Depozyty z muzeów bardziej pożądane przez kolekcjonerów

Adobe Stock

Cena obrazu rośnie, jeśli wystawiany był w Muzeum Narodowym. Informacja podnosi rangę dzieła sztuki.

Antykwariusze cieszą się, bo coraz więcej właścicieli odbiera z muzeów złożone tam w depozyt dzieła sztuki, aby je sprzedać. Jest czym handlować. Obraz wystawiany w muzeum automatycznie jest droższy od porównywalnego dzieła, które nie było depozytem. Na wolnym rynku powstała metoda zarabiania na depozytach.

Warto sprawdzić: Nawet w muzeum można kupić fałszywy obraz

Prestiż muzeum

W katalogu aukcji przy obrazie nierzadko zaznaczone jest, że był depozytem w zbiorach konkretnego muzeum. Taki wpis podnosi rangę oferowanego obrazu, wpływa na jego cenę. Cena zależy od prestiżu muzeum. Muzeum Narodowe oczywiście jest wyżej cenione niż regionalne.

Jakie to ma znaczenie dla nabywcy, że sprzedawany obraz wcześniej wystawiany był w Muzeum Narodowym? Dla klienta to sygnał, że obraz jest autentyczny. Klient zakłada, że specjaliści z muzeum przebadali obraz, zanim przyjęli go w depozyt.

Z kolei antykwariusz może dyktować ekstracenę, skoro obraz wisiał na galerii wielkiego muzeum na równi ze skarbami narodowej sztuki. Nic dziwnego, że niektórzy antykwariusze specjalnie odnajdują właścicieli depozytów i motywują ich do sprzedaży.

Muzealne depozyty mają różny charakter prawny. W muzeach są np. rodzinne depozyty sprzed wojny i czasów okupacji niemieckiej. Dziś odbierane są przez rodziny depozytariuszy.

Najciekawsze dla nas są depozyty wstawiane przez kolekcjonerów po 1989 roku. Zwłaszcza zaś po 2000 roku. Pisałem w „Rzeczpospolitej”, że wprost na galeriach muzeów niektórzy właściciele proponują swoje obrazy potencjalnym klientom.

Niektóre muzea zamieniły się w sklepy. Parę lat temu specjalnie odwiedziłem różne Muzea Narodowe. Na tabliczkach obok dzieł widniały nazwiska prywatnych właścicieli. Część obrazów/depozytów sprawiała wrażenie oferty handlowej. Większe zaufanie budziły depozyty, gdzie na tabliczce obok obrazu właściciel był anonimowy, widniała adnotacja: „własność prywatna”.

Zaufanie publiczne

Muzea mogą się zabezpieczyć przed tym, że niektórzy właściciele dzieł traktują je jak sklepy. Mogą nie przyjmować depozytów krótkoterminowych. Mogą zastrzec w umowie, że w przypadku odbioru depozytu mają prawo pierwokupu.

Jestem absolutnie za współpracą prywatnych kolekcjonerów i muzeów! Jednak decyzje o przyjęciu dzieła w depozyt powinny mieć charakter kolegialny, muszą być jawne i przejrzyste. Decyzje podejmowane przez jednego pracownika muzeum mogą budzić wątpliwości. Muzea powinny szczególnie dbać o reputację, ponieważ są instytucjami zaufania publicznego.

Warto sprawdzić: Czas wypuścić eksponaty uwięzione w muzealnych piwnicach

Jeśli muzeum wykupuje przedwojenne depozyty, to lepiej dla podatników, jeśli kupuje dzieła bezpośrednio od właściciela. Jeśli kupuje od antykwariusza, to są one istotnie droższe o marżę pośrednika, a przecież płacimy za nie z naszych podatków. Pojawia się wtedy pytanie, czy to antykwariusz doprowadził do transakcji.

Przykładem innej patologii może być wpisywanie na kwicie depozytowym dowolnej ceny podyktowanej przez właściciela. Pracownicy muzeów najczęściej nie znają się na rynku, na cenach. Zdarzało się, że absurdalnie wysoka cena wpisana na muzealnym dokumencie była dla właściciela podstawą do nadzwyczaj korzystnej sprzedaży.

Same korzyści

Co jeszcze zyskuje właściciel dzieła na wstawieniu go w depozyt do muzeum? Nierzadko muzea wykonują na swój koszt drogą konserwację obiektów przyjętych w depozyt, np. obrazów lub mebli.

Właściciel jeśli wstawia drogi obraz do muzeum, nie musi w domu zakładać kosztownych zabezpieczeń mechanicznych i płacić za monitoring firmy ochroniarskiej. Generalnie, zawsze łatwiej jest odsprzedać dzieło, które było muzealnym depozytem.

Czy jest jakaś oficjalna statystyka, jaki procent muzealnych zbiorów stanowią depozyty? Depozyty z różnych lat, przyjęte w różnych okolicznościach. Zapytałem o to w Narodowym Instytucie Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów. Okazuje się, że nie ma takiej urzędowej statystyki. Potwierdzili mi to też dyrektorzy muzeów.

Takie rozeznanie wydaje się ważne. Coraz więcej depozytów trafi na rynek wobec niskiej podaży i stale rosnących cen dzieł sztuki i antyków. Faktem jest, że w wielkich muzeach nierzadko tysiące obiektów to depozyty osób prywatnych lub instytucji.

Warto sprawdzić: Falsyfikat w Muzeum Narodowym. Obowiązkowa lektura

Trudno wyobrazić sobie biograficzne muzeum wielkiego malarza, bez jego obrazów… Państwo powinno szybko i sprawnie wykupywać wybrane dzieła. Nie ma centralnego funduszu, z którego z dnia na dzień można by wykupić prywatny depozyt odbierany z muzeum.

Nierzadko jest tak, że muzeum deklaruje chęć zakupu odbieranego depozytu, ale na zebranie pieniędzy potrzebuje wiele miesięcy. Natomiast właściciel może dziś sprzedać antykwariuszowi obraz od ręki za gotówkę lub poczekać na aukcję.

Ceny rosną. Dla właścicieli to zachęta do sprzedaży. Wzrośnie liczba depozytów odbieranych z muzeów. Opisane tu mechanizmy rynkowe dotyczą nie tylko obrazów, ale także numizmatów lub wysokiej klasy rzemiosła artystycznego.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Dobre pochodzenie podwaja cenę obrazu

Dzieła z prywatnych zbiorów można obejrzeć na wystawie w Białymstoku. W Muzeum Podlaskim w ...

Reprodukcja pracy Bartosza Kokosińskiego, lidera KMS 2017. fot. B. Kokosiński (1. miejsce w 2017 roku)

Inwestować w młodą sztukę

Za tydzień poznamy wyniki naszego rankingu najlepszych młodych polskich artystów. Od 2008 r. Kompas ...

Piotr Żochowsk, prezes PKO TFI

Interes klienta jest nadrzędny

Chcemy jasno pokazać klientom, co mamy w funduszach – mówi prezes PKO TFI Piotr Żochowski. ...