Dobre pochodzenie podwaja cenę obrazu

Dzieła z prywatnych zbiorów można obejrzeć na wystawie w Białymstoku.

Publikacja: 04.03.2017 15:27

Leon Wyczółkowski namalował „Portret satyryczny Jacka Malczewskiego”. Dzieło należało do wybitnego k

Leon Wyczółkowski namalował „Portret satyryczny Jacka Malczewskiego”. Dzieło należało do wybitnego kolekcjonera Tadeusza Wierzejskiego.

Foto: archiwum kolekcjonera

W Muzeum Podlaskim w Białymstoku do 16 kwietnia trwa wystawa prywatnej kolekcji „Legendarna Młoda Polska” (kolekcjoner chciał pozostać anonimowy). Pokazano 105 obrazów, rysunków i grafik. Został wydany katalog. Część dzieł pochodzi ze znakomitych krajowych lub światowych zbiorów. Proweniencja obrazów nadaje kolekcji wyjątkową wartość.

Po 1989 r. krajowe muzea kilkadziesiąt razy wystawiały prywatne zbiory. Katalogi miały wartość edukacyjną, ocalały wiedzę o przedmiotach i twórcach kolekcji. Powstał wzorzec prezentacji. Na tym tle można oceniać każdą kolejną wystawę.

Duże zasługi w tej dziedzinie ma Zamek Królewski w Warszawie. Planowo budował kulturę kolekcjonerską wystawami zbiorów Tomasza Niewodniczańskiego, Ryszarda Janiaka i Ireneusza Szarka. Katalogi zamkowych wystaw są podstawowym źródłem wiedzy dla kolekcjonerów, antykwariuszy, muzealników, a także inwestujących na rynku sztuki.

Katalog wystawy w Białymstoku zawiera m.in. noty katalogowe obiektów. Warto je przeczytać. Już pierwszy obraz, namalowany przez Leona Wyczółkowskiego „Portret satyryczny Jacka Malczewskiego”, ma ciekawą proweniencję. Należał do Tadeusza Wierzejskiego, jednego z największych kolekcjonerów w historii Polski. Hojnie obdarował on kilkanaście muzeów, w tym np. Wawel, Zamek Królewski i stołeczne Muzeum Narodowe.

Niestety, w katalogu nigdzie nie wspomniano o kulturotwórczym dorobku Tadeusza Wierzejskiego (1892–1974). Kolekcjoner ten jest całkiem nieznany. Bez echa minęła poświęcona mu wystawa w Toruniu, o której pisaliśmy w ubiegłym roku.

Statystyczny gość muzeum w Białymstoku nie będzie wiedział, że proweniencja ma podstawowe znaczenie, że na dojrzałych rynkach automatycznie zwiększa cenę obiektu, niekiedy nawet o 100 proc. Dla rasowego kolekcjonera fakt, że codziennie na obraz Wyczółkowskiego patrzył Tadeusz Wierzejski, jest istotną wartością dodaną do wartości artystycznej.

W prezentowanej kolekcji znajdują się prace ze zbioru największego polskiego kolekcjonera, Feliksa Jasieńskiego (1861–1929). Monografię ukazującą jego dorobek wydali Japończycy. Kolejną (dwujęzyczną), pod redakcją dr Agnieszki Kluczewskiej-Wójcik, przygotowuje Muzeum Narodowe w Krakowie (będzie dziewięć tomów, ukazały się już trzy). W 1920 r. Jasieński ofiarował krakowskiemu muzeum ok. 15 tys. obiektów, w tym najwybitniejsze obrazy np. Wyspiańskiego, Wyczółkowskiego, Boznańskiej oraz grafiki np. Toulouse-Lautreca, Muncha, Ensora i innych klasyków światowej sztuki.

Własność Apollinaire’a

Na wystawie w Białymstoku prezentowane są dzieła z kolekcji rodziny Pareńskich, rozsławionej w „Weselu” przez Wyspiańskiego. Jest także obraz z kolekcji rzeźbiarza Konstantego Laszczki. Z kolei dzieło Boznańskiej pochodzi ze znakomitych zbiorów Angela Sommarugi. Był on iście bajkową postacią z wielką pasją. Dlaczego nie ma o tym wzmianki w katalogu? Taka informacja miałaby nie tylko walor edukacyjny, ale podniosłaby też rangę wystawy.

Obraz Gustawa Gwozdeckiego należał do legendarnego francuskiego poety Apollinaire,a, a później do publicysty Piotra Witta. Niestety, laik nie zwróci na to uwagi. Szkoda, że w katalogu nie zamieszczono tekstu o znaczeniu pochodzenia dzieła sztuki i nie podkreślono, że kolekcjoner, którego zbiory są pokazywane, zdobył skarby.

Warto było zaakcentować, że niepozorny rysunek węglem Józefa Mehoffera przedstawia tę samą postać, którą znamy z popularnego i lubianego dzieła „Dziwny ogród”. To jeden z najpiękniejszych polskich obrazów, jest często reprodukowany. Przedstawia żonę artysty. Takie fakty poruszają wyobraźnię i ułatwiają zapamiętanie dzieła.

Zwiedzającym wystawę przydałaby się też informacja, że reprodukowanie obrazów ma znaczenie przy potwierdzaniu ich autentyczności. Nadaje też pracom wysoką rangę, buduje ich legendę, ma wpływ ceny. Laik przeoczy w notach katalogowych, że wystawiona akwarela Leona Wyczółkowskiego została uwieczniona na zdjęciu w pracowni artysty, którą odwiedził kolekcjoner Feliks Jasieński. Fotografię z akwarelą reprodukowano w liczącej tysiące stron monografii Jasieńskiego. Właściciel zbioru wyłowił ten szczegół z niedawno opublikowanego tomu.

Kolekcjoner zdobył także świetne dzieła artystów niesłusznie zapomnianych lub nieznanych. Przykładem może być doskonały obraz Bolesława Buyki (1878–1940). W kolekcji znajdują się również wielkie obrazy „małych mistrzów”, jak się określa malarzy drugiego planu. Należy do nich np. Jerzy Karszniewicz (1878–1945). Był uczniem Jana Stanisławskiego. Malował pejzaże w duchu mistrza.

Wartość sentymentalna

Nawet doświadczony obserwator rynku nie domyśli się, dlaczego w notach katalogowych używane są dwa sformułowania: „potwierdzenie autentyczności” oraz „ekspertyza”, nawet w odniesieniu do tego samego obrazu. Laik może odnieść wrażenie, że ekspertyza to nie to samo co ustalenie autentyczności.

Na wystawie są także obrazy banalne, np. „Na gromniczną” Teodora Axentowicza, znane z setek, jeśli nie tysięcy takich samych prac tego malarza. I znów w katalogu zabrakło wyjaśnienia. Możemy domyślać się, że dla kolekcjonera obrazek ten ma sentymentalne znaczenie. Może wiąże się z nim kolekcjonerska przygoda? Można było to zasygnalizować w katalogu w sposób niepozwalający na identyfikację kolekcjonera.

Ocalić informacje

Lektura not katalogowych pokazuje fundamentalne znaczenie reprodukowania obrazu w liczących się publikacjach. Stale w opisie powtarzają się książki wydawane specjalnie dla kolekcjonerów przez krakowską oficynę Ryszarda Kluszczyńskiego. To przede wszystkim monumentalna „Wielka encyklopedia malarstwa polskiego” oraz „1000 arcydzieł polskiego malarstwa”. Znajdziemy tam tysiące doskonałych fotografii dzieł z prywatnych kolekcji, w tym obrazów prezentowanych w Białymstoku.

Ryszard Kluszczyński stworzył wzór pisania o kolekcjonerstwie. Najlepszym tego przykładem jest ostatni tom „Od Michałowskiego do Fangora. Nowoczesne malarstwo polskie”. W tym duchu można było napisać wstęp do katalogu wystawy, aby dla przyszłych pokoleń ocalić szczegóły dotyczące motywacji kolekcjonera i wartości jego zbioru.

Dobry katalog wystawy pomaga w korzystnej sprzedaży kolekcji lub pojedynczych dzieł. Niektórzy kolekcjonerzy z góry zakładają takie działania w przyszłości. Po wystawach w Zamku Królewskim pojawiły się w handlu prace z prezentowanych kolekcji. Miały specjalną cenę z uwagi na prestiżowe miejsce wystawy i fachowy, szczegółowy opis w katalogu.

Wzorem opisu prywatnych zbiorów stał się katalog wystawy kolekcji Andrzeja Starmacha; wystawa odbyła się w 2010 r. w Muzeum Narodowym w Krakowie. Kolekcjoner wydał dwujęzyczny katalog za własne pieniądze. Były to cztery tomy z setkami archiwalnych zdjęć pokazujących obrazy w pracowniach artystów, na wystawach, itp. Opisy pozwalają na jednoznaczną identyfikację i ocenę rangi dzieła. To buduje kulturę kolekcjonerską.

W Muzeum Podlaskim w Białymstoku do 16 kwietnia trwa wystawa prywatnej kolekcji „Legendarna Młoda Polska” (kolekcjoner chciał pozostać anonimowy). Pokazano 105 obrazów, rysunków i grafik. Został wydany katalog. Część dzieł pochodzi ze znakomitych krajowych lub światowych zbiorów. Proweniencja obrazów nadaje kolekcji wyjątkową wartość.

Po 1989 r. krajowe muzea kilkadziesiąt razy wystawiały prywatne zbiory. Katalogi miały wartość edukacyjną, ocalały wiedzę o przedmiotach i twórcach kolekcji. Powstał wzorzec prezentacji. Na tym tle można oceniać każdą kolejną wystawę.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Sztuka
Zdrożeją obrazy malarzy kolorystów
Sztuka
Tanio kupowali zaginione dzieła i odsprzedawali je za miliony
Sztuka
Tanie wybitne obrazy jako fundusz emerytalny. W co zainwestować
Sztuka
Nikifor na wystawie. Prace niespotykane na rynku
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Sztuka
Sztuka komiksu na inwestycję i do zbioru
Sztuka
Na rynku sztuki potrzebna korekta. Nikt nie chciał pewniaków aukcyjnych