Falsyfikat w każdym domu. Polacy tracą miliony. To patologia

Zawsze w dziejach Polski krążyły po rynku fałszywe środki płatnicze
Zawsze w dziejach Polski krążyły po rynku fałszywe środki płatnicze
Muzeum Narodowe w Krakowie

Krakowska wystawa falsyfikatów ma wybitnie edukacyjny charakter.

Polacy tracą miliony. Falsyfikaty to od lat plaga na krajowym rynku sztuki i antyków. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego wydało w ostatnich dniach podręcznik „Praktyczne aspekty zwalczania przestępczości przeciwko dziedzictwu kulturowemu”. Jeden z rozdziałów dotyczy falsyfikatów na rynku sztuki i antyków. Problem w tym, że nie pokazuje skali zagrożenia i skutecznych rozwiązań prawnych.

Autorem rozdziału jest Olgierd Jakubowski. Autor nie powołuje się na krajowe wyroki o podstawowym znaczeniu w sprawach o fałszerstwo i obrót falsyfikatami. Zabrakło np. informacji o pozwie malarza Antoniego Fałata, którego oczywisty falsyfikat wystawił dom aukcyjny.

Fałszywe banknoty z czasów lawinowej inflacji przed reformą walutową ministra Grabskiego. Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie

Warto sprawdzić: Nawet w muzeum można kupić fałszywy obraz

Ekspertyzy za darmo

Wyrok z 2006 roku ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia patologii. Sędzia Marcin Strobel zdefiniował, dlaczego nieskuteczne jest badanie autentyczności, które polega na wzrokowej ocenie stylistyki badanego obrazu i jej zgodności ze stylistyką znanych autentyków. Taka nieskuteczna metoda badania dominuje w handlu.

Autor ocenianego tu rozdziału nie wspomina o falsyfikacie Jana Cybisa oferowanym w 2007 roku. Prokurator Robert Myśliński zastosował pionierskie rozwiązanie, godne naśladowania. Falsyfikat Cybisa miał ekspertyzę autentyczności. Prokurator zamówił u trzech biegłych sądowych trzy kontrekspertyzy.

Wszyscy biegli uznali, że obraz jest oczywistym falsyfikatem. Prokurator uniknął w ten sposób wieloletnich jałowych sporów. O takich praktycznych rozwiązaniach powinni się dowiedzieć czytelnicy ocenianej tu książki, np. funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości. Z biegiem lat nie będzie dostępu do akt. Praktyczne rozwiązania należało ocalić w podręczniku. Autor nie wspomina o falsyfikacie „Zjawa” Franciszka Starowieyskiego. Są źródła. Prawnik dr Katarzyna Zalasińska opisała sprawę w książce „Kultura w praktyce. Zagadnienia prawne” tom 2. Historia „Zjawy” ma wybitnie edukacyjną wartość dla prawników.

Dlaczego autor pominął sprawę kolekcjonera z Łodzi, któremu tzw. renomowany marszand sprzedał falsyfikaty za prawie 1,7 miliona złotych. Falsyfikaty miały oczywiście ekspertyzy autentyczności. Ekspert zeznał w prokuraturze, że ekspertyzy wykonał za darmo. Prokurator z powodu niewiedzy zbagatelizował to absurdalne zeznanie. Ma ono fundamentalne znaczenie dla rozumienia mechanizmów patologii.

W 2012 roku na prowincji powstał dom aukcyjny. Handlarz wydawał katalogi. Po lewej stronie drukował reprodukcję obrazu, a po prawej „opinię” eksperta o autentyczności. Obrazy były falsyfikatami. Policja zarekwirowała je, ale zwróciła, ponieważ handlarz w myśl prawa „dochował należytej staranności”, zamawiając ekspertyzy…

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie

Warto sprawdzić: Wpłatomat jak policjant. Zatrzymuje fałszywki

Handlarz zakpił z prawa

Czy ktoś zastanawiał się nad tym, że ekspertyzy nazwane „opiniami” nie mają wartości merytorycznej, w tym prawnej? Handlarz zakpił z kalekiego prawa i nieskutecznych, powierzchownych praktyk wymiaru sprawiedliwości.

Dlaczego autor ocenianego przeze mnie rozdziału nie opisał tych oraz innych faktów? Sędzia nie udowodni winy, jeśli nie zrozumie przyczyny zła. Skąd policjanci i prokuratorzy mają znać oszustwa typowe dla krajowego rynku? Trzeba ich oswajać z jego specyfiką!

Czytelnik powinien się dowiedzieć z książki, że zamówienie tzw. ekspertyzy jest w Polsce gwarantem bezkarności handlarzy i ekspertów. Ekspertyzy często są bezwartościowe. Od lat na rynku grasują historycy sztuki, którzy o oczywistych falsyfikatach piszą, że to autentyki. Robią to w poczuciu bezkarności.

Są m.in. rzeczoznawcy ministra kultury. Prof. Piotr Gliński w 2017 roku zdecydowanie usunął z urzędowej listy rzeczoznawcę, który wystawiał ekspertyzy autentyczności do oczywistych falsyfikatów. W ocenianym tu rozdziale warto było to zasygnalizować. Przykład ten dowodzi, że problem można rozwiązać, jeśli jest wola polityczna.

Autor powołuje się na książkę F. Arnaua. Po co? Stan wiedzy kończy się w niej na latach 50. XX wieku. Anachroniczne informacje zawarte w książce Arnaua nie mają związku z polskimi realiami. Dlaczego nasi uczeni uparcie powtarzają, że Rembrandt fałszowany był już za życia? Co to obchodzi polskiego sędziego lub konsumenta na krajowym rynku sztuki?

Lepiej wyliczyć polskich malarzy masowo fałszowanych już za ich życia, np. Juliana Fałata czy Alfonsa Karpińskiego. Ich falsyfikaty sprzedawane są dziś jako autentyki. Mamy lepsze polskie przykłady. Lepsze niż powtarzane od lat historyjki o fałszerzu van Meegerenie.

Czy prokurator po lekturze tego rozdziału zrozumie przyczyny i skalę zagrożenia? Nie zrozumie, że istnieje przyzwolenie na patologię. Czytelnicy książki nie dowiedzą się, że jednym z podstawowych problemów jest brak oficjalnego zawodu eksperta.

Dlaczego tzw. eksperci nie mają obowiązkowego ubezpieczenia OC? Eksperci świadczący usługi na rynku zwykle nie rozliczają się z fiskusem, o czym w prasie alarmowali antykwariusze.

Warto było zasygnalizować skuteczne rozwiązania prawne. Zastosował je niezapomniany dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie prof. Piotr Piotrowski. Mam na myśli „Pismo okólne” nr 8 z 25 listopada 2009 roku. Bez wiedzy o tym dokumencie funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości pozostaną bezradni. Jak mają zatem bronić pieniędzy klientów rynku sztuki? Niedługo w każdym domu zawiśnie falsyfikat!

Analizuję tu tylko rozdział dotyczący rynku sztuki i antykwarycznego. Nie oznacza to, że pozostałe nie wyczerpują tematu. Autorzy książki to Bartłomiej Gadecki, Olgierd Jakubowki, Maciej Trzciński, Kamil Zeidler. Redaktorem naukowym jest Maciej Trzciński.

Warto sprawdzić: Jak rozpoznać fałszywe euro i dolary?

Falsyfikaty w Muzum Narodowym w Krakowie

Czekamy na podręcznik, który przedstawi pełniejszy katalog przestępstw skierowanych przeciwko dziedzictwu kulturowemu. Skierowanych także przeciwko klientom rynku. Przestępstwem jest np. oszustwo polegające na podawaniu zawyżonych cen po reżyserowanych aukcjach. Skutkiem tego Polacy przepłacają. Problem ten zdefiniował w „Moich Pieniądzach” (12 stycznia 2012 roku) wybitny prawnik prof. Jerzy Stelmach.

W ostatnich dniach w Muzeum Czapskich w Krakowie (oddział Muzeum Narodowego) otwarto wystawę fałszywych numizmatów. Ma ona edukacyjny charakter. Kiedy muzeum zorganizuje wystawę o oszustwach na rynku obrazów?

Na wystawie w Muzeum Narodowym pokazano fałszywe monety, które znajdowały się w obiegu w czasach PRL. Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

W ocenie analityków korzystnie wyglądają perspektywy spółek z branży biomedycznej, która ma kilku reprezentantów w indeksie sWIG80

Małe spółki wracają do łask. sWIG80 skrywa perełki

Segment małych spółek, który reprezentuje sWIG80, kryje wiele ciekawych firm mających potencjał, by w ...

W pogoni za konkurentami

W portfelu PZU Akcji Krakowiak znajduje się ponadprzeciętnie duża liczba składników. W końcu grudnia ...

Zakupy funduszy mogą być cenną wskazówką

Na GPW nie brakuje spółek, w których TFI i OFE zwiększały zaangażowanie. Wzrost zaangażowania ...