Fundusze zagraniczne również dla inwestorów detalicznych

Oferta globalnych powierników umożliwia lepsze zróżnicowanie portfela.

Publikacja: 24.09.2017 17:51

Fundusze zagraniczne nie cieszą się powodzeniem

Fundusze zagraniczne nie cieszą się powodzeniem

Foto: Rzeczpospolita

Tydzień temu Franklin Templeton – pierwsza firma zarządzająca funduszami zagranicznymi, która rozpoczęła działalność w Polsce, mająca największy udział w rynku tego typu produktów nad Wisłą – poinformował o uruchomieniu nowego produktu. Wydarzenie to zapewne przeszłoby bez echa, gdyby nie fakt, że ma wymiar symboliczny.

Argumenty za

Dzięki Planowi Systematycznego Inwestowania do funduszy Franklin Templeton Investment Funds można wpłacać od 300 zł miesięcznie. Do tej pory fundusze zarządzane przez zagraniczne firmy (oprócz Franklina działają u nas: Schroders, Fidelity, BlackRock i inne) były dostępne od znacznie wyższych kwot.

Jakich? – Od 1 tys. do nawet 5 tys. dolarów bądź euro lub równowartość tej sumy w złotych – mówi Zbigniew Obara, menedżer zespołu analiz i doradztwa w Biurze Maklerskim Alior Banku. – Także kwota minimalnych kolejnych wpłat bywa dość wysoka; standardem jest równowartość 1 tys. dolarów lub euro. Fundusze zagraniczne są zatem narzędziem inwestycyjnym dla co najmniej średnio zamożnego klienta.

– Od dłuższego czasu wspominaliśmy, że naszą ambicją jest, aby oferta Franklin Templeton była dla każdego. Dlatego właśnie uruchomiliśmy Plan Systematycznego Inwestowania z minimalną wpłatą 300 zł – mówi Michał Staszkiewicz, członek zarządu Templeton Asset Management (Poland) TFI.

Okazuje się, że nie tylko Franklin zdecydował się na taki krok. Dla klientów Alior Banku firma Fidelity obniżyła minimalną wpłatę do 200 zł.

Wysoki poziom minimalnej wpłaty to nie jedyny czynnik odróżniający inwestycję w fundusz zagraniczny od inwestycji w polski. Bardzo ważne są kwestie podatkowe. Inwestując w krajowy fundusz nie musimy się martwić podatkiem od zysków kapitałowych (podatkiem Belki). TFI odprowadzi go za nas automatycznie. Natomiast inwestując w fundusz zagraniczny (większość z nich to fundusze luksemburskie) musimy pamiętać o samodzielnym rozliczeniu się z fiskusem.

Argumenty przeciw

Tyle o minusach, teraz o plusach. Po pierwsze, dzięki funduszom zagranicznym zyskujemy dostęp do rodzajów inwestycji, których w Polsce w ogóle nie ma, takich jak obligacje zamienne na akcje czy notowane na rynkach wtórnych obligacje o wysokim oprocentowaniu (high yield).

Po drugie, fundusze zagraniczne oferują różne rodzaje tytułów uczestnictwa, np. nominowane w różnych walutach, akumulacyjne, dywidendowe, zabezpieczone przed ryzykiem złotego itp.; w polskich funduszach tego nie ma.

Po trzecie, fundusze zagraniczne z reguły inwestują za granicą lepiej niż polskie.

– Choć nie brak polskich funduszy inwestujących w zagraniczne spółki i notujących ostatnio bardzo dobre wyniki, to niewątpliwie kompetencje zagranicznych powierników są znacznie większe. Przewagę daje im również lokalizacja biur i centrów analitycznych bezpośrednio w regionach, w których inwestują: w Azji, Ameryce Południowej, USA itd. – twierdzi Zbigniew Obara.

Po czwarte, fundusze zagraniczne pobierają dwukrotnie niższe opłaty za zarządzanie (oznacza to wyższą stopę zwrotu dla inwestora). Jednocześnie rekompensują to sobie wyższymi opłatami dystrybucyjnymi pobieranymi przy wpłacaniu i podejmowaniu oszczędności (polskie TFI często nie mają takich opłat wcale). Bilans kosztów często wypada na korzyść funduszy z oferty globalnych gigantów.

– W polskich TFI opłata za zarządzanie jest wyższa, a opłata dystrybucyjna niższa. W przypadku funduszy zagranicznych jest odwrotnie, przy czym dystrybutor może tę opłatę znacząco obniżyć. W F-Trust tak właśnie robimy i w efekcie nasi klienci mają stosunkowo dużo funduszy zagranicznych w swoich portfelach. To dobrze, bo zwiększa się bezpieczeństwo ich inwestycji i otwierają się możliwości zarabiania na różnych rynkach – podkreśla Krzysztof Jeske, prezes F-Trust. – Ale oczywiście nie wszyscy dystrybutorzy obniżają swoje opłaty i w efekcie klienci decydują się raczej na produkty polskich TFI.

Od przybytku głowa… czasem boli

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Aktywa funduszy zagranicznych oferowanych w Polsce od lat są na podobnym poziomie i stanowią zaledwie ułamek (mniej niż 4 proc.) wartości aktywów funduszy przeznaczonych dla inwestorów detalicznych zarządzanych przez polskie TFI. Dlaczego? Niewątpliwie decyduje o tym złożoność tych produktów, mnogość klas aktywów, strategii inwestycyjnych i rodzajów jednostek uczestnictwa (w Polsce zarejestrowanych jest 1,3 tys. funduszy zagranicznych) w połączeniu z wysokim poziomem minimalnej wpłaty.

Do tego dochodzą kwestie psychologiczne. – Inwestorzy na całym świecie najczęściej wybierają rodzimy rynek. Z jakichś powodów wolą, aby ich pieniądze pozostawały w kraju, w którym żyją. Na tle Europejczyków, Polacy szczególnie chętnie inwestują u siebie i zapewne jest to jedna z wielu przyczyn, dla których zagraniczne firmy zarządzające mają w naszym kraju znacznie mniej klientów niż polskie TFI – zwraca uwagę Krzysztof Jeske.

Raczej dla zamożnych

Franklin Templeton ma nadzieję, że swoim nowym Planem Systematycznego Inwestowania przybliży inwestorom rynki zagraniczne. Wiedząc, jak ważna jest dywersyfikacja geograficzna portfela oszczędności, trzymamy kciuki, żeby się udało.

Jednak co do zasady można się spodziewać, że inwestycje w fundusze zagraniczne pozostaną domeną osób, których stać na doradcę inwestycyjnego.

– Złożoność tych rozwiązań daje możliwość konstrukcji efektywnych portfeli inwestycyjnych, czyli proponujących korzystną relację oczekiwanej stopy zwrotu do ryzyka. Oferta zagranicznych zarządzających aktywami jest więc idealna do formuły doradztwa inwestycyjnego – ocenia Zbigniew Obara. ©?

Inne opakowanie

W ostatnich latach polskie TFI mające zagranicznego właściciela, np. NN Investment Partners, Union Investment i inne, decydowały się na uruchamianie funduszy w formule master-feeder.

Polega ona na tym, że fundusz zagraniczny zostaje „opakowany” w produkt polski. Dzięki temu minimalna kwota pierwszej wpłaty jest znacznie niższa. Do tego inwestorzy nie muszą się samodzielnie rozliczać z podatku Belki, bo TFI robi to za nich, tak jak w każdym polskim funduszu. Mankamentem tego typu rozwiązania są wyższe opłaty niż przy bezpośredniej inwestycji w fundusz zagraniczny. Rosnąca oferta master-feederów mogła w ostatnich latach przechwycić część kapitału, który trafiłby do funduszy zagranicznych.

Tydzień temu Franklin Templeton – pierwsza firma zarządzająca funduszami zagranicznymi, która rozpoczęła działalność w Polsce, mająca największy udział w rynku tego typu produktów nad Wisłą – poinformował o uruchomieniu nowego produktu. Wydarzenie to zapewne przeszłoby bez echa, gdyby nie fakt, że ma wymiar symboliczny.

Argumenty za

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Portfel inwestycyjny
Inflacja uderzyła w oprocentowanie obligacji skarbowych. Jak nie stracić?
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Rynki finansowe
Jak Chiny zarzynają kurę znoszącą złote jaja
Portfel inwestycyjny
Centra usług: szlifujący się diament
Portfel inwestycyjny
Inwestorzy w oczekiwaniu na obniżki stóp procentowych
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Portfel inwestycyjny
Przy wysokim wzroście płac w 2024 r. oszczędności Polaków mogą dalej rosnąć