Młode pokolenie stawia na wolność wypowiedzi

Wartością nadrzędną jest teraz realizacja ciekawego pomysłu na pokazanie ważnego tematu

Publikacja: 16.12.2017 10:03

Tom Swoboda, soundart, w złotej przestrzeni z czarnym postumentem słychać niepokojącą pieśń – „Ishti

Tom Swoboda, soundart, w złotej przestrzeni z czarnym postumentem słychać niepokojącą pieśń – „Ishti Song”

Foto: archiwum artysty

Sztuka współczesna jest bardzo zróżnicowana, multimedialna. Powstają klasyczne obrazy, rzeźby, ale spora grupa artystów bierze udział w różnych akcjach, przygotowuje performance, eksperymentuje na wielu polach. Rozwój techniki i pojawienie się nowych technologii sprzyja tym działaniom. Ale wielu odbiorców zadaje sobie pytanie, czy jest to nadal sztuka.

Zbigniew Libera zbudował z klocków lego obóz koncentracyjny. Paweł Althamer w 2000 r. wciągnął do akcji mieszkańców bródnowskiego bloku. Chodziło o zapalenie świateł w niektórych mieszkaniach w noc sylwestrową, tak żeby w oknach ukazała się „magiczna” data. Wielu z nas ma problem z traktowaniem takich działań w kategoriach sztuki.

Granice są coraz bardziej płynne, ale nie do końca to akceptujemy. W świadomości społecznej sztuka – mniej czy bardziej przyjazna – to obrazy, rzeźby, różne obiekty trójwymiarowe. Do takiej sztuki przyzwyczaiły nas muzea i galerie.

Tymczasem z punktu widzenia krytyków performance, instalacje czy filmy wideo to taka sama sztuka jak pozostałe rodzaje. W tym roku jury konkursu „Spojrzenia 2017″ Deutsche Banku przyznało Grand Prix Honoracie Martin, znanej z ekstremalnych działań. Drugie miejsce zdobył Przemysław Branas za perfekcyjnie wykonany film, łączący narracje przeszłe i teraźniejsze, wskazujący na związki sztuki i polityki. Dla młodego pokolenia najważniejsza jest wolność wypowiedzi, forma to sprawa wtórna.

Honorata Martin kilka lat temu wędrowała przez Polskę zdana na życzliwość spotkanych ludzi („Wyjście w Polskę”). Innym razem można było przyjść do jej domu i wziąć, co się podoba ( „Przyjdź i weź co chcesz”). Na wystawie w Zachęcie towarzyszącej konkursowi „Spojrzenia 2017″ artystka pokazała współczesny „Wikiup” – dom bezdomnego zbudowany z różnych, czasem dziwnych przedmiotów (zdjęcie na G3). Dla Honoraty Martin jej sztuka jest równoprawna ze sztuką klasyczną.

– Performance tak samo jak malarstwo czy rzeźba może odnosić się do spraw społecznych, ale nie musi. Może zwracać uwagę na zjawiska aktualne, uniwersalne albo żadne. Wolność cechuje wszystkie formy sztuki – twierdzi artystka.

Dyskusja o in vitro

Zdaniem Katarzyny Stanny, prodziekana Wydziału Sztuki Mediów ASP w Warszawie, w rzeczywistości współczesnej nie jest łatwo wyznaczać jakiekolwiek granice, a co za tym idzie – definiować jednoznacznie zjawiska. Dotyczy to zarówno relacji międzyludzkich, jak i wielu dziedzin życia czy współistnienia społecznego, którego jednym ze sposobów wyrażania jest sztuka.

– Rzeczywistość prawdziwa, realna przenika się z virtual reality, tworząc nową jakość odbioru dotyczących jej zjawisk. VR – tak trudny do ujęcia w jakiekolwiek ramy – przeniknął również w płynny, jeśli chodzi o granice, świat sztuki współczesnej – mówi Katarzyna Stanny.

Jako przykład podaje dyplom „Będę mamą Q&A” Olgi Kowalskiej, zrealizowany w tym roku na Wydziale Sztuki Mediów pod kierunkiem prof. Mirosława Bałki (zdjęcie z akcji powyżej). Młoda artystka, czerpiąc ze świata talk-show, proponuje widzowi udział w dyskusji na temat in vitro, poruszany szeroko w mediach. Zaaranżowana w hotelu Marriott konferencja prasowa staje się zjawiskiem z pogranicza performance, sztuki współczesnej i virtual reality dziejącej się jednak w rzeczywistości realnej.

Olga Kowalska do debaty zaprosiła księdza i lekarza. W ich postacie bardzo wiarygodnie wcielili się aktorzy, o czym uczestnicy konferencji nie wiedzieli.

– Jako bazę do mojego dyplomu wybrałam talk-show. Oprócz rozrywki ma on bardzo ważną funkcję oswajania w przystępny sposób ważnych problemów w społeczeństwie i stwarza przestrzeń do dyskusji. Dlatego niesamowicie się cieszę, że panowie profesorowie tak bardzo zaangażowali się w dyskusję nie tyle o sztuce, co światopoglądową – opowiada Olga Kowalska.

– Ja oraz aktorzy zaproszeni do dyskusji mówiliśmy wyłącznie cytatami z mediów o alternatywnych sposobach zajścia w ciążę. Były to znalezione w sieci i prasie wypowiedzi specjalistów. Przez to całość była jeszcze bardziej przerażająco autentyczna – przekonuje Olga Kowalska. – W Polsce nienawiść do kobiet jest większa niż miłość do nienarodzonych dzieci. Widać to od razu, kiedy w dyskusji w jednym zdaniu padają słowa: aborcja, antykoncepcja i in vitro. To nie przypadek, że do dyskusji zaprosiłam samych mężczyzn. Jest to nawiązanie do polskich realiów, gdzie głos w sprawach praw kobiet zabierają głównie faceci. Było to też puszczenie oka do profesorskiej komisji dyplomującej, w której… również są sami mężczyźni! Jak to się dzieje, że kobiety stanowią 77 proc. studiujących, ale zaledwie 22 proc. profesorów uczelni artystycznych! (raport Fundacji Katarzyny Kozyry).

Olga Kowalska, „Będę mamą Q&A”, artystka podczas konferencji prasowej na temat in vitro

Kultura wizualna online

Artystka określa swoje działania przede wszystkim jako eksperyment, ale nie społeczny, tylko na samej sobie. Są to prace bardzo prywatne, próby odnalezienia się w rzeczywistości politycznej oraz w świecie sztuki. Czy takie eksperymenty są sztuką?

– Biorąc pod uwagę kontekst uczelni artystycznej i mój status artystki, pewnie tak. Definiowanie co jest sztuką a co nie, to jeden z moich ulubionych tematów. Duchampowsko można uciąć tę dyskusję, stwierdzając, że jeżeli autor identyfikuje się jako artysta, to sprawa jest jasna i jego działanie jest sztuką. Ale od tamtych czasów minęło już 100 lat i ja bardziej skłaniam się do stwierdzenia, że sztukę definiuje odbiorca i jego wrażliwość – mówi Olga Kowalska.

Jak twierdzi, najlepsze performance widziała na youtube. Ich autorami były osoby określające się jako blogerzy, youtuberzy, streamerzy. Ludzie ci z pewnością nie określiliby się jako artyści współcześni.

– Ale ja będę ich uparcie do świata sztuki wciskać, chociażby na siłę. Ich twórczość niesamowicie na mnie działa. Obserwuję nowy rodzaj wizualności, który tworzy się na naszych oczach – przekonuje Olga Kowalska. – Przeciętnemu odbiorcy sztuka kojarzy się z obrazem, rzeźbą. To źle. Bo jak często przeciętny Polak chodzi do galerii lub myśli o malarstwie? Przecież jego to nie interesuje, raczej przeraża, wydaje się czymś odległym i tylko dla wybranych, kompetentnych. Przeciętnego Polaka sztuka zwyczajnie nudzi (mnie często klasyczna sztuka też nudzi, chociaż jestem po sześciu latach edukacji artystycznej i sztuka zajmuje jedno z najważniejszych miejsc w moim życiu) – mówi artystka.

Jak dodaje, młodzi rozmawiają przy pomocy gifów, linków do youtuba i emotikonów. I to jest tak samo ważny element sztuki jak malarstwo sztalugowe. Może gdybyśmy uświadomili ludziom, że w internecie jest ogromny kawałek współczesnej kultury wizualnej, którą wszyscy tworzymy i modyfikujemy, nie słyszelibyśmy tych okropnych zdań: „nie lubię sztuki współczesnej”. Sztuka od zawsze odnosiła się do polityki, religii czy ideologii, reprezentując konkretny pogląd, opowiadając się jednoznacznie po którejś ze stron. Dziś artysta dzięki nowym mediom może docierać ze swoim przesłaniem do wielu odbiorców, może skutecznie przenikać do rzeczywistości i tym samym zmieniać funkcjonujące poglądy.

Narysuj mi Boga i inne akcje

Tom Swoboda kilka lat temu zrealizował część projektu „Narysuj mi Boga” w ramach wystawy „Artysta w czasach beznadziei”, do której zaprosił go Zbigniew Libera. Polegało to na dokumentowaniu odpowiedzi na pytanie o wizerunek Boga – jak on wygląda według wybranych osób. Udział wzięli: generał zakonu Marianów Adam Boniecki, rabin Kazimierz Barczuk, pastor Alicja Broda. W ciągu roku powstały wywiady, rysunki, wideo, fotografie i obiekty, które w różny sposób prezentowały daną osobę (przypadek) i jej obraz Boga.

Projekt ten można zobaczyć w Dolnośląskiej Zachęcie Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Ma on formułę otwartą. Artysta chciałby poprosić papieża Franciszka o przedstawienie jego wyobrażenia Boga.

Tom Swoboda zrealizował także soundart (zdjęcie z akcji obok). Poprosił Natalię Niemen, by zaśpiewała glosolalią (tzw. języki anielskie). Artysta przygotował do tego osobną przestrzeń pomalowaną na złoto. W środku stał czarny postument (trochę nawiązujący do Kubrickowskiego czarnego obelisku z „Odysei kosmicznej 2001″) z zeszytem z transkrypcją pieśni. W tle było słychać „Ishti Song” – pieśń dziwną, niepokojącą, drażliwą.

Artysta wynajmuje sam siebie (swoje umiejętności) do realizowania często bardzo delikatnych i trudnych projektów, których efektem końcowym są nie tyle rysunki, fotografie czy wideo, ale jakaś notatka z przeżycia danej sytuacji. Nazywa to dokumentem symbolicznym.

Współczesna sztuka komentująca zjawiska społeczne przy pomocy np. performance jest z pewnością trudniejsza dla przeciętnego odbiorcy, ale pobudza do refleksji i przemyśleń nie tylko natury politycznej czy społecznej. Jest ważnym elementem edukacji.

– Jest to inna jakość niemożliwa do porównania z tym, co było wcześniej, a subiektywny odbiór sztuki dodatkowo utrudnia jednoznacznie obiektywną klasyfikację – mówi Katarzyna Stanny. – Przede wszystkim historia i upływający czas filtrują istotne zjawiska, pozostawiając to co przełomowe albo nowatorskie w historii sztuki. Przykładem niech będą choćby impresjoniści. Trudno natomiast jest zdefiniować, czym we współczesnej sztuce jest kicz. Sztuka nowych mediów i daleko rozwinięta technologia w pewnym sensie chronią przed nieudolnością warsztatową, która była pewnego rodzaju wyznacznikiem mistrzostwa w technikach tradycyjnych. Obecnie wartością nadrzędną w sztuce jest pomysł na pokazanie ważnego społecznie tematu i konsekwentne jego zrealizowanie na możliwie najwyższym poziomie. ©?

Sztuka współczesna jest bardzo zróżnicowana, multimedialna. Powstają klasyczne obrazy, rzeźby, ale spora grupa artystów bierze udział w różnych akcjach, przygotowuje performance, eksperymentuje na wielu polach. Rozwój techniki i pojawienie się nowych technologii sprzyja tym działaniom. Ale wielu odbiorców zadaje sobie pytanie, czy jest to nadal sztuka.

Zbigniew Libera zbudował z klocków lego obóz koncentracyjny. Paweł Althamer w 2000 r. wciągnął do akcji mieszkańców bródnowskiego bloku. Chodziło o zapalenie świateł w niektórych mieszkaniach w noc sylwestrową, tak żeby w oknach ukazała się „magiczna” data. Wielu z nas ma problem z traktowaniem takich działań w kategoriach sztuki.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sztuka
Zdrożeją obrazy malarzy kolorystów
Sztuka
Tanio kupowali zaginione dzieła i odsprzedawali je za miliony
Sztuka
Tanie wybitne obrazy jako fundusz emerytalny. W co zainwestować
Sztuka
Nikifor na wystawie. Prace niespotykane na rynku
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Sztuka
Sztuka komiksu na inwestycję i do zbioru