Od początku tego roku na warszawskiej giełdzie zadebiutowały już akcje dziesięciu nowych spółek, (razem z tymi, które przeszły na GPW z NewConnect). Kilka innych firm jest na dobrej drodze, by w tym roku dołączyć do tego grona.

Warto sprawdzić: Spółki, które wybiły się ponad przeciętność i dały zarobić

Z wypowiedzi Marka Dietla, prezesa Giełdy Papierów Wartościowych, wynika, że do końca 2021 roku na rynku głównym GPW i rynku NewConnect zadebiutuje jeszcze około 20 spółek.

– Rynek IPO jest w tym roku mocno rozgrzany. W Warszawie spodziewamy się około 20 debiutów do końca roku – zapowiada. Czy warto zainteresować się akcjami debiutantów?

Zarobek na pierwszej sesji

Część inwestorów szuka w zakupie papierów na rynku pierwotnym szansy na krótkoterminowy zysk, planując ich szybką sprzedaż krótko po debiucie spółki na giełdzie. Najkorzystniejszym scenariuszem dla posiadaczy akcji debiutantów jest solidna zwyżka notowań już w dniu debiutu. Kluczowy będzie więc popyt w trakcie pierwszej sesji.

Sprzedaż na tzw. plusowym debiucie daje pewny zysk. Trzymanie akcji na dłużej to już wystawianie się na ryzyko podobne do innych inwestycji giełdowych – wskazuje Seweryn Masalski, dyrektor inwestycyjny w MM Ptime TFI.

Podobną taktykę poleca Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM.

W obecnych warunkach lepiej opłaca się szybko sprzedać akcje, ale też dużo zależy od przebicia na pierwszej sesji. Im większe, tym większa skłonność innych inwestorów do realizacji zysków i lepszą strategią jest szybka sprzedaż – uważa Marcin Materna. – Duża część inwestorów nastawia się na zyski na pierwszych sesjach, stąd ryzyko, że jeśli nie sprzedamy akcji na początku notowań, to kilka dni później będą one notowane niżej. Nie ma tu jednak reguły – może być też tak, że niezaspokojony popyt w ofercie publicznej wywinduje cenę akcji także, jak spółka zadebiutuje na giełdzie – dodaje.

Warto sprawdzić: Objawienia hossy. Spółki, które zostawiły konkurencję w tyle

Szanse na zarobek już podczas pierwszej sesji są spore, jeśli weźmiemy pod uwagę historyczne debiuty, które miały miejsce w ostatnich pięciu latach. Akcje siedmiu z dziesięciu debiutujących spółek zyskały w pierwszym dniu notowań, dając średnio zarobić prawie 16 proc.

""

pieniadze.rp.pl

Wysoki zysk dla cierpliwych

Inwestorzy nastawieni na zyski w dłuższym horyzoncie czasowym również nie powinni skreślać debiutantów. Takie wnioski można wysnuć, oceniając notowania akcji firm, które zadebiutowały na warszawskiej giełdzie od początku 2016 r., a więc większość w okresie, gdy giełdowa koniunktura nie sprzyjała zwyżkom kursów.

W tym czasie zadebiutowało około 35 spółek, które sprzedawały nowe akcje. Papiery większości debiutantów są obecnie więcej warte niż w czasie IPO. Jedynie co trzecia spółka jest wyceniana niżej. Co więcej, wypracowane w tym czasie dwu- czy nawet trzycyfrowe zyski wcale nie należały do rzadkości, czego dobrym przykładem są takie spółki jak Ten Square Games, Dino Polska, PlayWay czy Auto Partner.

Zdaniem ekspertów nieco większa szansa na zyski w dłuższym terminie jest w przypadku debiutów, którym towarzyszy duże zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych.

– Fundusze inwestycyjne są obecnie aktywne w transakcjach IPO, co jest dla inwestorów indywidualnych potwierdzeniem atrakcyjności danej oferty. Takie środowisko preferuje strategię dłuższego horyzontu inwestycyjnego niż sprzedaż akcji w dniu debiutu spółki na giełdzie – wskazuje Świniarski.

– Rosnąca liczba nowych ofert nie jest na tyle duża jak ta z 2007 roku, żeby rodziło to możliwość pojawienia się na rynku słabych jakościowo spółek. Struktura polskiej gospodarki poprawiła się znacząco w ostatniej dekadzie, co pozwala szukać pieniędzy na rozwój spółkom z branż zaliczanych do tzw. nowej ekonomii, mających globalny zasięg, skalowalny biznes i duże perspektywy wzrostu – dodaje.

Oferty pod lupą

Jak podchodzić do oceny atrakcyjności spółek zamierzających rozpocząć swoją przygodę z giełdą? Eksperci podkreślają, że na udany debiut mogą liczyć przede wszystkim poukładane spółki o solidnych fundamentach. Jakość ofert jest bowiem weryfikowana przez rynek.

– Przeciętny inwestor nie jest w stanie ocenić atrakcyjności oferty z rynku pierwotnego ze względu na stopień skomplikowania (kilkaset stron prospektu). Z tego powodu to na oferujących akcje spoczywa odpowiedzialność za sukces w pierwszych dniach notowania.

Warto sprawdzić: W co inwestować. Tanie spółki na GPW z potencjałem wzrostu

Dodatkowo dużą rolę odgrywają analitycy, którzy wyceniają dany podmiot. Inwestorzy indywidualni, chcąc dowiedzieć się, czy dana spółka jest atrakcyjna, powinni spojrzeć na historyczne IPO, które były dostępne w danym domu maklerskim. Jeśli były to spółki, których debiuty okazały się sukcesem, to można zakładać, że oferujący podszedł do swojego zadania należycie i nie kierował się tylko prowizją, gdy decydował się na zbieranie zapisów na akcje – wyjaśnia Tomasz Wyłuda, dyrektor biura doradztwa inwestycyjnego Credit Agricole. Osobną kwestią pozostaje rzetelność informacji zawartych w prospektach emisyjnych, na których analitycy i inwestorzy opierają swoje oczekiwania.

– Warto zdawać sobie sprawę z tego, że podmiotowi debiutującemu zależy na sprzedaży akcji po jak najwyższej cenie. Stara się więc przekonać inwestorów, pokazując często bardzo optymistyczne plany wzrostu.

Wysoka wycena i wyśrubowane prognozy często powodują zawód wśród inwestorów w dłuższym terminie – zwraca uwagę ekspert.

– Jeżeli w długim terminie akcje spółek, które przeprowadziły IPO i zadebiutowały na giełdzie nie tracą na wartości (nie wypadają trupy z szafy), to można mówić, że rynek efektywnie weryfikuje firmy. Dlatego jeżeli chcemy mówić o efektywności informacyjnej rynku, musimy brać pod uwagę sytuację w długim terminie – podsumowuje Wyłuda.