Zyskowne akcje giełdowych debiutantów

Bloomberg

Na papierach nowicjuszy można zarobić, ale nie warto się spieszyć z ich sprzedażą.

Koniunktura na rynku akcji poprawiła się, ale na razie nie przekłada się to na liczbę giełdowych debiutów. Po fatalnym poprzednim roku, gdy do skutku doszło jedynie 13 ofert publicznych (IPO), pierwsza połowa 2017 r. nie przyniosła poprawy. Od stycznia jedynie trzech emitentów przeprowadziło IPO. Jednak wartość tegorocznych ofert przekroczyła 2,2 mld zł, w porównaniu z ok. 1,1 mld zł w poprzednim roku.

Ale jest nadzieja na zmianę tę niekorzystnej sytuacji. Spółki zainteresowane pozyskaniem gotówki od inwestorów znów zaczęły łaskawym okiem spoglądać na giełdę.

Poważne plany związane z GPW mają: Play Communications, GetBack i Raiffeisen Polbank. Łączna szacowana wartość IPO tylko tych trzech podmiotów może przekroczyć 4 mld zł.

Do tego dochodzą mniejsze spółki zainteresowane debiutem na giełdzie. Najbliżej tego celu jest Maxcom. Ten producent telefonów komórkowych sprzedał wszystkie oferowane akcje i jeszcze w czerwcu mają rozpocząć się ich notowania na GPW. Trwają też zapisy na papiery Morizona. Zielone światło od KNF w ubiegłym tygodniu dostał Uniserv-Piecbud.

Zysk w długim terminie

Mała liczba ofert w ostatnim czasie ma też pozytywne skutki. Rynek zweryfikował jakość firm wchodzących na giełdę, co daje większą szansę na zyski z inwestycji.

– W mojej ocenie rynek rzeczywiście w dalszym ciągu ogranicza ryzyko znaczącego przepłacenia za akcje oferowane w IPO – zauważa Kamil Hajdamowicz, analityk w BM BGŻ BNP Paribas. – Kluczowe pozostają prognozy przyszłych przychodów i struktura biznesu. Nie ma obecnie mowy o entuzjazmie związanym ze schyłkowymi momentami hossy, gdy sprzedawało się wszystko po każdej cenie. Z drugiej strony, rynek czeka na nowe ciekawe debiuty, co sprawia, że emitent może oferować akcje po atrakcyjnej dla siebie cenie.

Szanse na zarobek rosną pod warunkiem, że nie pozbędziemy się walorów tuż po debiucie. Takie wnioski można wysnuć, oceniając notowania akcji firm, które zadebiutowały na warszawskiej giełdzie od początku 2015 r. (większość trafiła na okres, gdy giełdowa koniunktura nie sprzyjała zwyżkom cen).

W tym czasie na naszym parkiecie zadebiutowało 36 spółek, przeprowadzając ofertę sprzedaży akcji. Papiery większości tych spółek są obecnie więcej warte niż w czasie IPO. Co więcej, wypracowane od debiutu dwucyfrowe zyski wcale nie należą do rzadkości, choć w większości przypadków od oferty publicznej minęło kilkanaście miesięcy.

– Inwestowanie w akcje debiutantów stało się zajęciem długoterminowym – podkreśla Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Obecnie zdecydowanie bardziej opłaca się kupić akcje interesującej spółki w ofercie i potrzymać je trochę w portfelu, niż sprzedać zaraz podczas debiutu. Spektakularne wzrosty na pierwszej sesji są bowiem dość rzadkie i dotyczą specyficznych oraz raczej mało płynnych spółek.

Najbardziej zyskowną inwestycją okazały się akcje Auto Partnera, działającego na rosnącym rynku dystrybucji samochodowych części zamiennych. Warto przypomnieć, że spółka zadebiutowała na warszawskim parkiecie w czerwcu zeszłego roku. Od tego czasu jej walory przyniosły ponad 160 proc. zysku.

Niewiele mniej pozwolił zarobić producent felg Uniwheels. Notowania jego akcji w ciągu dwóch lat od debiutu podskoczyły o 140 proc. Jednak przygoda spółki z giełdą niebawem zapewne się zakończy, bo w wyniku wezwania niemal wszystkie akcje skupił amerykański inwestor branżowy Superior Industries.

W ciągu zaledwie ośmiu miesięcy od debiutu wysoką 130-proc. stopę zwrotu przyniosła inwestycja w walory Celon Pharmy. Ten debiut inwestorzy zapewne zapamiętają na długo, bo już na pierwszej sesji zanotowano 19-proc. zwyżkę notowań.

Trzycyfrowy zysk zapewniły też akcje Enter Air, największej czarterowej linii lotniczej w Polsce. Inwestorzy, którzy półtora roku temu kupili akcje tej spółki w ofercie, dziś są do przodu o ok. 110 proc.

Jednocześnie nie zabrakło spektakularnych porażek, które powinny dać do myślenia kupującym akcje w IPO. Spośród debiutantów z lat 2015 – 2017 najbardziej potaniały papiery firmy odzieżowej Esotiq. Po niespełna dwóch latach ich kurs jest o ponad 70 proc. niższy.

Rynek pierwotny odżywa

Analitycy przyznają, że słaba koniunktura na giełdzie odcisnęła swoje piętno na rynku pierwotnym.

– W ostatnich dwóch – trzech latach odsetek debiutów zakończonych sukcesem zauważalnie wzrósł. Jednym z powodów był fakt, że lata 2015 – 2016 były raczej okresem dekoniunktury na GPW. Dlatego szanse na debiut miały spółki o silnych fundamentach (dobrych wynikach) i obiecujących perspektywach wzrostu – wyjaśnia Kamil Hajdamowicz.

Jak przyznaje, poprawa koniunktury giełdowej w ostatnich miesiącach może skłonić emitentów o mniej przejrzystych strukturach biznesu do przeprowadzania bardziej ryzykownych ofert. Przez ostatnie lata inwestorzy przyzwyczaił się do nieco lepszych jakościowo ofert. Ale na fali entuzjazmu związanego z daną branżą albo wzrostami indeksów mogą zainteresować się także ofertami gorszych jakościowo spółek. W obecnej sytuacji wskazana jest więc dużo większa ostrożność niż w minionych latach.

Marcin Materna, szef analityków w Millennium DM twierdzi, że ożywienie koniunktury będzie czynnikiem sprzyjającym spółkom oferującym swoje papiery w ramach IPO.

– W tych warunkach sprzedający akcje mogą sobie pozwolić na optymizm, jeśli chodzi o cenę w IPO, tym bardziej, że ten rynek na razie nie jest specjalnie rozgrzany. Oceniając atrakcyjność inwestycji w akcje nowej spółki porównałbym ją z podobnymi firmami notowanymi na GPW i przyjąłbym niewielkie dyskonto. Czasy, gdy spółki mogły twierdzić, że są małe i przez to bardziej dynamiczne niż więksi konkurenci, powoli mijają. Obecnie to duży może więcej i ma lepsze perspektywy rozwoju. Dotyczy to zwłaszcza tradycyjnych sektorów – wyjaśnia ekspert.

Podobnego zdania jest Łukasz Bugaj.

– Inwestorzy preferują wzrostowe spółki z dobrymi perspektywami. Pamiętać przy tym trzeba, że wciąż bacznie sprawdzają, jaka jest struktura oferty. Lepiej postrzegane są emisje nowych akcji mające zapewnić fundusze na dalszy rozwój niż sprzedaż jedynie istniejących już walorów. Ta druga operacja może oznaczać chęć wyjścia głównego akcjonariusza z inwestycji po atrakcyjnej dla niego cenie – zauważa Łukasz Bugaj.

Mogą Ci się również spodobać

Kto ma stratę, też płaci podatek

Danina należy się fiskusowi nawet wtedy, gdy nic nie zarobiliśmy. Na inwestycji w fundusz ...

Kłopotliwy brak punktu odniesienia

Od dłuższego czasu stałe miejsce w portfelu funduszu Aviva Investors Nowoczesnych Technologii zajmują krajowe ...

#RZECZoBIZNESIE: Mariusz Staniszewski: Polacy patrzą trzeźwo na inwestycje

Od 12 miesięcy mamy do czynienia z hossą na polskiej giełdzie, ale z nabyciami ...