Zarabianie za granicą wcale nie jest trudne

W spółki amerykańskie czy z UE inwestuje się podobnie jak w te z GPW.

Publikacja: 31.08.2016 19:00

Zarabianie za granicą wcale nie jest trudne

Foto: Flickr

W ostatnich latach na akcjach największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie trudno jest zarobić. Inwestorzy z zazdrością spoglądają na zagraniczne rynki akcji. Przez ostatnie pięć lat polski WIG20 (obejmuje największe firmy z GPW) spadł o 22 proc., podczas gdy wartość amerykańskiego S&P500 zwiększyła się o 87 proc., a niemieckiego DAX o 88 proc. Krajowi inwestorzy też chcieliby mieć takie możliwości zarobku jak amerykańscy czy niemieccy.

I właściwie mają. Zagraniczne rynki akcji są stosunkowo łatwo dostępne dla Polaków. Domy maklerskie działające w naszym kraju oferują możliwość inwestowania na światowych giełdach. Część polskich instytucji finansowych proponuje kilka możliwości zarabiania na ewentualnych wzrostach cen akcji takich spółek jak Coca-Cola, General Electric, McDonald’s, Amazon czy Facebook.

Szanse i ryzyko

Jak brokerzy zachęcają do inwestowania na zagranicznych rynkach? Przede wszystkim podkreślają, że skoro inne giełdy zachowują się w ostatnich latach dużo lepiej niż GPW, to warto pomyśleć o ulokowaniu części środków za ich pośrednictwem. Poza tym często używany jest argument, że za granicą można inwestować w branże nieobecne na polskim rynku kapitałowym, takie jak np. przemysł stoczniowy, transport morski, roboty i automatyka, przedsiębiorstwa zajmujące się energetyką jądrową.

Ale inwestowanie na zagranicznych rynkach akcji wiąże się też z ryzykiem. Inwestor powinien mieć dość szczegółową wiedzę na temat stanu gospodarki danego państwa oraz poszczególnych sektorów. Brak takiej wiedzy sprawi, że zakup akcji będzie miał charakter spekulacyjny. Dodatkowo nie wolno zapominać o ryzyku walutowym. Zmiany kursów walut, od dnia rozpoczęcia do zakończenia inwestycji w akcje, również wpływają na nasze ewentualne zyski.

Spory dostęp do akcji

Część domów maklerskich, choćby DM BZ WBK, CDM Pekao czy mBank DM, oferuje możliwość kupowania akcji zagranicznych spółek. Najpopularniejszymi giełdami są amerykańskie New York Stock Exchange oraz Nasdaq, niemiecka Deutsche Börse Xetra i londyńska London Stock Exchange. Ale inwestorzy znad Wisły mogą również kupować akcje na bardziej egzotycznych rynkach. Na przykład CDM Pekao daje dostęp nawet do rynku australijskiego.

Jak zapewniają przedstawiciele domów maklerskich, zakup zagranicznych akcji nie jest specjalnie skomplikowaną operacją. – Inwestowanie na światowych giełdach wcale nie jest trudniejsze od składania zleceń na giełdzie polskiej – przekonuje Katarzyna Besz-Malinowska, menedżer usług maklerskich w DM BZ WBK. – Niektórzy brokerzy nie wymagają nawet od klientów posiadania waluty obcej. Aby złożyć zlecenie kupna akcji zagranicznych spółek, wystarczy pokrycie transakcji w złotych. Broker sam wymieni potrzebną kwotę na odpowiednią walutę obcą.

Przewalutowanie pieniędzy celem rozliczenia operacji na rynku zagranicznym odbywa się według kursu z tabeli obowiązującej w danej instytucji finansowej. Część domów maklerskich pobiera dodatkowe opłaty za wymianę waluty. Są też takie, które wymagają wpłaty środków w konkretnej zagranicznej walucie.

Do inwestowania na światowych giełdach wystarczy najczęściej podstawowy rachunek maklerski. Należy tylko podpisać dyspozycję dołączaną do umowy.

Jak zapewnia Katarzyna Besz-Malinowska, na giełdach, do których biuro maklerskie daje dostęp, można inwestować w zasadzie we wszystkie spółki. Wyjątek mogą stanowić akcje skrajnie niepłynne, czyli tzw. groszowe.

Na infolinii CDM Pekao uzyskaliśmy podobne informacje; w tym biurze maklerskim również nie ma ograniczeń dotyczących wyboru akcji.

Ile to kosztuje

– W DM BZ WBK w przypadku akcji zagranicznych stawka prowizji dla zleceń internetowych i mobilnych wynosi obecnie 0,19 proc. (promocja obowiązuje od 1 sierpnia do 31 grudnia 2016 r.). Minimalna wartość prowizji maklerskiej wynosi: dla giełd europejskich 12 euro lub dolarów lub franków szwajcarskich lub funtów brytyjskich; dla amerykańskich 0,02 dolara od sztuki, nie mniej niż 12 dolarów – informuje Katarzyna Besz-Malinowska. – Przed 1 sierpnia prowizja wynosiła 0,49 proc., minimum 20 euro (lub inne wymienione wyżej waluty). Prowadzenie rachunku inwestycyjnego jest u nas bezpłatne pod warunkiem, że zostanie wykonana co najmniej jedna transakcja w miesiącu. W przypadku braku aktywności opłata miesięczna za prowadzenie rachunku z dostępem do serwisu internetowego wynosi 6 zł.

W CDM Pekao, jak wynika z tabeli opłat, otwarcie i prowadzenie rejestru zagranicznych instrumentów jest darmowe. Opłata za zlecenia dotyczące akcji zależy od wartości i waluty, w jakiej zlecenie zostało wystawione. Koszt operacji o wartości do 30 tys. dolarów lub franków szwajcarskich wynosi 0,5 proc., minimum 35 dolarów lub franków. W przypadku kwoty do 25 tys. euro jest to 0,5 proc., co najmniej 30 euro.

Opinia

Marek Buczak | dyrektor ds. rynków zagranicznych w Quercus TFI

Na początku tego roku większość inwestorów oczekiwała słabości giełd amerykańskich. Jednak po raz kolejny okazało się, że większość nie zawsze ma rację. Po kilku tygodniach spadków indeksy zaczęły piąć się w górę, by w trzecim kwartale osiągnąć historyczne szczyty. Do wzrostów doszło w dużej mierze dlatego, że rynek przeszacował skalę podwyżek stóp procentowych za oceanem. Jak widać, przy luzowaniu ilościowym w skali globalnej i wciąż niskich cenach surowców nie ma miejsca na silne podnoszenie stóp przez FED.

Należy jednak mieć świadomość, że hossa w USA jest już w fazie bardzo dojrzałej i wyceny są mało atrakcyjne na tle pozostałych rynków rozwiniętych. A rynki te w 2016 r. nie rozpieszczają. Zarówno inwestycje w Europie Zachodniej, jak i w Japonii przyniosły straty.

Słabe zachowanie giełd europejskich wynika w największym stopniu z Brexitu, niepewności, jaka powstała po referendum, oraz z obaw o kondycję banków w największych krajach UE. Aktywność Europejskiego Banku Centralnego nie była do tej pory w stanie skompensować negatywnych czynników.

Powody słabości giełdy japońskiej są inne. Wynikają głównie ze spowolnienia w Chinach oraz problemów gospodarki Kraju Kwitnącej Wiśni.

Obstawianie wzrostów na tych rynkach w krótkim terminie może być ryzykowne właśnie z powodu wszystkich tych negatywnych czynników. Jednak mając na uwadze poziom wycen, aktywność banków centralnych oraz dotychczasowe stopy zwrotu przychylniejszym okiem spojrzałbym na giełdy europejskie niż amerykańskie.

Przebojem inwestycyjnym 2016 r. są rynki rozwijające się. W minionych miesiącach wzrost indeksów był tam istotny, ale wycena akcji w dalszym ciągu jest atrakcyjna. Emerging markets są beneficjentem luzowania ilościowego i polityki niskich stóp procentowych prowadzonej przez największe banki centralne. Oczekuję, że do końca roku dobra passa się utrzyma i inwestycje na tych rynkach przyniosą lepszy wynik niż na rynkach rozwiniętych.

W ostatnich latach na akcjach największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie trudno jest zarobić. Inwestorzy z zazdrością spoglądają na zagraniczne rynki akcji. Przez ostatnie pięć lat polski WIG20 (obejmuje największe firmy z GPW) spadł o 22 proc., podczas gdy wartość amerykańskiego S&P500 zwiększyła się o 87 proc., a niemieckiego DAX o 88 proc. Krajowi inwestorzy też chcieliby mieć takie możliwości zarobku jak amerykańscy czy niemieccy.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Materiał partnera
Bezpieczna przystań, czyli po co oszczędzać w złocie
Portfel inwestycyjny
Inflacja uderzyła w oprocentowanie obligacji skarbowych. Jak nie stracić?
Rynki finansowe
Jak Chiny zarzynają kurę znoszącą złote jaja
Portfel inwestycyjny
Centra usług: szlifujący się diament
Portfel inwestycyjny
Inwestorzy w oczekiwaniu na obniżki stóp procentowych
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?