Bilety lotnicze już podrożały, więc nasze budżety są znacznie bardziej napięte, niż wcześniej planowaliśmy. Ale skoro bilet już jest, to najczęściej zaciskamy zęby i czekamy, co się wydarzy, mając nadzieję, że nic. Chyba że za zwrócone przez przewoźnika pieniądze możemy sobie zapewnić wypoczynek gdzie indziej. Chociaż w wakacje ceny wszystkiego, co jest związane z turystyką i urlopami, idą w górę. Paliwo podrożało, ale jeśli jedzie się rozsądnie, to dojazd samochodem może kosztować taniej niż lot.

Tego lata, planując koszty wyjazdu, pozycją, na której nie wolno oszczędzać, jest ubezpieczenie i to takie, które nas uchroni od strat w przypadku odwołanych lotów. Przepisy obowiązujące przewoźników w czasie pandemii Covid-19 zostały już mocno poluzowane, więc linie znów bardzo niechętnie i zazwyczaj z opóźnieniem oddają pieniądze. W takich sytuacjach ubezpieczenie jest niezbędnym wsparciem, zwłaszcza kiedy zmieniamy rezerwację, a przewoźnik domaga się od nas opłaty za zmiany w bilecie, bo tak wynika z wykupionej taryfy.

Czytaj więcej

Jak dobrze jeść i nie splajtować na wakacjach

Zresztą nie warto być szczególnie wyrywnym wówczas, kiedy wściekli na wszystko, chcemy „tylko spokoju”, rezygnujemy z podróży i decydujemy się wystąpić o zwrot pieniędzy. Przy obecnych cenach to nie jest dobre rozwiązanie, bo bilety drożeją tak szybko, że za cenę, jak zapłaciliśmy miesiąc wcześniej, dzisiaj już nie kupimy lotu na tej samej trasie. Poza tym kolejne linie ograniczają swoją siatkę. Jeśli sami zrezygnujemy, to naszym zadaniem będzie szukanie nowego połączenia. Jeśli poczekamy, aż zrobi to linia, problem będzie po jej stronie. Jeśli jednak ostatecznie i linia poinformuje o niemożności znalezienia odpowiedniego połączenia bądź innej, możliwej do zaakceptowania opcji, to automatycznie zwróci pieniądze i to znacznie szybciej, niż to my musielibyśmy wykorzystywać obowiązujące procedury.

Jeśli zakładamy rezerwację albo ją zmieniamy, szukajmy lotów porannych, które zresztą mają najmniejsze opóźnienia. Jeśli odwołają nam lot poranny, zawsze zostają jeszcze „jakieś” możliwości. Jeśli wieczorny, szansa, że polecimy jeszcze tego samego dnia, jest bliska zeru. W tej sytuacji trzeba poszukać hotelu. Jeśli robimy to na własny koszt, unikajmy hoteli lotniskowych, bo są najdroższe. Znacznie taniej będzie wrócić do miasta i tam znaleźć lokum.

Ważny jest także dzień, kiedy wylatujemy. Np rejsy środowe zazwyczaj są przynajmniej o 10 proc. tańsze niż piątkowe, najbardziej zapełnione.

No i oczywiście pamiętajmy, że za lot, który został odwołany z przyczyn zależnych od przewoźnika, należy nam się odszkodowanie. W rejsach krótkich (do 1,5 tys. kilometrów) jest to 250 euro, jeśli odwołają nam podróż z Warszawy do Madrytu, Lizbony, Faro czy na Wyspy Kanaryjskie bądź do Kairu albo Hurghady, to odszkodowanie rośnie do 600 euro na osobę. I powinno być wypłacone natychmiast. Przyczyny niezależne od przewoźnika, to np. strajk na lotnisku docelowym, zamknięcie przestrzeni powietrznej np. z powodu przelotów wojskowych czy protesty kontrolerów ruchu lotniczego. Wtedy na pieniądze z odszkodowania nie ma co liczyć.

Czytaj więcej

Inflacja zniechęca do wakacji. Jak zaplanować urlop i nie wydać fortuny