Kunsztowny haft w obronie słabszych

Nie kreuję obrazami innej rzeczywistości, sztuką staram się uświadamiać – twierdzi Alicja Stańska

Publikacja: 26.11.2016 08:55

Alicja Stańska, Antylopa z serii Nić Afryki, detal

Alicja Stańska, Antylopa z serii Nić Afryki, detal

Foto: ArtBart Design

Rz: Na pani haftowanych, unikatowych obrazach dekorowanych kamieniami jubilerskimi pojawiają się nietypowe motywy. W serii „Najdroższy Towar Świata” jest to serce, wątroba, nerki, a w serii „Nić Afryki” rogi afrykańskich zwierząt. Skąd te tematy u artystki?

Alicja Stańska: To dość trudne pytanie. Myślę, że każdy z nas ma zdolność do zajmowania się pewnymi tematami. Ja od małego dziecka miałam dziwne poczucie braku sprawiedliwości na świecie. Zawsze widziałam ofiary, nie zwycięzców. Nigdy nie umiałam przejść obok krzywdy obojętnie. Myślę, że tematyka, którą się zajmuję (ochrona praw ludzi i zwierząt), została mi narzucona odgórnie. Nie wiem, co lub kto za tym stoi. Kosmo, Bóg… Nie wiem. Wiem jedynie, że mam siłę, aby choć w małym procencie coś zrobić.

W moim ulubionym filmie „Prawdziwa historia” z Antony Hopkinsem, główny bohater opowiada swojej przyjaciółce historię, która zawiera puentę: dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Ja też tak czuję.

Dla wielu osób szokujące są filmy dokumentalne, które towarzyszą pani wystawom. Z jednej strony wysmakowane estetycznie prace, a obok film z cennikiem ludzkich organów.

Bardzo trudno jest przekazać tak dużą ilość informacji, statystyk, danych poprzez jeden obraz. Tym bardziej, że ja nie kreuję obrazami „innej” rzeczywistości. Sztuką staram się uświadamiać. Filmy, jakie można zobaczyć na moich wystawach, są jedynie przekazem, który ma pobudzić naszą czujność, wzmocnić intuicję lekko uśpioną przez media i dzisiejszy styl życia. Czasami wydaje mi się, że człowiek zatracił ową intuicję, jaką mają zwierzęta i którą my mieliśmy kiedyś.

Swoją twórczość traktuje pani jak misję, ale przy okazji pokazuje pani, jak cienka linia przebiega między sztuką a rzemiosłem.

Jak najbardziej. Czasami wydaje mi się, że ludziom brakuje warsztatu. Ja chyba zaczęłam od drugiej strony. Najpierw warsztat, a dopiero potem nauka wyrażania emocji poprzez sztukę. To nigdy nie było i nie będzie łatwe. Jednak rozwijanie warsztatu daje możliwość nowych form przekazu.

Jak pani sztuka jest u nas odbierana?

Myślę, że najlepiej zapytać o to gości wystaw czy oglądających moją twórczość. Sama nie umiem oceniać siebie i tego co robię. Ja daję z siebie wszystko, ale tylko widz może wypowiedzieć się na ten temat, co czuje.

Ile kosztuje pani obraz?

Ceny zaczynają się od 10 tys. zł.

Czy taka praca musi być oprawiona?

Osobiście proponuję oprawę, gdyż doskonale wiem, jak technicznie zachowują się materiały, których używam w przestrzeni. Jednak ostateczny wybór pozostawiam nabywcy.

Czy dla polskiego odbiorcy istotna jest informacja, że wszystkie produkty, z jakich są wykonane pani prace, pochodzą z Unii Europejskiej i od sprawdzonych firm, które nie łamią praw człowieka i przestrzegają prawa pracy?

Nie wszyscy są tym zainteresowani. Jednak są kolekcjonerzy, dla których ta informacja jest ważna. Dla mnie osobiście współpraca z podmiotami łamiącymi prawa innych byłaby hipokryzją wobec wszystkich ludzi, o których tworzę wystawy, czyli wobec ofiar.

A jak reagowała publiczność, widząc panią na Małym Rynku w Krakowie zamkniętą w dużej klatce? Haftowała pani wtedy złotą nicią.

Reakcje były naprawdę zróżnicowane. Jedni się wzruszali, inni podziwiali, a jeszcze inni nie rozumieli. Kraków tego dnia był bardzo słoneczny. Dookoła klatki zgromadzili się ludzie z całego świata: rodacy, Europejczycy, Azjaci, Amerykanie… Każdy miał własną wizję i inne odczucia. Najpiękniejsze było to, że chętnie się nimi ze mną dzielili.

Akcje w obronie praw człowieka i zwierząt na Zachodzie odbywają się od lat, zwracają uwagę opinii publicznej i chyba na tym się kończy.

Niezupełnie. Dzięki takim akcjom wspierane są później fundacje, które naprawdę skutecznie zwalczają przynajmniej część procederu. Przykładem mogą być dzieci i kobiety wyrwane z rąk mafii czy instytucje, które później pomagają im wrócić do społeczeństwa.

Wracając do pani edukacji, jak wygląda program szkoły Ecole Lesage? W Paryżu pod okiem francuskich mistrzów rękodzieła poszerzała pani wiedzę i zgłębiała tajniki haftu luneville. Czym ten haft się charakteryzuje?

Wszystko zależy od tego, jaki program chce ukończyć zainteresowany. Ja wybrałam haute couture. Nie interesował mnie haft wnętrzarski czy haftowanie torebek. Wolałam poznać techniki, które potem będę mogła wykorzystywać w swoich pracach.

Cechą charakterystyczną haftu luneville jest przede wszystkim narzędzie, którym go wykonujemy, czyli szydełko crochet de luneville. Dla mnie jest to także dobranie właściwych nici, metalizowanych, nie bawełnianych. Możliwości w tym hafcie są ogromne, więc można się kształcić cały czas.

Kreacje haute couture kosztują fortunę. Do przymiarki nieraz są wysyłane specjalnym samolotem. Dekorowanie ich haftem wymaga nie tylko odpowiedniego przygotowania, ale i benedyktyńskiej cierpliwości. Ile czasu trwa uszycie takiej kreacji, a ile pani potrzebuje na wykonanie obrazu?

Tutaj jest duża rozbieżność, gdyż kreacje robi od kilkunastu do nawet kilkuset hafciarek, jak w domu mody Guo Pei. Obraz wykonuje jedna osoba. Można robić obraz przez trzy miesiące, a w tym samym czasie kilkaset hafciarek wyhaftuje kilka kreacji! Gdybyśmy wykonanie kreacji powierzyli jednej hafciarce, dopiero wtedy zauważylibyśmy różnicę w czasie potrzebnym do wykonania pracy.

Tworzy pani także kreacje inspirowane filmami Tima Burtona, obrazami Salvadora Dali. Żeby się zresetować, wchodzi pani w surrealistyczne klimaty?

Dokładnie. Uwielbiam surrealizm. Po tak trudnych tematach, po jakie sięgam, chcę zatopić się w mniej realnym świecie. Co ciekawe, surrealizm i haft luneville mają swoje korzenie we Francji.

—rozmawiała Kama Zboralska

„MECENAS KOMPASU MŁODEJ SZTUKI”

Rz: Na pani haftowanych, unikatowych obrazach dekorowanych kamieniami jubilerskimi pojawiają się nietypowe motywy. W serii „Najdroższy Towar Świata” jest to serce, wątroba, nerki, a w serii „Nić Afryki” rogi afrykańskich zwierząt. Skąd te tematy u artystki?

Alicja Stańska: To dość trudne pytanie. Myślę, że każdy z nas ma zdolność do zajmowania się pewnymi tematami. Ja od małego dziecka miałam dziwne poczucie braku sprawiedliwości na świecie. Zawsze widziałam ofiary, nie zwycięzców. Nigdy nie umiałam przejść obok krzywdy obojętnie. Myślę, że tematyka, którą się zajmuję (ochrona praw ludzi i zwierząt), została mi narzucona odgórnie. Nie wiem, co lub kto za tym stoi. Kosmo, Bóg… Nie wiem. Wiem jedynie, że mam siłę, aby choć w małym procencie coś zrobić.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sztuka
Zdrożeją obrazy malarzy kolorystów
Sztuka
Tanio kupowali zaginione dzieła i odsprzedawali je za miliony
Sztuka
Tanie wybitne obrazy jako fundusz emerytalny. W co zainwestować
Sztuka
Nikifor na wystawie. Prace niespotykane na rynku
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Sztuka
Sztuka komiksu na inwestycję i do zbioru
Materiał Promocyjny
Jak sztuczna inteligencja może być wykorzystywana przez przestępców cybernetycznych?