Sprawdzamy, które metale szlachetne to wciąż złoty interes

Zdaniem analityków srebro nadal będzie goniło złoto. Będzie też rósł na nie popyt ze strony przemysłu, głównie za sprawą fotowoltaiki, która może generować nawet 15 proc. zapotrzebowania
Zdaniem analityków srebro nadal będzie goniło złoto. Będzie też rósł na nie popyt ze strony przemysłu, głównie za sprawą fotowoltaiki, która może generować nawet 15 proc. zapotrzebowania

Rośnie popyt inwestycyjny na złoto i srebro. Pierwszy z metali zdrożał w tym roku ponad 35 proc., drugi 62 proc. Platyna i pallad, mimo że wiosną również zaliczyły głębokie dołki, wciąż pozostają w tyle, drożejąc zaledwie o kilka procent.

Zaskoczenie marcowym załamaniem notowań metali szlachetnych trwało krótko, a kto nie uległ panice i dołączył do grona inwestorów, już może realizować pokaźne zyski, choć pewnie nieliczni mają na to ochotę przy zerowych stopach procentowych i utrzymującej się wysokiej inflacji. Zachowanie metali z pewnością było do przewidzenia, ponieważ większość zawirowań na rynkach ma podobny scenariusz, tak jak reakcja inwestorów na interwencje banków centralnych i niepokoje na świecie. Notowania metali wspierał taniejący dolar, który od połowy maja do pierwszych dni sierpnia stracił na wartości 11,5 proc.

Warto sprawdzić: Polacy rzucili się na diamenty podczas pandemii

Silny wpływ dolara na notowania metali szlachetnych widać było 6 sierpnia. Na jego odbicie po informacjach o większym od spodziewanego wzroście wolnych etatów poza rolnictwem żółty kruszec zareagował zniżką o 1,63 proc. Metale rozpoczęły też na minusie drugą dekadę sierpnia, ale nie zmieniło to optymistycznych nastrojów inwestorów, podobnie jak kilka wcześniejszych korekt. Pandemia wciąż nie odpuszcza, globalna gospodarka nadal stoi przed trudnym sprawdzianem i nikt nie mówi o zacieśnianiu polityki pieniężnej. Wręcz przeciwnie. Rajd złota ku rekordowi też nastąpił w trudnych chwilach – w USA wrosła liczba zachorowań, na wschodnich wybrzeżach zaczął szaleć huragan Izajasz, a świat zamarł po wybuchu w Bejrucie.

Pięć minut srebra

Złoto po przekroczeniu progu 2 tys. dolarów zaświeciło jednak pełnym blaskiem po ostatnich latach rozczarowań, kiedy pozostawało w tyle za amerykańskimi indeksami giełdowymi. Srebro, które ilekroć wydawało się, że ma swoje pięć minut, a sytuacja się odwraca, teraz święci tryumfy, ponieważ straty w stosunku do konkurenta notowane w ciągu ostatnich lat nadrobiło w zaledwie kilka tygodni. Tylko w lipcu metal podrożał ponad 30 proc., dzięki – jak podkreśla Kamil Sobolewski, strateg i zarządzający funduszami w Skarbcu TFI – fizycznemu popytowi przekraczającemu możliwości produkcyjne, w którym istotną rolę odegrała produkcja biżuterii w Indiach, kierowanej na rynki Chin i państw satelickich.

– Cena srebra w ostatnich dniach stopniowo wybija się na nowe tegoroczne szczyty. Obecnie kontrakty na ten metal poruszają się już powyżej 27 USD za uncję i wiele wskazuje na to, że do końca ruchu wzrostowego jest jeszcze daleko – mówił po pierwszym tygodniu sierpnia Paweł Grubiak, prezes i doradca inwestycyjny w Superfund TFI.

Łukasz Zembik, ekspert rynku OTC w TMS Brokers, zwraca wprawdzie uwagę, że globalne spowolnienie z pewnością wpłynie na popyt na srebro, ale długofalowa popularność paneli słonecznych i pojazdów elektrycznych, do których wykorzystywane jest srebro, powinna cały czas generować zapotrzebowanie na ten metal. Poza tym srebro wykorzystywane jest również w medycynie i elektronice, a to dwa sektory, które nie tylko nie ucierpiały przez pandemię, ale ich rozwój zaczął przyspieszać. Srebro wykorzystuje się też do produkcji tkanin zapobiegających poceniu się, a ze względu na właściwości bakteriobójcze (srebro jest biocydem) w produktach związanych z przechowywaniem żywności. Z tych samych powodów w niektórych kosmetykach zaczęto stosować nanocząstki srebra jako konserwant i środek biobójczy. Nanosrebro zastępuje też wcześniej stosowane metale ciężkie w farbach i lakierach, co jest zgodne z ekologicznymi trendami.

Warto sprawdzić: Złote inwestycje w ciężkich czasach. Najprostsze metody

Według Doroty Sierakowskiej, analityka surowcowego DM BOŚ, średnio- i długoterminowe perspektywy dla cen srebra są dobre.

– Na fali ultraluźnej polityki monetarnej kluczowych banków centralnych świata oraz możliwości przedłużenia się kryzysu gospodarczego na najbliższe lata inwestorzy mogą chętnie dodawać metale szlachetne do swojego portfela – nie tylko złoto, uznawane za bezpieczną przystań, ale także srebro – mówi.

Według niektórych analityków złoto może podrożeć w ciągu trzech lat nawet do 4 tys. dolarów za uncję. Fot. Shutterstock

Niepewny rynek rodu i palladu

Ekspert TMS Brokers zwraca też uwagę na zachowanie się palladu i rodu – metali szlachetnych, które wykorzystywane są przede wszystkim w przemyśle motoryzacyjnym, m.in. do produkcji katalizatorów samochodowych, wymaganych przez zaostrzenie przepisów dotyczących emisji szkodliwych dla środowiska spalin.

– Pod koniec lutego tego roku uncję tego metalu rynek wyceniał na ponad 10 tys. dolarów. Marzec przyniósł silną korektę w notowaniach zarówno rodu, jak i palladu, co obrazuje, jak silne jest powiązanie wyceny tych aktywów z kondycją światowego przemysłu. Dalszy wzrost będzie silnie uzależniony od światowego popytu na samochody spalinowe, hybrydy oraz w pełni elektryczne – tłumaczy Łukasz Zembik.

Wpływ na ceny palladu będzie jednak miało również zmniejszenie jego wydobycia. Analitycy firmy Metals Focus w raporcie „Platinum and Palladium Focus 2020″ prognozują, że deficyt palladu sięgnie 124 tys. uncji, czyli 3,9 tony. Wszystko za sprawą koronawirusa, przez którego Impala Platinum musiała zamknąć w połowie maja kopalnię Marula – jedno z nielicznych miejsc wydobycia tego metalu. Według prognoz Metals Focus cena palladu może więc powrócić w tym roku do notowań z lutego 2020 r., kiedy padł historyczny rekord – 2766,70 USD. Do 10 sierpnia kurs wzrósł do 2265,80 USD. Gdyby prognozy się sprawdziły, potencjał zysku wyniósłby 22 proc.

Przemysł motoryzacyjny znajduje się także w strukturze popytu na platynę. Platyna od marcowego załamania podrożała ponad 72 proc., ale od początku roku tylko o 5,5 proc. W przeciwieństwie do palladu i rodu ma jednak duże znaczenie także w jubilerstwie i na rynku inwestycyjnym, co mogłoby pomóc podtrzymać jej kurs, zwłaszcza że tak tania jak w marcu bieżącego roku nie była nawet po załamaniu w 2008 r. World Platinum Investment Council spodziewa się jednak w tym roku niemal dwukrotnie większej nadwyżki metalu niż w roku ubiegłym.

Optymistyczne prognozy

Analitycy Goldman Sachs pod koniec lipca podnieśli 12-miesięczne prognozy dla srebra z 22 do 30 USD i dla złota z 2 tys. do 2,3 tys. USD. Ich zdaniem srebro nadal będzie goniło złoto. Będzie też rósł na nie popyt ze strony przemysłu, głównie za sprawą fotowoltaiki, która może generować nawet 15 proc. zapotrzebowania. Goldman Sachs przypomina też, że srebro znajduje się w laptopach i telefonach, które wraz z rosnącym trendem pracy zdalnej są coraz bardziej potrzebne. – Jeśli popatrzymy na historię, to zobaczymy mocny związek gold/silver ratio z popytem na srebro z przemysłu. Jeśli założymy, że w ciągu 12 miesięcy popyt przemysłowy na srebro wzrośnie o 5 proc., powinno się to przełożyć na spadek wspomnianego wskaźnika do okolic 77, co powinno oznaczać wzrost ceny srebra do ok. 30 USD za uncję – wyliczają analitycy Goldman Sachs w swoim raporcie. Tymczasem po dwóch dniach korekty wskaźnik i tak już wynosi 71.

Warto sprawdzić: Fundusze inwestujące w złoto przynoszą kokosy. Średnio 39 proc.

Prognozy dla wzrostu ceny srebra nie da się jednak opierać tylko na stosunku jego ceny do złota, ponieważ w zmianach parytetu nie brakuje anomalii. W 1980 r. za uncję złota można było kupić 14 uncji srebra, ale dziesięć lat później uncja żółtego kruszcu była warta ponad 90 uncji srebra. Nie pierwszy raz rodzi się więc pytanie, czy srebro jest niedowartościowane, czy złoto przewartościowane. Wśród analityków nie brakuje zwolenników i jednej, i drugiej teorii. Pojawiają się też głosy, że srebro może zmierzać ku 50 USD, czyli do rekordu z 2011 r. Wtedy ostry wzrost ceny srebra zaczął się w sierpniu 2010 r. Do kwietnia 2011 r. metal podrożał z 17 USD za uncję do prawie 50 USD, czyli niemal trzykrotnie. Finisz zwyżek był jednak bolesny. W ciągu zaledwie kilku sesji kurs spadł o 35 proc. Należy mieć nadzieję, że historia się nie powtórzy, choć analitycy lubią porównywać obecną i przyszłą sytuację z rokiem 2008 i następującymi po nim latami, kiedy rynek zaczął nadrabiać straty.

Zdaniem analityków Goldman Sachs popyt na złoto związany będzie przede wszystkim z sytuację ekonomiczną w USA, w tym z rosnącym ryzykiem inflacyjnym w przyszłości.

– Od dawna utrzymujemy, że złoto jest walutą ostatniej szansy, szczególnie w środowisku takim jak obecne, w którym rządy deprecjonują swoje waluty fiducjarne i obniżają realne stopy procentowe do najniższych w historii – podsumowują eksperci jednego z największych banków inwestycyjnych.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Minister finansów dokręci śrubę?

Zarządzającym aktywami będzie trudno uniknąć obniżek opłat, które pobierają od uczestników funduszy inwestycyjnych. W ...

Poprawiające się wyniki w większości przypadków znajdują odzwierciedlenie w kursie akcji

Te spółki poprawiają wyniki od lat. Inwestorzy im ufają

Giełdowe spółki wyróżniające się systematyczną poprawą zysków mogą być atrakcyjną propozycją do portfela, pod ...

Obraz Chełmońskiego po 143 latach wrócił z USA do Polski

Polskie obrazy wracają do kraju

Kolekcjonerzy importuję ze świata tysiące dzieł sztuki i pomnażają nasz majątek narodowy. W Krakowie ...