Półrocze pełne rekordów na krajowym rynku sztuki

Sopocki Dom Aukcyjny

Pandemia przyspieszyła wzrost cen na krajowym rynku sztuki. Obroty na aukcjach wzrosły o 70 proc., do 264 mln zł.

W minionym półroczu na krajowym rynku sztuki i antyków odnotowano najwięcej rekordowych cen po 1989 r. Antykwariusze komentują, że ostro licytowali nowi klienci, nieznani na rynku przed pandemią.

Warto sprawdzić: Zapomniane polskie malarki wracają do łask

Wysokie notowania dzieł sztuki

Obroty na aukcjach sztuki wyniosły w tym półroczu 264 mln. W porównaniu z pierwszym półroczem ubiegłego roku wzrosły o 72 proc. – informuje raport Artinfo.pl, który ukaże się za kilka dni. W minionym półroczu odbyły się 294 aukcje sztuki. W porównywanym okresie 2020 r. było ich 199. W raporcie Artinfo.pl znajdziemy prognozę na najbliższe trzy lata.

Długo komentowaną sensacją była sprzedaż za 6,7 mln zł (cena wraz z opłatą aukcyjną) obrazu Jacka Malczewskiego „Pożegnanie z pracownią. Prządka”. Rekord padł w firmie Agra Art. Sami antykwariusze nie spodziewali się takiej ceny. Cena wywoławcza „Prządki” wynosiła 1,7 mln zł, a wycena szacunkowa – 1,8–2,5 mln zł.

W marcu na aukcji Sopockiego Domu Aukcyjnego ponad 1 mln zł zapłacono za obraz Zdzisława Beksińskiego. To najwyższa cena osiągnięta za dzieło artysty. Ponad 1 mln zapłacono w Sopocie za obraz Juliana Fałata. To najwyższa cena za obraz tego malarza.

Z kolei na czerwcowej aukcji firmy Agra Art przybito młotkiem cenę 730 tys. zł za obraz Józefa Pankiewicza. To najwyższa w historii wolnego rynku cena za obraz Pankiewicza.

Na czerwcowej aukcji Sopockiego Domu Aukcyjnego 300 tys. zł osiągnął obraz Daniela Pawłowskiego (ur. 1989). Cena wywoławcza wynosiła 32 tys. zł. Młody artysta debiutował na aukcjach nie tak dawno, bo w połowie 2017 r.

Wysoką cenę 300 tys. zł osiągnął obraz Daniela Pawłowskiego. Fot. Sopocki Dom Aukcyjny

Internet dał „kopa”

Można wyliczyć jeszcze kilkadziesiąt przykładów spektakularnych rekordów cenowych z pierwszego półrocza. Rekordy ciągną do góry ceny dzieł innych artystów. Wszystko ma być drogie, nawet drukowane (!) reprodukcje dzieł sztuki.

– Pandemia przyspieszyła nieuchronne zmiany na rynku sztuki. Podstawą sprzedaży stał się handel online. Internet zaktywizował konsumentów sztuki również na tzw. prowincji. Klienci kupują to, co widzą na ekranie. Coraz rzadziej bezpośrednio oglądają obraz przed zakupem. Rynek nie wróci już do form handlu sprzed pandemii – komentuje dr Wojciech Niewiarowski, prezes Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich.

Warto sprawdzić: Antykwariusze nakręcają emocje, żeby sprzedać hektary obrazów

Antykwariusze przekonują, że dziś już niewielu klientów przychodzi na pokazy dzieł przed aukcją. Klienci przed zakupem oglądają obrazy tylko w internecie. Podobno to masowe zjawisko. Na pewno warto przeprowadzić badania socjologiczne na ten temat, bo to jest zmiana o fundamentalnym znaczeniu. Z takim odbiorem sztuki polemizuje kolekcjoner prof. Andrzej K. Koźmiński.

Monety też w cenie

Nowe wysokie ceny są na rynku historycznych numizmatów. Na przykład na niedawnej aukcji Gabinetu Numizmatycznego Damian Marciniak 4,8 tys. zł osiągnął banknot o nominale 50 zł z 1794 r., z czasów Insurekcji Kościuszkowskiej. Przed pandemią porównywalny okaz kosztował ok. 2,5 tys. zł.

W okresie międzywojennym wybito w 1925 r. w Polsce dwie złote monety z wizerunkiem Bolesława Chrobrego. Obecnie na aukcjach moneta o nominale 20 zł osiąga 4,5 tys. zł. Przed pandemią taka moneta miała cenę ok. 2,5 tys. zł. Z kolei złota moneta o nominale 10 zł kosztuje dziś ok. 3 tys. zł. Przed pandemią osiągała cenę ok. 1,2 tys. zł.

Złota moneta z 1925 roku z Bolesławem Chrobrym. Fot. Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak

Na rynku numizmatów można podawać setki przykładów monet lub banknotów, które radykalnie podrożały w ciągu półtora roku. Zdecydowanie wzrosła liczba klientów! Na aukcji Marciniaka w lutym 2020 zarejestrowało się do udziału w licytacji 2160 klientów. Natomiast w lutym bieżącego roku odpowiednio zarejestrowano 2856 kupujących.

Ceny na rynku bibliofilskim są rażąco niższe niż na rynku malarstwa. Sensacyjnie zakończyła się 27 marca aukcja bibliofilska w krakowskim Antykwariacie Wójtowicz. Osiągnięto cenę najwyższą po 1989 r. na rynku zabytkowej książki. Za 463 tys. zł prywatny kolekcjoner kupił „Dokumenty do stosunków Polski z Rosją”, wydane w 1672 r. Cena wywoławcza wynosiła 68 tys. zł. Był to zaledwie drugi tom dzieła. Pierwszy pojawił się na rynku w 2000 r. i osiągnął wtedy cenę 60 tys. zł.

Rekordowo za 463 tys. zł kupiono książkę z 1672 r. Fot. Antykwariat Wójtowicz

Krakowski antykwariat Suszek Books na marcowej aukcji sensacyjnie sprzedał pierwsze wydanie „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego. Książka wydana „nakładem autora” w 1901 r. osiągnęła cenę 18,7 tys. zł.

Warto sprawdzić: Hossa na rynku sztuki nie odpuszcza. Można nieźle zarobić

Natomiast warszawski antykwariat Lamus na czerwcowej aukcji za 19 tys. zł sprzedał wyjątkowo rzadki list królowej Bony Sforzy (1494–1557). Królowa Bona osobiście podpisała rachunek na 18 florenów. Zapłaciła za beczkę czerwonego wina, które wypił król Zygmunt Stary. Cena wywoławcza wynosiła tylko 6 tys. zł.

Takich dokumentów nie przybędzie na rynku. To unikaty! Dlaczego są względnie tanie? Listy królów są wyjątkowo dekoracyjne. Po oprawieniu w ramkę mogą spełniać rolę oryginalnej grafiki.

Opinia dla „rZ”

Prof. Andrzej K. Koźmiński, ekonomista, kolekcjoner sztuki

Nie potrafiłbym kupić obrazu bez obejrzenia go w naturze! Kolekcjoner chce na co dzień patrzeć na obraz w domu. Przed zakupem potrzebny jest zatem bezpośredni kontakt z dziełem. Mogą wtedy zaiskrzyć emocje. Trafnie wybrany obraz będzie nas zachwycał przez całe życie. Na zdjęciach w internecie trudno w pełni wyobrazić sobie ekspresję obrazów. Zwłaszcza dzieł mniej znanych malarzy.

Inwestor może kupować obrazy i składować je w magazynie. Ale także wtedy warto oglądać dzieła przed zakupem, bo czasami inaczej wyglądają na zdjęciu, inaczej zaś na żywo. Zakup inwestycyjny musi być starannie przygotowany. Obejrzenie dawnego obrazu wspólnie z zaufanym konserwatorem malarstwa zwiększa bezpieczeństwo zakupu. Hossa na krajowym rynku sztuki może trwać, dopóki nie nastąpi boom inwestycyjny w gospodarce. Wtedy gotówka z rynku sztuki trafi do gospodarki.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Autentyk wyglądający jak kiepska podróbka

O orzeczeniu sądu zadecydowała opinia jednego eksperta, choć trzech innych twierdziło inaczej. Antykwariusze świętują ...

Aukcyjne niespodzianki

Pod młotek trafią obrazy z legendarnej wystawy w USA W listopadzie padł rekord: odbyło ...

Potknięcie nie przekreśla całego dorobku

Noble Fund Akcji to flagowy fundusz Noble Funds TFI. Mniej więcej połowę jego lokat ...