Surowce rosną i dają nieźle zarobić

Dotychczas najwięcej można było zarobić na palladzie i miedzi, która na giełdzie w Londynie wspinała się w tym roku na szczyty
Dotychczas najwięcej można było zarobić na palladzie i miedzi, która na giełdzie w Londynie wspinała się w tym roku na szczyty
Shutterstock

Ceny surowców, zwłaszcza metali szlachetnych, mocno odbiły. Warto poważnie rozważyć takie inwestycje.

Z początkiem marca zza oceanu napłynęły lepsze od spodziewanych dane makro – spowolnienie gospodarcze jest więc mniejsze od prognozowanego, ale dalsze ruchy Fed pozostają nadal w sferze spekulacji. Wciąż też wiele zależy od amerykańsko-chińskich negocjacji. Jedno jest pewne – na rynku towarowym będzie się dużo działo, zwłaszcza na metalach i ropie.

Pewna jest też słaba koniunktura na rynku zbóż, zwłaszcza pszenicy, której eksport ze Stanów Zjednoczonych zmniejszył się, a prognozy wskazują na wysokie tegoroczne plony. Kontrakty na pszenicę już straciły w ciągu ostatniego miesiąca 13,2 proc. Wysokie plony nie będą też sprzyjać cenom kakao.

Wśród analityków najwięcej emocji budzi ropa. Można stwierdzić, że prognoz jest niewiele mniej, niż wydających je banków inwestycyjnych. Sytuacja też jest skomplikowana. Kursom ropy Brent sprzyjać powinno ograniczenie wydobycia przez kraje zrzeszone w OPEC, spadek dostaw z Wenezueli i Iranu, a ostatnio zmniejszenie produkcji przez Rosję, która ubiegłoroczne zapowiedzi cięć, zaczęła właśnie wdrażać w życie i zapowiada dalszą ich realizację. Prognozę ograniczenia wydobycia ropy i gazu zapowiedziała również Norwegia.

Warto sprawdzić: Czy warto inwestować w proste fundusze typu ETF

Na obniżenie notowań ropy może natomiast wpłynąć zapowiedź zwiększenia wydobycia ropy WTI oraz reakcja OPEC na żądania Trumpa, aby ograniczyć cięcia wydobycia ropy Brent.

Wyceny dla ropy też są różne i zmieniają się z miesiąca na miesiąc. Najbardziej optymistyczne były pod koniec ubiegłego roku. Średnia prognoz analityków ankietowanych przez agencję Bloomberga wynosiła 70 dolarów za baryłkę. Bank of America Merrill Lynch, który też się takiej ceny spodziewa, uważa, że szczyt notowań przypadnie na II kwartał. Morgan Stanley stawia na średnią cenę za baryłkę w wysokości 68,5 dol. Najmniej optymistyczny jest natomiast Citibank, który swoje prognozy ogranicza do 60 dol. Jakakolwiek jednak prognoza by była, wygrani będą inwestujący w ropę spekulacyjnie, którzy najwięcej zarabiają na zmienności rynku, inwestując w kontrakty terminowe i kontrakty na różnice kursowe.

Znacznie pewniejszą inwestycją na dłużej są metale, mimo ostatniej realizacji zysków z nich. Dotychczas najwięcej można było zarobić na palladzie i miedzi, która na LME wspinała się w tym roku na szczyty. O ile w przypadku pierwszego metalu prognozy są nadal dobre, o tyle w przypadku drugiego, wszystko zależy od dojścia do porozumienia na linii USA–Chiny i kolejnych odczytów PMI chińskiego sektora wytwórczego.

Analitycy oczekują, że sytuacja polityczna i gospodarcza będzie też wpływała na ceny złota, które po ostatnich spadkach notowań rozpoczęło marzec najniższą wyceną od stycznia. Na odreagowanie ubiegłorocznych spadków czeka także srebro, którego notowania po tegorocznym wzroście zaczęły spadać na przełomie lutego i marca. Analitycy jednak wciąż wierzą, że metal powinien podrożeć do 17 dolarów za uncję. Przy kursie 5,12 dolarów oznacza to prawie 12,5 proc. wzrostu notowań.

Pallad podrożał przez pierwsze dwa miesiące roku ponad 28 proc. i po raz pierwszy od 16 lat ceną pobił złoto – kosztował 1522 dolary za uncję, o niemal 200 dolarów więcej od żółtego kruszcu. Fot. Shutterstock

Mniej błysku, więcej zysku

Pallad podrożał przez pierwsze dwa miesiące roku ponad 28 proc. i po raz pierwszy od 16 lat ceną pobił złoto – kosztował 1522 dolary za uncję, o niemal 200 dolarów więcej od żółtego kruszcu. Na ropie WTI można było zarobić 25 proc., na ropie Brent prawie 24 proc., a na miedzi 12,5 proc. Metalom i innym surowcom sprzyjało ucichnięcie nastrojów burzowych między Stanami Zjednoczonymi.

Dobra passa palladu, mimo spadku jego podaży, zależy jednak nie tylko od jego niedoboru przy jednoczesnym wzroście zapotrzebowania, ale również, a może nawet przede wszystkim, od wielkości sprzedaży samochodów. Metal jest bowiem używany do produkcji katalizatorów w silnikach benzynowych i coraz bardziej popularnych aut hybrydowych. Inaczej jest z platyną, która odgrywa dużą rolę w silnikach diesla, a na te auta popyt spada nawet w Polsce. W pallad, podobnie jak w inne surowce, można inwestować na kilka sposobów. Najmniej wygodnym jest kupno metalu w formie sztabek lub monet bulionowych, które są produkowane głównie przez mennicę kanadyjską.

Warto sprawdzić: Kontrakty CFD – tylko dla wtajemniczonych

Słynny Kanadyjski Liść Klonowy z platyny po raz pierwszy był wybity w 1988 roku, z palladu w 2005 – wszystkie krążki znajdowały się w edycjach specjalnych i niewielkich nakładach. Do dzisiaj bite są natomiast przez australijską Perth Mint platynowe koale. Inwestycja w takie monety może być przyjemnością, ale podobnie jak w sztabki, jest mało praktyczna, zwłaszcza jak się chce zainwestować większy kapitał lub inwestować przez lata.

Znacznie praktyczniej jest wybrać inny ze sposobów inwestowania w metale.

Można to robić, kupując np. kontrakty terminowe, kontrakty na różnice kursowe, certyfikaty strukturyzowane, akcje kopalń oraz jednostki polskich funduszy inwestycyjnych lub udziały w funduszach typu ETF, takich jak ETFS Physical Palladium (PHPD), który jest bezpośrednio połączony z notowaniami palladu. W tym roku można było w nim zarobić ponad 30 proc., w ciągu trzech ostatnich lat prawie 130 proc., a od początku działalności, czyli od dekady, mimo załamania notowań palladu w 2016 r. – 382 proc. ETF-y są też najbliższe inwestycji w surowce.

Złoto tylko na papierze

Spektakularny wzrost notowań nie powinien jednak sugerować, że wszystkie inwestycje w pallad są równie zyskowne. Każdy sposób jest też obarczony innym ryzykiem.

Zwolennicy inwestycji giełdowych muszą brać pod uwagę, że akcje takich kopalń jak amerykańska Stillwater Mining Company czy kanadyjska North American Palladium nie zawsze odzwierciedlają wyceny surowców, ponieważ wycena takich spółek nie zależy tylko od cen surowców, ale także np. od marż. Trzeba też liczyć się z kosztami. Inwestycje na giełdach zagranicznych nie są tanie. Ograniczona jest również oferta naszych biur maklerskich. Łatwiej jest zainwestować w fundusze krajowe lub zagraniczne, które są dostępne w Polsce.

Oferta jest zróżnicowana – od funduszy złota, do inwestujących w szerokie spektrum towarów – surowce energetyczne, metale lub towary rolne. Zanim się jednak podejmie decyzję, warto poświęcić trochę czasu i spojrzeć na benchmarki funduszy oraz ich portfele, które podpowiedzą, z jakimi surowcami ma się do czynienia.

Do najpopularniejszych wskaźników należą: Bloomberg Commodity, Dow Jones UBS Commodity, R euters/Jefferies CRB, S&P Goldman Sachs Commodity. Pierwszy i drugi mają w portfelu po 22 kontrakty terminowe na towary z siedmiu sektorów, a ostatni może brać pod uwagę wszystkie, ma więc największe spektrum inwestycji. Każdy z funduszy tzw. surowcowych różni się strategią inwestycyjną. Najczęściej zarządzający kupują akcje spółek producentów. Trudno więc mówić o bezpośrednim inwestowaniu np. w metale, ropę czy inne towary.

Jednostka zamiast uncji

W portfelu funduszu Franklin Gold and Precious Metals np. znajdują się przede wszystkim akcje takich producentów złota jak: AngloGold Ashanti Limited, kanadyjski B2Gold Corp. czy kanadyjski Newcrest Mining Limited. Niektórzy zarządzający, oprócz inwestycji w akcje, część kapitału inwestują także w ETF-y, których celem jest odzwierciedlenie wybranego indeksu rynków towarowych. Tego typu strategię stosuje m.in. Skarbiec Rynków Surowcowych. Investor Gold stawia natomiast na jednostki uczestnictwa emitowane przez subfundusz zagraniczny Deutsche Invest I Gold and Precious Metals Equities. Najbliżej surowców są te fundusze, które wykorzystują kontrakty terminowe. Tu zysk uzależniony jest od tego, czy ceny instrumentu bazowego, np. platyny czy palladu, poruszają się zgodnie z kierunkiem zajmowanej pozycji. Fundusz zarabia też na odsetkach od depozytu zabezpieczającego. Nierzadko stopa zwrotu wzmacniana jest dźwignią, ale tu ryzyko jeszcze bardziej wzrasta.

Można też pokusić się o kupno kontraktów terminowych na giełdzie nowojorskiej lub tokijskiej poprzez platformę brokerską. W Nowym Jorku pojedynczy kontrakt obejmuje 100 uncji palladu, w Tokio 0,5 kg kruszcu. Wystarczy otworzyć rachunek w jednym z biur maklerskich, które operują na rynku forex.

Inwestowanie w kontrakty terminowe wymaga jednak dużego doświadczenia, podobnie jak w kontrakty na różnice kursowe. Prostsze i mniej ryzykowne są inwestycje w certyfikaty strukturyzowane notowane na warszawskiej GPW. Do wyboru są papiery, które stanowią koszyk kilku surowców lub są uzależnione tylko od notowań kontraktów jednego. Najprostsze są Trackery takie jak RCNMBAOPEN – koszyk metali szlachetnych, w którym znajduje się złoto, pallad, platyna i srebro, RCGLDAOPEN uzależniony są od notowań futures na złoto i RCSILAOPEN na srebro. W ten sposób można zainwestować również w ropę, zboża, cukier, kakao, kawę, gaz ziemny i wiele innych surowców.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Duża swoboda zarządzającego przynosi efekty w długim okresie

W przypadku Investor Top 25 Małych Spółek nazwa funduszu nie powinna być rozumiana dosłownie. ...

Dywidendowe atrakcje czekają

Stopy procentowe są bardzo niskie, więc oprocentowanie lokat również – te najlepsze średnioterminowe oferują ...

Stambuł – miasto dla inwestorów o stalowych nerwach

Fundusze, w których znajdują się tylko akcje tureckie, są nie dla każdego. Odpowiadają raczej ...