Wojna na Bliskim Wschodzie wniosła dużo niepewności na rynki akcji, zabierając niewielką część zysków wypracowanych w wyniku trwającej ponad trzy lata hossy. Eskalacja konfliktu w Zatoce Perskiej, wywołując turbulencje na giełdach, przypomniała inwestorom o tym, że każda dobra passa może się kiedyś skończyć. Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, by wieszczyć bessę, ale zawsze warto być przygotowanym na czarny scenariusz, jakim niewątpliwie byłaby globalna recesja wywołana kryzysem energetycznym w wyniku przeciągającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie. – Rynki akcji w 2026 r. balansują na krawędzi. Indeksy pozostają blisko szczytów hossy, ale ryzyka geopolityczne i makroekonomiczne mnożą się w szybkim tempie. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, w tym groźba blokady cieśniny Ormuz, podniosła ceny ropy powyżej 100 dol. za baryłkę, wzmacniając dolara i zwiększając presję inflacyjną. Do tego dochodzi spowolnienie w USA, korekta wycen w sektorze sztucznej inteligencji oraz niepewność co do polityki Fedu, tworząc scenariusz podwyższonej zmienności, w którym indeks VIX (znany jako indeks strachu – red.) może łatwo osiągnąć dawno niewidziane poziomy – wskazuje Mikołaj Sobierajski, analityk XTB.

Mniejsza ekspozycja na akcje

W okresie wzrostu niepewności na rynkach wywołanym kolejnym konfliktem zbrojnym, który finalnie może mieć poważne konsekwencje dla globalnej gospodarki, warto większy nacisk położyć na ochronę kapitału. Nie oznacza to, że należy całkowicie zrezygnować z inwestycji na rynku akcji. – W takim otoczeniu inwestorzy powinni przede wszystkim skupić się na ochronie kapitału, zachowując spokój i unikając panicznej wyprzedaży. Najgorszą decyzją byłoby reagowanie emocjonalnie na krótkoterminowe wahania, które dodatkowo mogą wynikać z pojedynczych komunikatów politycznych lub gospodarczych. Żyjemy w czasach, w których jeden tweet z Białego Domu lub oświadczenie członka administracji amerykańskiej może natychmiast zmienić nastroje rynkowe i wywołać gwałtowne ruchy cen akcji – zauważa.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Trwające wojny mogą być zmierzchem potęgi USA i Rosji. Powtarza się 1956 rok

Myśląc o portfelu bardziej defensywnym, nie można pomijać inwestycji w inne klasy aktywów poza akcjami. Większy udział bezpiecznych obligacji skarbowych, z których część powinna być denominowana w innych walutach, pozwoli przeczekać okres dekoniunktury, chroniąc kapitał.

– Zamiast uciekać w gotówkę, co przy stopniowo rosnącej inflacji może znacząco erodować wartość kapitału, warto przesunąć część portfela do aktywów defensywnych o niskiej korelacji z rynkami akcji. Świetnym rozwiązaniem są obligacje skarbowe, które mogą zabezpieczyć część portfela przed spadkami, a także szeroka dywersyfikacja sektorowa pozwalająca rozłożyć ryzyko. Dywersyfikacja to antidotum na niepewność i kluczowy element ograniczania wahań wartości portfela. Turbulencje geopolityczne sprzyjają spółkom defensywnym, takim jak firmy z sektora ochrony zdrowia i farmacji, które zwykle utrzymują stabilne przychody i przepływy pieniężne nawet w okresach niepewności – wskazuje Sobierajski. Wyjaśnia, że zarządzanie portfelem w obecnych warunkach wymaga świadomego balansowania między ochroną kapitału a utrzymaniem selektywnej ekspozycji na akcje. – Regularna rewizja struktury portfela oraz elastyczne reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe pozostają kluczowe, a strategia defensywna pozwala przetrwać okresy wysokiej zmienności przy zachowaniu potencjału wzrostu w dłuższym terminie – wyjaśnia ekspert.

Jak ograniczyć ryzyko portfela?

Przy rosnącej zmienności na rynkach niezmiernie ważna jest przede wszystkim dywersyfikacja ryzyka. W okresie dużej niepewności na rynkach akcji inwestorzy łaskawym okiem patrzą na spółki lub klasy aktywów pozwalające ograniczyć zmienność portfela. – W takim otoczeniu lepszą strategią niż paniczna wyprzedaż albo całkowite wyjście z rynku bywa defensywna przebudowa portfela, która ogranicza zmienność, a jednocześnie zostawia miejsce na skorzystanie z ewentualnego szybkiego odbicia, gdy napięcia choć trochę opadną. Naturalnym elementem takiego podejścia jest zwiększenie udziału bezpiecznych aktywów, które historycznie działają jak „amortyzator” w okresach niepokoju, a także ekspozycji na ropę i gaz, które w obecnym układzie pełnią rolę zabezpieczenia przed spadkami akcji wynikającymi z szoku energetycznego. Równolegle rośnie znaczenie walut typu safe haven – dolara i franka – bo ich umocnienie w kryzysie często kompensuje słabość złotego i zmniejsza wahania portfela liczonego w złotego – wyjaśnia Krzysztof Kamiński, analityk Oanda TMS Brokers.

W jego ocenie zwiększenie udziału gotówki w portfelu ma sens, jeśli będziemy chcieli skorzystać z okazji, jaką mogą stanowić przecenione akcje lub inne aktywa. – Kolejnym praktycznym narzędziem jest podniesienie udziału gotówki, np. do 15–25 proc. portfela, co daje elastyczność. Z jednej strony pozwala przetrwać okres podwyższonej zmienności bez presji sprzedaży w dołku i jednocześnie przygotowuje kapitał do zakupów, gdy wyceny staną się bardziej atrakcyjne – wyjaśnia.

W części akcyjnej portfela warto postawić na selekcję sektorową, bo w warunkach globalnego kryzysu energetycznego nie wszystkie branże cierpią w takim samym stopniu. – Relatywnie lepiej mogą zachowywać się spółki związane z energią, paliwami i surowcami, które korzystają na wyższych cenach lub mają większą zdolność przenoszenia kosztów, podczas gdy szeroki rynek pozostaje pod presją rosnącej niepewności. Dodatkową stabilizację potrafią dać sektory defensywne, gdzie popyt jest mniej wrażliwy na cykl. Taka rotacja nie gwarantuje zysków, ale pomaga zmniejszyć amplitudę wahań portfela w momencie, gdy rynek porusza się bardziej tytułami nagłówków niż twardymi danymi. Osobnym wątkiem jest sektor obronny, który w warunkach nasilających się napięć zyskuje „wojenną premię” do wycen. Zainteresowanie spółkami zbrojeniowymi jest zrozumiałe, bo konflikt na Bliskim Wschodzie – w połączeniu z wojną w Ukrainie – wzmacnia długoterminowy trend dozbrajania się państw, a ten trend ma potencjał trwać dłużej niż chwilowa panika – uważa Kamiński. Jednocześnie zauważa, że jest to segment, w którym zmienność potrafi być skrajnie wysoka.

Zdaniem Grzegorza Pułkotyckiego, dyrektora inwestycyjnego w firmie Starfunds, w przypadku trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie możemy spróbować przyjąć pewne założenia i dostosować pod nie swoją strategię. – Logika podpowiada, że scenariusz deeskalacji i poszukiwania udrożnienia kluczowego szlaku transportowego węglowodorów z Zatoki Perskiej powinien być bardziej prawdopodobny, co skutkowałoby ograniczonymi stratami dla globalnej gospodarki i dawałoby dobry punkt wejścia w bardziej ryzykowne klasy aktywów, które w niektórych segmentach uległy w ostatnim czasie silnym przecenom. Z drugiej strony trzema mieć świadomość, że alternatywny scenariusz, czyli długotrwała blokada, oznacza potężny kryzys energetyczny, który odbije się negatywnie na wzroście gospodarczym, podbije inflację i doprowadzi do negatywnych reperkusji rynkowych – wskazuje. Jak zatem przygotować się na różne możliwe scenariusze, a w szczególności na okres podwyższonej zmienności na rynkach? – Po pierwsze, długoterminowa perspektywa, po drugie, umiarkowana alokacja w ryzykowne aktywa, co pozwoli ograniczyć zmienność całego portfela i, po trzecie, wybór rynków i ich segmentów, gdzie relacja zysku do ryzyka znajduje się na atrakcyjnym poziomie – wylicza Pułkotycki.

Rynkowe zawirowania bez większego znaczenia dla długodystansowców

W przypadku długoterminowych inwestycji na rynku akcji eksperci zalecają przede wszystkim unikać podejmowania pochopnych decyzji pod wpływem chwilowych emocji. Zdaniem Zbigniewa Obary, menedżera ds. analiz w BM Alior Banku, inwestowanie z sukcesem na rynku akcji na poziomie konstrukcji portfela powinno opierać się na minimalizacji kosztów i podatków, dywersyfikacji zarówno pod względem rynków, jak i sektorów z nastawieniem na długi horyzont inwestycyjny i akceptacją podwyższonej zmienności wycen. – Wydarzenia szokowe, jak ostatni wybuch wojny na Bliskim Wschodzie, zdarzają się co jakiś czas i będą się zdarzać w przyszłości. Z reguły nie sposób a priori przewidzieć dokładnego momentu ich wystąpienia ani zakresu zmian rynkowych, jaki wygenerują. Historia pokazuje też, iż próbując dokonywać częstych zmian alokacji np. akcji versus obligacje czy gotówka, z reguły inwestorzy zaprzepaszczają kluczowe dla sukcesu inwestycji w długim terminie mocno wzrostowe sesje po głębszych korektach – wskazuje ekspert.

Jednocześnie podkreśla znaczenie dywersyfikacji rynkowej portfela składającego się z akcji. – Nie można polegać jedynie na jednym rynku, np. polskim, ale warto wychodzić za granicę. Bo to za granicą właśnie, zwłaszcza w USA, znajdziemy najbardziej jakościowe spółki, będące liderami w swoich szybko rosnących sektorach, których trajektoria wzrostu jest uniezależniona od wahań np. na rynkach surowcowych i cyklu makroekonomicznego, spółki działające na wysokich marżach, z gotówką netto w bilansie, w otoczeniu prawnym i regulacyjnym zapewniającym najwyższą ochronę interesu inwestorów – przekonuje.