Szkoła Paryska w prywatnym muzeum

Marek Roefler | Najbardziej podrożały dzieła tych malarzy, których ceny wywindowali Rosjanie – mówi kolekcjoner

Publikacja: 24.09.2016 09:16

Szkoła Paryska w prywatnym muzeum

Foto: Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik

Rz: W 2010 r. otworzył pan w Konstancinie prywatne muzeum sztuki polskich artystów, którzy należeli do Szkoły Paryskiej. Wydał pan pięć dwujęzycznych albumów do wystaw, jakie odbyły się w muzeum. Od 23 września można oglądać kolejną wystawę.

Marek Roefler: Wystawa podsumowuje nasz sześcioletni dorobek. Szerzej pokazuje Szkołę Paryską, zwłaszcza dzieła takich artystów jak np. Mojżesz Kisling, Eugeniusz Zak, Mela Muter. Będą też artyści mniej znani, np. Joachim Weingart, Rajmund Kanelba, Pinchus Krémegne. Pokażemy tylko dzieła z naszej kolekcji. Katalog jest zdecydowanie obszerniejszy niż w poprzednich latach.

Najnowsza wystawa na początku 2017 r. zostanie pokazana w Niemczech w muzeum w Neuenstadt. Coraz więcej światowych muzeów jest zainteresowanych współpracą z nami. Jesteśmy coraz lepiej rozpoznawalni na świecie. Chciałbym, żebyśmy mieli wystawę w dobrym muzeum w Paryżu.

Artyści, których dzieła pan zbiera, przez kilkadziesiąt lat tworzyli w Paryżu. Trzeba ich tam przypominać?

Kiedy na świecie organizowane są wystawy ich prac, całkowicie pomijane są polskie wątki ich życia. My przygotowując wystawę w Paryżu, moglibyśmy te wątki zaakcentować. Pokazalibyśmy, że Leopold Zborowski, jeden z największych marszandów w dziejach rynku sztuki, był Polakiem, pochodził z okolic Lwowa. Mamy dzieła artystów z galerii Zborowskiego, przede wszystkim Kislinga, Eibischa, Zawadowskiego, Haydena, Antchera. Mamy też obrazy z prywatnej kolekcji Zborowskiego.

Zbiera pan sztukę od ponad 20 lat. Jakie obrazy najbardziej podrożały w tym czasie?

Najlepszą inwestycją okazały się dzieła tych polskich malarzy, których ceny wywindowali Rosjanie. Rekordowo licytowali oni obrazy np. Henryka Siemiradzkiego, ponieważ uważają go za swojego artystę. W Polsce intensywnie poszukiwano obrazów np. Stanisława Żukowskiego, żeby je sprzedać do Rosji, gdzie osiągały kilkadziesiąt razy wyższą cenę. Ale są to artyści spoza kręgu moich zainteresowań.

Jeśli chodzi o Szkołę Paryską, zdecydowany wzrost cen również był wywołany przez wysoki popyt ze strony Rosjan. W pewnym momencie obrazy Meli Muter pojawiły się na aukcjach rosyjskich, co automatycznie spowodowało trzykrotny wzrost cen. Wyraźnie podrożały także prace Jeana Peske, kiedy został zakwalifikowany jako malarz rosyjski. W Warszawie był uczniem Gersona, ale malarstwa uczył się też w Kijowie i Odessie.

Jest pan deweloperem. Zrobił pan lepszy interes dzięki temu, że ma pan w służbowym gabinecie muzealnej klasy obrazy i rzeźby?

Nie… Nie widzę tu prostego przełożenia. Oczywiście, jeśli przedsiębiorcę stać na sztukę, to jego firma jest lepiej postrzegana jako stabilna, mająca wysokie stałe przychody. Przypomnę, że ani ja, ani firma nie mamy żadnych przywilejów finansowych z tytułu kupowania sztuki.

Co pan kupił w ostatnim czasie?

Na okładce katalogu najnowszej wystawy widnieje obraz Eugeniusza Zaka, który mam od tego roku. Zak to artysta w Europie szerzej nieznany, wysoko ceniony tylko w Polsce. Młodo zmarł, namalował niewiele obrazów. Ceny jego dzieł wzrosły w ostatnich dziesięciu latach.

Kupiłem też obraz „Marsylianka” Mojżesza Kislinga, który urodził się i wykształcił w Krakowie. W Paryżu zrobił oszałamiającą karierę artystyczną i towarzyską. To powszechnie znana legendarna postać. Kisling nazywany był księciem Montparnasse’u. To jeden z najbardziej cenionych artystów na międzynarodowym rynku. Jego obrazy są ozdobą najlepszych aukcji Sotheby’s i Christie’s.

Założone przez pana muzeum może zwiedzić każdy po wcześniejszym telefonicznym umówieniu. W ciągu tych sześciu lat byli jacyś wyjątkowi goście?

Był np. syn wielkiego kolekcjonera Oskara Gheza, założyciela Muzeum w Petit Palais w Genewie. Dzięki temu spotkaniu wypożyczamy na nasze wystawy dzieła z Genewy. Odwiedzali nasze muzeum darczyńcy dla Muzeum Historii Żydów Polskich. Nierzadko były to osoby bogate i wpływowe, które także kolekcjonują dzieła artystów ze Szkoły Paryskiej, ale tych z wyższej półki cenowej, np. Chagalla i Modiglianiego.

Pan też zdobył Modiglianiego. To pierwsze dzieło artysty w polskich zbiorach.

Jest to rysunkowy portret polskiego marszanda Leopolda Zborowskiego, który wylansował Modiglianiego i np. Chaima Soutine’a.

Nasze muzeum odwiedzają także dzieci i wnuki artystów. Goście ze świata wzruszeni są tym, że ich przodkowie poprzez wystawy dzieł wrócili do Polski, nierzadko po stu latach od chwili wyjazdu.

Jaka wystawa będzie w przyszłym roku? Kislinga?

Nie. Mamy za mało dzieł tego artysty, żeby zorganizować wystawę korzystając tylko z naszych zbiorów. Natomiast wypożyczanie dzieł Kislinga ze światowych zbiorów, przy rekordowo wysokich cenach prac tego malarza, jest wyjątkowo trudne i kosztowne. W Polsce jest niewiele dzieł artysty.

Kustosz muzeum Artur Winiarski pracuje nad monograficzną wystawą i katalogiem Jeana Lamberta-Ruckiego (1888-1967), światowej sławy rzeźbiarza i designera. Mamy wybitną kolekcję dzieł Lamberta-Ruckiego. Urodził się i ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, ale w kraju jest zupełnie nieznany.

Na jakiej wystawie był pan ostatnio w innych muzeach?

W Królikarni oglądałem wystawę Dunikowski/Rodin. Ciekawa, ale wyjątkowo skromna. —rozmawiał Janusz Miliszkiewicz

więcej o wystawie i muzeum www.villalafleur.com

Sztuka
Zdrożeją obrazy malarzy kolorystów
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Sztuka
Tanio kupowali zaginione dzieła i odsprzedawali je za miliony
Sztuka
Tanie wybitne obrazy jako fundusz emerytalny. W co zainwestować
Sztuka
Nikifor na wystawie. Prace niespotykane na rynku
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Sztuka
Sztuka komiksu na inwestycję i do zbioru