Od niedawna Sopocki Dom Aukcyjny organizuje aukcje XXI wieku i aukcje debiutujących artystów. Czy ten podział to tylko zabieg marketingowy?

Dilan Abdulla: W sierpniu 2010 roku Sopocki Dom Aukcyjny przeprowadził pierwszą Aukcję Młodej Sztuki. Był to okres, kiedy tylko kilka domów aukcyjnych zajmowało się organizowaniem tych licytacji. Z czasem zaczęły się pojawiać kolejne mniejsze podmioty, które – z różnym skutkiem – postanowiły wejść na ten rynek.

Dla nas przełomowy był rok 2015 – najpierw w czerwcu zorganizowaliśmy rekordową, jubileuszową, 50. Aukcję Młodej Sztuki, a w grudniu rozpoczęliśmy nową serię wydarzeń – Aukcje Sztuki XXI wieku. Ich celem było wyłuskanie najciekawszych artystów aukcyjnych oraz nawiązanie współpracy z innymi twórcami, którzy nie chcieli wystawiać prac z ceną wywoławczą 500 zł.

Aukcje Sztuki XXI wieku na początku również miały stałą cenę wywoławczą, jednak trzykrotnie wyższą i wynosiła 1500 zł. Na tamten czas był to dość odważny ruch, który jednak się opłacił – kupujący docenili większą i staranniejszą selekcję prac. Aukcje Sztuki XXI wieku organizujemy co kwartał, żeby mieć czas na zebranie możliwie najlepszej oferty.

W sierpniu 2018 roku postanowiliśmy umieścić poprzeczkę jeszcze wyżej – otworzyliśmy naszą formułę aukcyjną na zróżnicowane ceny wywoławcze, co umożliwiło nam sięgnięcie po jeszcze lepszych i cenionych artystów. Aukcja zakończyła się ogromnym sukcesem, dlatego obecnie chcemy kontynuować licytacje w tej dla nas nowej, „otwartej” formule.

Do dziś kontynuujemy AMS, jednak u nas bardziej funkcjonuje jako aukcja dla debiutujących twórców, dopiero przecierających szlaki.

Debiutujący, czyli świeżo upieczony absolwent akademii, czy może jest limit wieku ?

Na AMS każda osoba, bez względu na wiek, może zgłosić swoje propozycje aukcyjne. Jest ich zazwyczaj dużo więcej niż wolnej przestrzeni w katalogu, więc trzeba się liczyć z selekcją. Na AMS prezentujemy głównie profesjonalnych artystów, jednak jesteśmy również otwarci na ciekawe propozycje od twórców bez dyplomu ASP.

Najważniejszym kryterium przy kwalifikowaniu jest to, by dana praca utrzymana była na przyzwoitym poziomie artystycznym.

Od początku istnienia Aukcje Młodej Sztuki budzą liczne kontrowersje. Którym konkretnie artystom pomógł udział w tych licytacjach. Wielu z nich ma później problem z nawiązaniem współpracy z galeriami, bo jak budować cenę, skoro były sprzedaże po kilkaset złotych?

Artystów, którym aukcje pomogły, jest całkiem sporo, warto wymienić tu m.in. Sonię Ruciak, Adama Bakalarza, Katarzynę Kołtan, Sandrę Arabską, której obraz na Aukcji Młodej Sztuki został sprzedany za 21 tys. zł, a na Aukcji Sztuki XXI wieku za 40 tys. zł. Natomiast Bakalarza na AMS za 13 tys. zł, a na Aukcji Sztuki XXI wieku za 32 tys. zł.

Jest też liczna grupa artystów, którzy może nie uzyskują tak spektakularnych wyników, ale również są w stanie spokojnie utrzymać się ze swojej sztuki. Jednak nie da się też ukryć, że nie wszyscy artyści cieszą się powodzeniem na licytacjach.

Często z dużym żalem sami obserwowaliśmy, jak bardzo dobre rzeczy nie znajdowały właścicieli lub były licytowane bardzo nisko. Część artystów podejmuje też nietrafioną strategię aukcyjną, wystawiając swoje najsłabsze prace, bo licytacja startuje od 500 zł., choć obecnie już praktycznie wszyscy rezygnują z aukcji od tej kwoty – najczęściej spotykana jest forma mieszana (do maks. 2000–3000 zł) lub w stałej cenie 1000 zł.

Katalogi większych domów aukcyjnych trafiają do tysięcy osób i artyści, zamiast wykorzystać możliwość prezentacji własnej twórczości od najlepszej strony robią odwrotnie. Nie da się ukryć, że aukcja jest dla nich pewnym ryzykiem, ale jeżeli decydują się na jego podjęcie, to najlepiej „pójść na całość”.

Mniej doświadczeni twórcy wystawiają prace prawie wszędzie, mimo że tylko nieliczne domy aukcyjne i galerie mogą je sprzedać w odpowiednich cenach. Poza tym nie zawsze są w stanie namalować kilka dobrych obrazów w ciągu miesiąca.

W efekcie, zamiast tworzyć, „produkują” swoją sztukę, a jej jakość mocno na tym traci. Wracając do kontrowersji, jakie budzą aukcje najnowszej sztuki, należy podkreślić, że w tej dyskusji najbardziej słychać głos krytyków. W głównej mierze są nimi artyści, którzy na aukcjach nie mieli szczęścia. Najczęściej po jednej nieudanej sprzedaży rezygnowali z dalszego udziału i stawali się zagorzałymi wrogami aukcji.

Rozumiem ich żal, jednak jest też bardzo wielu artystów, o których wspomniałem na początku, którym aukcje bardzo pomogły i dzięki nim mogą pracować bez strachu o niezapłacone rachunki czy brak pieniędzy na materiały do pracy.

Udział w aukcjach, a późniejsze problemy ze współpracą z galeriami to chyba trochę wyolbrzymiona sprawa. Praktycznie wszyscy artyści z Kompasu Młodej Sztuki swego czasu przekazywali prace na AMS i mimo że nie uzyskiwali wysokich wyników, ich kariery rozwijają się.

""

Daniel Pawłowski, „Lilia w ciemności”, 2018, olej, płótno, 100 x 80, Sopocki Dom Aukcyjny, 25.08.2018, 56 640 zł

pieniadze.rp.pl

Myślę, że jeżeli artysta ciężko pracuje i jest szczery w swojej sztuce, to nawet kilka niepowodzeń aukcyjnych nie przekreśli jego kariery. Artyści z KMS obecnie, gdy wprowadziliśmy zróżnicowane ceny wywoławcze, są bardziej otwarci na współpracę aukcyjną.

Na poprzedniej i aktualnej aukcji pojawiły się prace m.in. Katarzyny Karpowicz, Łukasza Stokłosy, Bartosza Czarneckiego, Łukasza Patelczyka, Michała Cygana, Katarzyny Kukuły, Bartka Buczka, Sławomira Czajkowskiego, Natalii Rybki, Zofii Błażko, Mateusza Maliborskiego, Magdaleny Laskowskiej, Sonii Ruciak, Edyty Kowalewskiej, Gossii Zielaskowskiej, Wiktora Jackowskiego, Wiktora Dyndo. Pozostali są już „za starzy” na Kompas Młodej Sztuki albo współpracowaliśmy z nimi wcześniej.

Osobiście stawiam również ogólną, dość śmiałą tezę, że AMS znacznie wpłynęły na rynek sztuki w ogóle (a na pewno tę „aukcyjną” część). Wiele osób, kojarzyło aukcje z filmów albo z doniosłych rekordów cenowych. Wydawało się to całkowicie nieosiągalne, nawet dla kogoś, kto dysponował kapitałem umożliwiającym zakup dobrej sztuki.

Aukcje Młodej Sztuki otworzyły rynek dla bardzo wielu osób. Ludzie przestali „bać się” odwiedzać galerie. Część kolekcjonerów pozostała w tym segmencie, a część zaczęła licytować sztukę z zupełnie innych okresów dziejowych.

Kto kupuje młodą sztukę? Czy wielu klientów liczy na przyszły zarobek? Wiem, że niektórzy przeznaczają znaczne kwoty na obrazy debiutujących malarzy z myślą, że w przyszłości chociaż jeden z nich okaże się odkryciem na miarę Sasnala.

Z naszych obserwacji wynika, że osoby zainteresowane segmentem sztuki najnowszej to w większości ludzie w średnim wieku mający ustabilizowaną sytuację finansową.

Najczęściej kupują sztukę po prostu dla siebie, dla „dekoracji” lub lubią się nią otaczać. Zapewne wielu z nich ma nadzieję, że w przyszłości zarobią na ewentualnej odsprzedaży, ale nie jest to ich bezpośrednim celem.

Osoby z podejściem czysto inwestycyjnym stanowią bardzo mały procent. Część kupujących jest z nami od samego początku i dalej regularnie licytuje, a część bierze udział w aukcjach okazjonalnie.

Dlaczego Aukcje Młodej Sztuki są specyfiką tylko polskiego rynku sztuki ? Przecież nie tylko u nas tworzą młodzi artyści.

Sam wielokrotnie się nad tym zastanawiałem. Być może wynika to z tego, że w krajach, gdzie rynek sztuki jest bardziej rozwinięty, funkcjonuje znacznie więcej galerii, które są w stanie zaspokoić zapotrzebowanie na sztukę. Nasz rynek jest znacznie mniejszy i bardziej lokalny – zdecydowaną większość wszystkich obiektów na aukcjach stanowi nasza rodzima sztuka.

Wydaje mi się, że pomysł na aukcję debiutujących artystów, gdzie cena wywoławcza byłaby atrakcyjna i dopasowana do konkretnego miejsca, mógłby się sprawdzić równie dobrze w każdym innym kraju.

Czy na przestrzeni ostatnich lat można mówić o wzroście zainteresowania sztuką, nie tylko młodą?

Z wielką radością muszę powiedzieć, że tak! Nie wiem, jak wygląda sytuacja w innych galeriach (zarówno komercyjnych, jak i niekomercyjnych), ale my zauważamy znaczny wzrost zainteresowania. I nie mam tu na myśli wciąż rosnących wyników aukcyjnych, ale np. zwiększoną liczbę odwiedzających nasze wystawy przedaukcyjne.

Ludzie przychodzą, oglądają, robią zdjęcia, kupują katalogi i choć z góry zaznaczają, że nie stać ich na zakup prezentowanych prac, to jednak wykazują potrzebę obcowania ze sztuką.

Czy kupujący są bardziej wymagający?

To zależy, niektórzy kupujący szukają czegoś, co im się po prostu podoba. Nie interesuje ich dorobek danego artysty, to czy wystawiał swoje prace w renomowanych galeriach. Interesuje ich tylko sama warstwa wizualna. Są również tacy, którzy godzinami wertują katalogi, czytają wszystko bardzo dokładnie, analizują i dopiero wtedy podejmują decyzje zakupowe.

Jednak jedni i drudzy widzą różnice i znacznie lepszą jakość prac, które oferujemy na Aukcjach Sztuki XXI wieku.