rynku. W ostatnim roku zorganizowano aż 105 aukcji poświęconych młodym artystom, czyli 30 proc. wszystkich licytacji. Liczba transakcji na rynku przekroczyła 11 tys. obiektów, tym samym rynek młodej sztuki to 1/3 wyniku całego rynku – 3700 sprzedanych dzieł. Obroty młodej sztuki przekroczyły 7,5 mln zł.

Pamiętając, że na IV kwartał przypada blisko połowa rocznego obrotu rynku, można śmiało powiedzieć, że końcowy wynik młodej sztuki osiągnie w tym roku 9–10 mln zł (7,7 mln zł w 2017 roku). Będzie to rekordowa sprzedaż w historii rynku. Warto dodać, że coraz większa grupa artystów sprzedaje się w cenach powyżej 10 tys. zł. Rekordziści nawet za 50 tys. złotych. Najlepsi twórcy sprzedali na aukcjach po 30–40 obrazów. To wyjątkowo dużo. Uwzględniając średnie ceny sprzedaży, zarobili po 100 tysięcy złotych i więcej. W 2017 roku zadebiutowały cztery nowe firmy organizujące aukcje dzieł sztuki. W tym roku odnotowaliśmy powstanie kolejnych trzech. Liczba podmiotów organizujących aukcje w Polsce zbliżyła się do 50.

Czy to dobrze, że powstają nowe domy aukcyjne? Czy rynek to udźwignie?

Rosnącą liczbę nowych firm wchodzących na rynek odnotowujemy z niepokojem. Z jednej strony rynek poszerza się. Z drugiej mamy obawy, czy kolekcjonerzy zdołają udźwignąć rosnącą podaż prac. Często cierpi na tym też jakość oferty. Niezmiennie liderami sprzedaży młodej sztuki pozostają duże domy aukcyjne – Desa Unicum, z blisko 30-proc. wartością udziału w rynku oraz Sopocki Dom Aukcyjny. Obroty na tych aukcjach stale przekraczają 200 tys. zł. Do grona najlepiej sprzedających dołączyły również galerie prowadzące działalność aukcyjną. Zarówno Art in House, jak i Pragaleria sprzedały w tym roku na aukcjach już ponad pół tysiąca dzieł. Poza Warszawą duże obroty odnotujemy w Bydgoszczy – Galeria NEXT (7 proc. udziału w rynku), a także w Łodzi – Dom Aukcyjny Rynek Sztuki.

""

Karolina Jabłońska, „leipziger summer girls”, 100×110, 2018

pieniadze.rp.pl

Ostatnio organizowane są aukcje sztuki współczesnej pod różnymi hasłami: jako aukcje młodej sztuki, nowoczesnej, najnowszej, promocyjne, aukcje XXI w. Prawdę mówiąc, można się w tym wszystkim pogubić.

Od lat aukcje młodej sztuki miały wspólny mianownik w postaci ceny wywoławczej 500 zł. Z racji dużej konkurencji organizatorzy aukcji starają się różnicować swoją ofertę, obecnie część aukcji ma cenę startową 1000 zł. Domy aukcyjne wielokrotnie zwracały uwagę, że są to już inne aukcje, starając się stworzyć wyższą rangę tych droższych. Z punktu widzenia całego rynku to nadal aukcje młodych twórców, aukcje promocyjne. Aby pogodzić te różnice, nazwaliśmy ten segment rynku aukcjami sztuki młodej i aktualnej. W dużej mierze odnosząc się do aukcji określanych mianem „Sztuka XXI w.”, na których znajdziemy nazwiska takich artystów jak Lech Bator, Adam Bakalarz, Zofia Błażko, Wojciech Brewka czy Bartłomiej Koter. Ich prace sprzedają się zwykle powyżej 10 tys. złotych, co mocno kontrastuje z artystami młodej sztuki, których prace nadal można nabyć w przedziale 500–1200 zł.

Nadal prawdziwe rekordy należą do przedwojennych mistrzów i klasyków współczesności?

Na krajowych aukcjach sztuka współczesna bije kolejne rekordy sprzedaży. Za dzieło Wojciecha Fangora zapłacono w tym roku blisko 5 mln złotych, za obraz Romana Opałki ponad 2,5 mln, milion i więcej zapłacimy za dzieła Andrzeja Wróblewskiego, tyle samo za rzeźby Aliny Szapocznikow i Magdaleny Abakanowicz. Wkrótce kolejne nazwiska klasyków współczesności dołączą do tego grona, w pierwszej kolejności Stażewski, Krasiński, Winiarski, Kantor. Nie oznacza to końca sztuki dawnej. Wręcz przeciwnie, podobnie jak na światowym rynku, za wybitne prace dawnych mistrzów kolekcjonerzy gotowi są płacić fortuny.

Oczywiście tylko za te najlepsze prace klasy muzealnej. Większość najdrożej sprzedanych dzieł w Polsce to obiekty sztuki dawnej – listę otwiera Stanisław Wyspiański pracą Macierzyństwo – sprzedaną w 2017 roku za 4,3 mln zł. Kolejne miejsca zajmują Jan Matejko, Mojżesz Kisling, Henryk Siemiradzki i Jacek Malczewski. Patrząc w przyszłość można spodziewać się jeszcze wielu rekordowych transakcji. Rok 2018 zostanie zapamiętany jako rok Wojciecha Fangora, lecz kolejne lata mogą przywrócić pierwszeństwo sztuce dawnej. Trzeba w tym miejscu powiedzieć, że tak długo jak najdroższym dziełem sztuki w Polsce będzie obraz o wartości 1 milion euro, tak długo będziemy mieli wiele do nadrobienia względem światowego rynku, na którym transakcje osiągają dziesiątki a nawet setki milionów euro.

Po tylu latach obserwowania, analizowania rynku sztuki, przede wszystkim aukcji czy coś jest jeszcze w stanie pana zaskoczyć?

W naszej codziennej pracy zawsze zaskoczeniem będzie rekordowa sprzedaż po szaleńczej licytacji na aukcji. Ale może to być również zbyt niska sprzedaż cennego dzieła, co zdarza się, gdy ktoś zapomni o aukcji, a inny klient nie odbierze telefonu. Wówczas z braku konkurentów obiekt w zaskakująco atrakcyjnej cenie trafia do szczęśliwego nabywcy. Takie transakcje często bardziej elektryzują rynek niż rekordy sprzedaży. Jednak w dłuższej perspektywie najbardziej zaskoczyła i zmartwiła mnie nieobecność na rynku pism o sztuce. Praktycznie wszystkie ważne periodyki zakończyły swoją działalność. To wielka strata, ponieważ to, czego najbardziej nam brakuje, to właśnie edukacja.