Bank nie odpowiada na to pytanie, ale zapewnia, że jego system zabezpieczeń funkcjonuje właściwie i gwarantuje bezpieczeństwo zgromadzonych środków.

31-letni Paweł S. był pracownikiem warszawskiego oddziału mBanku. Jak informuje stołeczna policja, w ubiegłym roku, wykorzystując swoje stanowisko, zaczął dokonywać przelewów z kont klientów na inne rachunki.

– Najpierw przelał pieniądze z konta jednej z klientek. Nikt się nie zorientował, więc potem były kolejne przelewy – mówi policjant. W sumie przez 15 miesięcy Paweł S. przeprowadził kilkadziesiąt transakcji, kradnąc z czterech kont 6,2 mln zł.

Bank powiadomił policję. Sprawą zajęli się funkcjonariusze ze śródmiejskiego wydziału operacyjno-rozpoznawczego. Pod koniec października zatrzymali Pawła S. Mężczyzna usłyszał zarzut kradzieży mienia znacznej wartości, za co grozi do dziesięciu lat więzienia. Przyznał się do winy.

Policjantom nie udało się odzyskać pieniędzy. Z ich ustaleń wynika, że Paweł S. skradzioną gotówkę „inwestował” na rynku walutowym. I wszystkie pieniądze stracił.

Na szczęście klienci, których konta okradł, nie stracili swoich oszczędności. Bank zwrócił im gotówkę.

– Klienci nie ponieśli żadnych strat finansowych – zapewnia Marta Rutkowska z biura prasowego mBanku.

Jak dodaje, sprawa jest przedmiotem toczącego się postępowania. Bank nie jest stroną w procesie i nie może udzielać szczegółowych informacji na ten temat. Piotr S. stracił pracę w mBanku.