Wszedł na salony i zdobywa uznanie kolekcjonerów

Polski street art -zztuka ta, podobnie jak każda inna niszowa czy awangardowa, powinna się okazać niezłą inwestycją.

Publikacja: 27.11.2014 10:18

M-City, Bogota, Kolumbia

M-City, Bogota, Kolumbia

Foto: Dzięki uprzejmości artysty

Już od kilku lat obserwujemy coraz większe zainteresowanie polskim street artem. Artyści uprawiający tę sztukę weszli na salony, zaczęli tworzyć prace w mniejszej skali, które wystawiają w galeriach sztuki współczesnej. Zdobywają coraz większe uznanie nie tylko rodzimych kolekcjonerów.

– Wypracowali własny charakterystyczny styl. Z jednej strony wpisuje się on w najlepsze wzorce i dokonania polskiej sztuki współczesnej, z drugiej zaś jest kontynuacją bezkompromisowej formy działalności ulicznej, jaką jest graffiti – mówi Katarzyna Włodarska z portalu artinfo.pl.

Na razie w Polsce street art nie doczekał się ani porządnego rankingu, ani fachowego opracowania. Istnieją jedynie pozycje popularyzatorskie, takie jak albumy Marcina Rutkiewicza bądź świetne Graffiti Goes, czyli analiza i podsumowanie rozwoju sztuki (tylko graffiti) w Polsce w latach 1990–2011.

Pierwsze podsumowania

Jak dotąd nikt nie podjął się zdefiniowania zjawiska, jakim jest street art, bez zastrzeżenia, że jest to jedynie jego subiektywna opinia. Gdybyśmy przyjęli, tak jak proponuje Stach Szabłowski, że street art to wszystkie realizacje powstałe poza instytucjami sztuki, powstałby problem, czy mural według projektu Normana Leto to street art, czy nie. Czy można tak nazwać pracę Łukasza Surowca z berlińskiego biennale?

Pytania te implikują kolejne. Na przykład, co świadczy o przynależności danego dzieła do kategorii sztuki ulicy: intencja artysty, źródła finansowania, przestrzeń, w jakiej praca się znajduje?

Mówiąc o street arcie w kontekście sprzedaży aukcyjnej i galeryjnej, bezpieczniej jest posługiwać się terminami: twórczość artystów wywodzących się z nurtu street artu, artystów o street artowych korzeniach albo posługujących się technikami typowymi dla sztuki ulicznej.

Zaczynają się pojawiać pierwsze próby oceny kondycji polskiego street artu (np. tekst Adama „Ixi Color” Jastrzębskiego w internetowym magazynie „Obieg” wydawanym przez Centrum Sztuki Współczesnej, 2014 r.). W pewnym sensie podsumowaniem są też wystawy, takie jak „Cudowne Lata”, BWA w Sanoku ( 2014 r.) – prezentacja kolekcji warszawskiej fundacji vlepvnet, czy Street art vs. Graffiti w lubelskiej Brain Damage Gallery – konfrontacja prac z obu dziedzin.

Pierwszą prezentacją street artu w ujęciu historycznym i problemowym była wystawa „Fale. Subiektywna historia polskiego street artu” (2014 r.). Odbyła się w PGS Sopot oraz Muzeum Śląskim w Katowicach. Kolejna edycja jest zaplanowana w Muzeum Narodowym w Krakowie. Obszerną prezentację street artu, która będzie miała odsłony w kilku europejskich stolicach, przygotowuje Europejska Fundacja Kultury Miejskiej – Polish Urban Art.

Zagraniczne sukcesy

Polscy artyści street artowi odnoszą coraz większe sukcesy za granicą. Na przykład Saner, Tone i Chazme wzięli udział w L’avenir w White Walls w San Francisco, a Zbiok w Open Walls w Baltimore. W galerii Outsiders Newcastle trwa wystawa Jednakowo/Różni. Swoje prace pokazują tam: Nawer, Chazme, Pener, M-City, Sepe, Otecki i Robert Proch uznani przez organizatorów za najważniejszych polskich artystów street artowych.

Od paru lat rośnie popularność M-City – Mariusza Warasa, autora przedstawień miejskiego pejzażu – utopii idealnego miasta – tworzonych z ujednoliconych modułów wielkoformatowych. Jego dwuwymiarowe charakterystyczne wizerunki znalazły się nie tylko na murach. Pokryły także Lotusa Formuły 1 (podczas imprezy Burn yard live, Barcelona 2013 ) oraz kadłub statku w ramach międzynarodowego festiwalu sztuki ulicznej Nu art w Norwegii.  Artysta podpisał znaczący kontrakt z koncernem Coca-Cola.

Polski rynek street artu w porównaniu ze światowym wciąż wypada jednak blado. Najcelniej określa go zwrot: ciągła dynamika wzrostu.

Sprzedażą street artu w Polsce zajmują się domy aukcyjne, takie jak Rempex (w 2011 r. jako pierwszy zorganizował aukcję tej sztuki) czy Desa Unicum (aukcje młodej sztuki). Prace z tego nurtu można kupić za pomocą New Art Order; są to aukcje sztuki aktualnej, organizowane cyklicznie przez Art Agenda Nova.

Ceny prac wahają się od kilkuset złotych do 10 tys. zł. Najdroższe są dzieła: M-City, Zbioka, Chazme, Etam Crew, Sepe, Petera Fussa i Pikasa – artysty, który zdobywa w naszym kraju coraz większą popularność, autora bezkompromisowych prac, utrzymanych w estetyce netartu.

Pierwsza zagraniczna aukcja street artu odbyła się w  Bonhams w Los Angeles w 2011 r. Sprzedano wówczas prace m.in. Banksy’ego, D* Face, Sabre. Licytacje zaczynały się od kilkudziesięciu tysięcy dolarów, czasem  dochodziły nawet do stukilkudziesięciu tysięcy (prace słynnego Banksy’ego). Być może na Zachodzie taki popyt jest efektem ogromnej ilości galerii specjalizujących się w tej dziedzinie.

W 2011 r. street art i graffiti po raz pierwszy zostały zaprezentowane  w tak prestiżowym miejscu jak Muzeum Sztuki Współczesnej w Los Angeles. Na wystawie swoje dokonania pokazały największe światowe gwiazdy sztuki ulicznej.

W Polsce działa warszawska V9. Prezentowaniem twórczości artystów tego nurtu zajmuje się także BWA we Wrocławiu, Brain Damage w Lublinie oraz krakowska Art Agenda Nova.

W miejskiej przestrzeni

Nie trzeba być analitykiem, żeby dojść do wniosku, że inwestycja w street art, podobnie jak każda inna w dzieła sztuki niszowej czy awangardowej, powinna zwrócić się z nawiązką za parę lat. Trzeba jednak wykazać się odwagą,  bo jak wiadomo, stateczni inwestorzy chętniej kupują dzieła sztuki w salonach niż w grunge’owych galeriach.

Ważną rolę w popularyzacji street artu odgrywają festiwale, których w Polsce jest coraz więcej. Znakomity jest Katowice Street Art Festiwal, choć wyraźnie zaczyna odchodzić od tego, co powszechnie jest rozumiane jako street art, na rzecz subtelnego balansu na granicy sztuki współczesnej czy sztuki w przestrzeni publicznej.

Jego przeciwieństwem jest Urban Forms w Łodzi. Tu organizatorzy niezmiennie stawiają na wielkoformatowe dekoracyjne i estetyzujące murale. Staje się to nużące, ale dzięki temu Łódź trafiła na przygotowaną przez portal Boredpanda.com listę 20 miejsc (obok takich miast jak Meksyk czy Nowy Jork), które powinni odwiedzić miłośnicy sztuki ulicznej.

Kraków nie ma swojego festiwalu street artowego, ale organizuje imprezy takie jak spacer szlakiem krakowskiego street artu. W ramach festiwalu Artboom w Krakowie powstało kilka znaczących murali, ale sam festiwal zajmuje się szerzej sztuką współczesną w przestrzeni publicznej, a nie stricte street artem.

Co dalej

Odpowiedź na pytanie o przyszłość sztuki street artowej w Polsce jest równie trudna, jak odpowiedź na pytanie o przyszłość polskich miast w ogóle. W kraju, który nie ma rozsądnej strategii urbanistycznej, gdzie centra miast stanowią pole bitwy dla agencji reklamowych,  działalność artystyczna jest na pewno wyzwaniem. Z drugiej strony artyści ulicy, by dobrze czuć się w tkance miasta, nie potrzebują żadnych regulacji. Sama estetyzacja przestrzeni niekoniecznie jest im na rękę.

I jeszcze jedno istotne pytanie. Jak pogodzić deklarowaną wolność twórczą artystów ulicy ze zbiurokratyzowanym systemem instytucji puablicznych czy ich komercyjną obecnością na rynku sztuki?

Być może przyszłość rysuje się podobnie jak to było w przypadku dadaistów, co opisała Caroline Levine: „I tak choć dobitnie ogłaszali oni swą niezależność od wszelkich organizacji społecznych, zasad i przepisów, w rozpoznawalny, niezależny ruch przekształcili się dopiero wtedy, gdy skorzystali z pomocy rynku, sceny politycznej, prasy, reklamy i ustalonych instytucji sztuki”.

Jak powstał subiektywny ranking polskich artystów streetartowych

Fundacja Wschód Sztuki we współpracy z ekspertami stworzyła pierwszy ranking polskich artystów streetartowych. Celem rankingu jest wyłonienie listy współczesnych artystów aktywnie działających w przestrzeni miejskiej, przestrzeni galeryjnej i coraz częściej także muzealnej.

Artystów typowali przedstawiciele magazynu Szum, Obieg, portali Sosm.pl, Artinfo.pl, BWA Wrocław, Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej, Fundacji Sztuki Zewnętrznej, Fundacji Wschód Sztuki oraz Art Agendy Nova. Łącznie oddano 111 głosów.

Nie obowiązywały narzucone odgórnie kryteria, poza maksymalną liczbą 15 wytypowanych nazwisk bądź kolektywów artystycznych. Niektórzy głosujący ograniczyli się do wybrania tylko pięciu artystów.

W najbliższym czasie na stronie www.artorder.pl ukaże się ranking, w którym będzie uwzględniona większa ilość głosujących oraz podana lista kryteriów.

Artorder. top polskich artystów streetartowychpełna lista artystów na stronie www.artorder.pl.

1. Mariusz Waras (M-City) – osiem głosów

2. Michał Linow (Pikaso)   – siedem głosów

3. Sławek Czajkowski (Zbiok) – sześć głosów

4. Peter Fuss  – sześć głosów

5. Robert Proch (Tone) – pięć głosów

6. Krzysztof Syruć (Roem) – pięć głosów

7. Chazme  – cztery głosy

8. Czarnobyl – cztery głosy

9. Etam Crew – cztery głosy

10. Nawer cztery głosy

11. Sepe  – cztery głosy

12. Brems – trzy głosy

13. Goro – trzy głosy

14. Paweł Kowzan – trzy głosy

15. Monstfur  – trzy głosy

16. NeSpoon – trzy głosy

17. Pener – trzy głosy

18. Igor Chołda (Aqualoopa) – dwa głosy

19. Krystian Czaplicki (Truth) – dwa głosy

20. Wojciech Kołacz (Otecki) – dwa głosy

Sztuka
Zdrożeją obrazy malarzy kolorystów
Sztuka
Tanio kupowali zaginione dzieła i odsprzedawali je za miliony
Sztuka
Tanie wybitne obrazy jako fundusz emerytalny. W co zainwestować
Sztuka
Nikifor na wystawie. Prace niespotykane na rynku
Sztuka
Sztuka komiksu na inwestycję i do zbioru
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy