Od przeszło dekady w Indiach wzbiera „szafranowa fala”. Ma wpływ na... popyt na złoto

Choć w czasach kryptowalut złoto może się komuś wydawać przeżytkiem, to kruszec ten ma przed sobą wielką przyszłość. Nie tylko za sprawą poczucia bezpieczeństwa, ale też demografii i polityki.

Aktualizacja: 21.04.2024 20:01 Publikacja: 21.04.2024 15:46

Co najmniej cztery hinduskie święta w roku można uznać za na tyle istotne, że młodej parze trzeba do

Co najmniej cztery hinduskie święta w roku można uznać za na tyle istotne, że młodej parze trzeba dogodzić podarkami i złotem

Foto: SAM PANTHAKY / AFP

Sala ślubów, ćaultri. Kucharz plus jego pomocnicy, przygotowujący jedzenie dla pięciuset osób, cztery razy dziennie, przez dwa dni. Stroje państwa młodych. I wreszcie podarki. „Biżuteria. Piętnaście dwudziestoczterokaratowych suwerenów po trzy tysiące sztuka” – opowiadał pisarzowi V.S. Naipaulowi jego rozmówca. „Plus diamentowe kolczyki”, „dwa kilogramy srebrnych naczyń”, „potem przez pierwszy rok, w święta, trzeba dawać podarki: pierścień z diamentem albo zegarek” – dorzucali przysłuchujący się rozmowie. Co najmniej cztery hinduskie święta w roku można uznać za na tyle istotne, że młodej parze trzeba dogodzić podarkami, złotem i innymi luksusowymi towarami.

Choć Naipaul spisywał swój reportaż o Indiach („India: A Million Mutinies Now”) przeszło 30 lat temu, w obyczajowości subkontynentu nie zmieniło się nic, a znaczenie złota wręcz wzrosło. Podawane przez literackiego noblistę ceny w rupiach od dawna mogą wywołać na twarzy przeciętnego Indusa co najwyżej nostalgiczny uśmiech, a wartość indyjskiej waluty od lat konsekwentnie spada – co czyni kruszec towarem bardzo pożądanym. Ale lokomotywą popytu są sezony ślubne: ten wypadający latem, tuż po sezonie monsunów, i drugi pod koniec roku.

Czytaj więcej

Pułapka doskonałego węgla. Tu najtrudniej będzie się rozstać z kopalinami

Na rekordowym poziomie

„Od 2019 roku popyt na złoto w Indiach wspiął się do poziomów między 700 a 800 ton rocznie, ale w tym roku powszechnie oczekuje się, że znacznie przebije on pułap 800 ton i ulokuje gdzieś poniżej 900 ton. Proces będzie napędzać wzrost gospodarczy i wyższe dochody społeczeństwa” – wieszczy indyjski dziennik finansowy „Mint”. – Aczkolwiek największego impulsu w zakresie zakupów złota należy oczekiwać w drugiej połowie roku, gdy pomyślne monsuny przyniosą popytowy zryw popytowy, a konsumenci nieco przywykną do wyższych cen – komentował barwnie dyrektor indyjskiego oddziału World Gold Council, Somasundaram P.R.

Niewątpliwie, było do czego przywyknąć. Zawirowania ostatnich lat – od konfliktów na Bliskim Wschodzie i Ukrainie, przez gwałtowne skoki cen rozmaitych towarów oraz surowców, po inflację, której tym razem doświadczył również syty i bogaty Zachód – popchnęły cały świat do kupowania złota. Nie mniejsze znaczenie miały pandemia Covid-19, która gwałtownie zrywała łańcuchy dostaw i wiele firm postawiła w obliczu co najmniej zmniejszenia skali działalności, jeśli nie bankructwa, wstrzymanie inwestycji w wielu sektorach, a także krążące po rozmaitych rynkach pogłoski o potencjalnych bańkach – od nieruchomości po kryptowaluty – zmusiły one wielu graczy do pomyślenia o jakiejś bezpiecznej przystani na burzliwe czasy.

Trudno się zatem dziwić rosnącym cenom żółtego kruszcu, skoro od 2020 r. globalny popyt na złoto przebija pułap 4000 ton. Według serwisu Statista w 2023 r. zakupiono 4448,3 tony złota, a jeszcze rok wcześniej – 4740,8 tony. 5-procentowy spadek może świadczyć o tym, że nastroje nieco się uspokoiły, a jednocześnie pokazuje, że ta odczuwalna poprawa bezpieczeństwa jest dosyć iluzoryczna. Poza tym rosnące ceny – np. na początku marca cena złota przebiła poziom 2040 dol. za uncję, a w drugiej połowie kwietnia przekroczyła 2400 dol. – kuszą zamożnych inwestorów, a zniechęcają tych nieco mniej bogatych.

Setki milionów złotych bransolet

Ale nie miejmy wątpliwości: nawet gdyby na świecie zapanował tak upragniony pokój (i spokój), a na rynkach pełna optymizmu hossa – to złoto nie straci na popularności. Gdy spojrzymy na te niespełna 4,5 tys. ton kupionego w 2023 r. kruszcu, dostrzeżemy, że połowa tej złotej góry to dzieło Chin i Indii. I choć zakupy Chińczyków przewyższają te Indusów, to większe znaczenie dla przyszłości cen mogą mieć ci drudzy.

Czytaj więcej

Polacy pokochali diamenty. Jubilerzy zacierają ręce

Dzieje się tak za sprawą tradycji. Dziś co roku zawiera się w Indiach około 10 mln małżeństw. Z tego około 80 proc. to małżeństwa hinduistyczne – takie, jakie opisywał przed laty Naipaul, w skromnej wersji oglądaliśmy kiedyś w bollywoodzkim kinie czy skromniejszym nieco „Monsunowym weselu”, czy wreszcie takie, jak niedawne „przedwesele” dziedzica wielomiliardowej fortuny klanu Ambanich, na którym gościli m.in. Bill Gates, Mark Zuckerberg czy Rihanna.

Złoto odgrywa w tych uroczystościach centralną rolę, może nawet nieco większą niż świeżo poślubieni. Tradycyjnie jest symbolem czystości, powodzenia w życiu i świętości. W sporej mierze tradycja obdarowywania się złotem pochodzi też z odległej przeszłości, gdy z braku systemów prawnych gwarantujących jasny podział i własność majątku, tradycyjnie przyjmowano, że nieruchomości (ziemia i domy) należą w rodzinach do mężczyzn, a wszystkie ruchomości (od mebli po bizuterię) – do kobiet.

Kruszec powraca zresztą nie tylko w dniu (a czasem dniach) ślubu, ale też podczas kolejnych świąt: pongal, ugadi, onam, diwali, akshaya tritiya – żeby wymienić kilka najważniejszych. Ślubna mangalsutra – naszyjnik – musi uderzać bogactwem, a złotymi bransoletami obdarowują młodych zarówno bogaci (na dziesiątki czy setki sztuk), jak i biedni (choćby tę jedną). Stosowny bagaż kruszcu bywa wianem panny młodej – ceną, jaka jej rodzina płaci panu młodemu, który wszakże w przyszłości będzie utrzymywać rodzinę. Czasem stanowi też zabezpieczenie przyszłości żony, gdyby – odpukać! – doszło do rozstania.

Trendy napompują popyt

Prognozując złotu świetlaną – nomen omen – przyszłość, musimy pamiętać, że już dziś populacja subkontynentu przekracza 1,4 mld ludzi. Według szacunków ONZ do końca dekady przebije symboliczny próg 1,5 mld, a w roku 2064 ma sięgać 1,7 mld. Trendowi demograficznemu towarzyszą inne zjawiska społeczno-gospodarcze, które będą wspierać „konsumpcję” złota.

Przede wszystkim, jak donosi indyjska stacja NDTV, tylko w ciągu ostatniego roku dochód narodowy per capita wzrósł o 6,3 proc., do poziomu 6951 dol. (dane ONZ-owskiego Human Development Index). Gabinet premiera Narendry Modiego oficjalnie wieszczy, że ma zamiar niemalże podwoić w kolejnych latach ten wskaźnik. Optymistyczni są też eksperci spoza subkontynentu. – Indie wykazywały znaczący postęp w ostatnich latach. Od 1990 r. oczekiwana długość życia wzrosła o 9,1 lat, oczekiwana długość okresu nauki w szkole wzrosła o 4,6 roku. Indyjski dochód per capita wzrósł o około 287 proc. – dowodziła przedstawicielka UNDP w Indiach, Caitlin Wiesen. Tak, na subkontynencie wciąż nie brakuje oszałamiającego ubóstwa, ale jego skala – czy to pod wpływem rządowych programów, czy też dobrej dla subkontynentu koniunktury – w jakimś stopniu maleje.

Czytaj więcej

Bankomaty bitcoinowe żerują na klientach?

Jeszcze jeden „miękki” element prognoz dla popytu na kruszec to hinduski nacjonalizm: od przeszło dekady w Indiach wzbiera „szafranowa fala” – wzrost nastrojów nacjonalistycznych, który może źle wróżyć niehinduskim mniejszościom religijnym, ale przekłada się na stosunkowo niewielką laicyzację. O ile przez dobre pół wieku po uzyskaniu niepodległości w Indiach dosyć dynamicznie rozwijały się ruchy ateistyczne, które podważały zarówno system kastowy, jak i religię, z której kasty wyrosły – co przekładało się na odrzucanie tradycji, w tym tej „pozłacanej” – o tyle w ostatnich latach ten trend jest w odwrocie. Być może dzieje się tak za sprawą nieco większej inkluzywności: przynajmniej w sferze propagandowej system kastowy traci wcześniejsze znaczenie, wszakże sam premier Modi wywodzi się z najbiedniejszej części kasty kupieckiej (choć zapewne nie tak biednej, jak prezentują to jego partyjni koledzy, zabiegający o głosy najliczniejszej w kraju biedoty). Co finalnie oznacza, że nawet ci najbiedniejsi mogą – lub wkrótce będą mogli – pozwolić sobie choćby na tę symboliczną, jedną złotą bransoletę. Jaki to będzie miało wpływ na popyt na złoto w kolejnych dekadach, trudno sobie nawet wyobrazić.

Nie tylko subkontynent

A przecież Indie to zaledwie początek długiej listy umiłowania ludzkości do żółtego kruszcu. W Chinach kupuje go nie tylko bank centralny czy wielkie firmy: złotą bransoletkę – często ze znakiem zodiaku – kupuje się tam nowo narodzonym dzieciom, jako symboliczną inwestycję „na start”, mającą zapewnić powodzenie w życiu. Potem – na tyle, na ile kogoś stać – regularnie prezentuje się młodym Chińczykom coś złotego przy co bardziej znaczących okazjach.

Liczącym się graczem na tym rynku jest Turcja. Z historycznego punktu widzenia to właśnie w Azji Mniejszej najgorliwiej szukano sposobu na zdynamizowanie handlu poprzez wprowadzanie do obiegu złotych monet. Lokowanie zysków i oszczędności w złocie jest za Bosforem jednym z najważniejszych nawyków inwestycyjnych przeciętnego zjadacza chleba (czy pity). Dziś, w warunkach kilkudziesięcioprocentowej inflacji i przy 50-procentowych stopach, zakupy złota w Turcji trzymają się doskonale.

I jest też oczywiście Zachód, mocno do złota przywiązany. Zarówno gdy chodzi o obyczajowość – standardem wszak są wciąż złote obrączki i biżuteria – jak i o dostępne oraz popularne produkty oszczędnościowe adresowane również do zwykłych ludzi w postaci większych czy mniejszych sztabek. Nie jest przypadkiem, że w burzliwych ostatnich latach wielu Europejczyków i Amerykanów, nie chcąc porywać się na wielkie i ryzykowne inwestycje, powetowało sobie niedostatek wrażeń zakupami luksusowych produktów, jak biżuteria czy złote zegarki.

Bez względu zatem na to, czy nasza żądza złota jest racjonalna czy też wynika z obyczajów i tradycyjnych nawyków, chętnych na zakupy nie zabraknie. A im ich będzie więcej, tym bardziej cena kruszcu będzie rosnąć. Ot, zimne reguły gorącego rynku.

Sala ślubów, ćaultri. Kucharz plus jego pomocnicy, przygotowujący jedzenie dla pięciuset osób, cztery razy dziennie, przez dwa dni. Stroje państwa młodych. I wreszcie podarki. „Biżuteria. Piętnaście dwudziestoczterokaratowych suwerenów po trzy tysiące sztuka” – opowiadał pisarzowi V.S. Naipaulowi jego rozmówca. „Plus diamentowe kolczyki”, „dwa kilogramy srebrnych naczyń”, „potem przez pierwszy rok, w święta, trzeba dawać podarki: pierścień z diamentem albo zegarek” – dorzucali przysłuchujący się rozmowie. Co najmniej cztery hinduskie święta w roku można uznać za na tyle istotne, że młodej parze trzeba dogodzić podarkami, złotem i innymi luksusowymi towarami.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Kruszce
Złoto i srebro rywalizują w ochronie przed inflacją
Kruszce
Królewski kruszec jest drogi, ale to doskonała propozycja dla inwestorów
Kruszce
Czy cena złota dojdzie do 3000 dolarów za uncję?
Kruszce
Złoto jest rekordowo drogie. Cena szuka nowego szczytu
Kruszce
Złoto bije rekord za rekordem. Czy może jeszcze mocniej zdrożeć?
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?