Fundusze ETF są jednym z najszybciej rozwijających się instrumentów finansowych w Europie. Ekonomiści z Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej - przy współpracy profesora Uniwersytetu Kyoto, pokusili się o zbadanie jak rozwój technologii cyfrowych wpływa na rynki finansowe i czy nie zagraża ich stabilności.

Czytaj więcej

W co inwestować. Giełdy świata dla leniwych z kapitałem

Destabilizacji nie będzie, ale…

Transformacja systemów transakcyjnych sprzyja większym obrotom przy jednoczesnym obniżeniu kosztów ponoszonych przez inwestorów. Widać to było już dawno po przyspieszeniu rozwoju rynków terminowych. Technologie cyfrowe mają jednak coraz większy wpływ nie tylko na futures, ale również na wszystkie inne instrumenty finansowe.

– Najlepszym tego przykładem są zmiany zachodzące w systemach obrotu, chodzi m.in. o upowszechnienie systemu handlu opartego na algorytmach i handlu wysokich częstotliwości. Innym przykładem jest rozwój rynku kryptowalut – mówi dr Adam Marszk z Politechniki Gdańskiej.

Badania dotyczyły jednak przede wszystkim rozwoju funduszy ETF, których przybywa w szybkim tempie i ich wpływu na coraz bardziej powiązane ze sobą rynki finansowe.

– Powiązania te dotyczą rynków znajdujących się w różnych krajach. Często ETF-y są obecne w jednym kraju, ale można w nie inwestować w zupełnie innych rynkach, nawet bardzo egzotycznych – tłumaczy dr Adam Marszk.

Z przeprowadzonych badań wynika jednak, że rynek ETF-ów nie jest rynkiem, który mógłby wpływać na destabilizację systemu finansowego, choć są kategorie takich funduszy – przede wszystkim egzotycznych, których wpływ mógłby wystąpić na zachwianie notowań określonych instrumentów, ale nie dotyczy to całego rynku.

…zmienność bywa groźna

ETF-y były często obwiniane przez media np. za zachwianie kursem złota czy innymi surowcami. W takich przypadkach rozpisywano się o zamykaniu przez nie dużych pozycji. Prawda okazuje się jednak połowiczna, ponieważ – jak udowadniają badacze, nie dotyczy to wszystkich ETF-ów, a tylko powiązanych ze zmiennością rynku, choć konsekwencje bywały bolesne.

– Wiele funduszy w Stanach Zjednoczonych upadło, kiedy zmienność się zmieniła, ponieważ nastąpiło sprzężenie zwrotne. Fundusze musiały się coraz bardziej angażować na rynku, a im bardziej się angażowały, tym rynek był mniej płynny. Ostatecznie doprowadzało to do ich upadku. Na poszczególnych rynkach takie zaburzenia mogą się zdarzać, ale kiedy rozpatrujemy stabilność całego systemu finansowego, nie jest to możliwe – tłumaczy dr Adam Marszk.

Największym rynkiem ETF-ów są Stany Zjednoczone. W Europie liderem jest Wielka Brytania. Dużymi rynkami są również: Niemcy, Francja, Włochy i Szwajcaria.

– We wszystkich tych krajach są bardzo silnie rozwinięte systemy finansowe, działa tam wiele dużych, międzynarodowych instytucji finansowych, które mają doświadczenie we wprowadzania ETF-ów na rynek. To wpływa również na to, że instrumenty te są tam zdecydowanie bardziej popularne niż np. w krajach środkowej czy wschodniej Europy, jak np. w Polsce – podkreśla ekonomista.

Badania objęły 13 krajów europejskich, ale został pominięty Luksemburg, który traktowany jest jak mekka wszystkich funduszy – również inwestycyjnych.

– Znaczący odsetek europejskich ETF-ów ma siedzibę w Luksemburgu. Związane jest to przede wszystkim z regulacjami prawnymi i podatkowymi. Wiele jest też funduszy, które mają swoją siedzibę w Irlandii, mimo że irlandzka giełda jako rynek ETF-ów praktycznie nie istnieje. W badaniach braliśmy więc pod uwagę nie siedzibę funduszy, tylko giełdy, na których są notowane – zaznacza dr Adam Marszk.

Jak ETF, to na zagranicznych rynkach

ETF-y stały się szerzej znane ponad 10 lat temu, wtedy pierwsze wprowadzono również na rynek polski, ale do dzisiaj właściwie nic się nie zmieniło. Polski rynek w skali europejskiej jest nadal mało znaczący. Notowanych jest zaledwie kilka ETF-ów, choć raz było ich więcej, raz mniej.

– W innych krajach naszego regionu jest podobnie, ale nasza sytuacja jest inna, ponieważ jesteśmy większą gospodarką niż np. Czechy czy Słowacja. Mamy też większy system finansowy – podkreśla ekonomista.

Próby zwiększenia popularności ETF-ów podejmowane przez warszawska giełdę są nieskuteczne. Zdaniem dr Adama Marszka przyczyną tego jest wciąż niska edukacja inwestorów.

– Oczywiście nie chodzi o tych inwestorów, którzy mają doświadczenie z rynkami finansowymi, ale o tych, których oszczędności wpływają do klasycznych funduszy inwestycyjnych – podkreśla badacz.

Wielu polskich inwestorów inwestuje jednak w ETF-y, ale notowane na giełdach zagranicznych, a nie na GPW.

– Z moich obserwacji i rozmów ze studentami wynika, że znacznie większe doświadczenie mają osoby młode, ale ich polski rynek nie interesuje. Progi wejścia na rynek ETF-ów nie są duże. To koszt zakupu jednej jednostki, więc wszystko zależy od tego jaka to jednostka, czasem wystarczy 100 zł, żeby zainwestować w Stanach Zjednoczonych. Są to więc bardzo dostępne inwestycje – podkreśla dr Adam Marszk.

– Przyczyną małego zainteresowania funduszami ETF jest też fakt, że dystrybucją jednostek funduszy inwestycyjnych zajmują się głównie banki – najchętniej ze swojej grupy, a ETF-y są często oferowane przez fintechy. Ważna jest więc i motywacja sprzedających, i oferujących – dodaje.

Konkurencja dla rynków terminowych

Fintechy jako branża oparta na nowych technologiach, mają coraz silniejszą pozycję. Rozwija się też robodoradztwo, które jest głównie oparte na dystrybucji jednostek ETF-ów.

– One są najtańsze, próg wejścia jest niewielki i są dostępne na całym świcie. To przyszłość. Nie wiadomo jak będzie w Polsce, ale jeżeli chodzi o cyfryzacje i nowe technologie, nie wyglądamy najgorzej – zaznacza dr Adam Marszk.

ETF-y stają się też konkurencją dla kontraktów terminowych i kontraktów opcyjnych na indeksy.

– To widać na przykładzie przede wszystkim krajów azjatyckich, ale europejskich też. Między rynkiem funduszy a rynkiem kontraktów terminowych jest pewna zależność. Im bardziej rozwija się rynek ETF-ów, tym mniejszy staje się rynek opcji na indeksy. Badania są jednak problematyczne, ponieważ dostęp do danych rynków terminowych i wartości obrotów jest bardzo ograniczony. Rynek ETF-ów jest znacznie bardziej przejrzysty. Jednoznacznie nie jesteśmy więc w stanie stwierdzić jak duża jest ta zależność, ale można postawić tezę, że ETF-y są konkurencją dla rynków terminowych – tłumaczy dr Adam Marszk.

Badania ekonomistów, w których brała udział również profesor Ewa Lechman z Politechniki Gdańskiej i Yasuyuki Kato, profesor Uniwersytetu Kyoto i doradca japońskiego rządu, skupiały się przede wszystkim na regionie Azji i Pacyfiku.

– Region ten bardzo różni się od rynku europejskiego i amerykańskiego. Na zachodzie ETF-y najszybciej rozwijają się w krajach najbardziej rozwiniętych, a w Azji z jednej strony mamy Chiny, które nie należą do krajów rozwiniętych, a jednocześnie są jednym z największych rynków ETF-ów oraz Japonię – kraj bogaty, w którym ETF-y też się rozwijają coraz szybciej – tłumaczy dr Adam Marszk.

Co kraj, to obyczaj

Na rynku ETF-ów są też trendy i mody, np. ETF-y oparte o złoto są popularne w Indiach, dla których kruszec jest ważny ze względów kulturowych. Na rynku koreańskim i japońskim dużą popularnością cieszą się fundusze ze zwielokrotnioną stopą zwrotu lub odwróconą.

– Gdyby to przełożyć na warunki polskie, taki fundusz oferowałby np. trzykrotność stopy zwrotu z WIG20. Tego typu fundusze zdobyły największą popularność w Korei Południowej, ponieważ oferują lepsze możliwości inwestycyjne niż kontrakty terminowe. Co nie oznacza, że tyle samo nie można na nich stracić, co często się zdarzało – podkreśla dr Adam Marszk.

Ekonomista zwraca uwagę, że popularność zdobywają fundusze, które wykraczają poza klasyczne inwestowanie ze względu na duży stopień ryzyka, ponieważ oparte są na instrumentach pochodnych.

– Zarządzający nie kupują określonych aktywów, tylko kontrakty, głównie swapy. Stopień komplikacji jest więc znacznie wyższy i wyższy poziom ryzyka dla inwestora detalicznego. Zaletą tych inwestycji jest natomiast wysoka płynność – podkreśla.

Rynek ETF-ów ma dobre perspektywy, a w najbliższych latach najszybciej rozwijającą się ich grupą, będą fundusze odpowiedzialnego inwestowania.

– To widać jak patrzy się na dane. W 2018 r. to była nisza. Teraz każdego miesiąca w Europie i w Stanach Zjednoczonych pojawia się kilkanaście nowych funduszy tego typu i płyną do nich miliardy dolarów – podkreśla dr Adam Marszk.

Od niedawna Politechnika Gdańska prowadzi kolejne badania, tym razem we współpracy ze Szwajcarami, które dotyczą znaczenia funduszy odpowiedzialnego inwestowania, głównie ETF-ów dla europejskich gospodarek i instytucji finansowych. Pierwsze wyniki będą dostępne w przyszłym roku.

Owocem obecnych badań są dwie monografie: : „Exchange-Traded Funds Market Development in Asia-Pacific Region” i „ICT-Driven Economic and Financial Development: Analyses of European Countries”, których autorami są dr Adam Marszk, prof. Ewa Lechman i prof. Yasuyuki Kato.